RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2012

Spamy i boty (U-boty) na blog.pl

27 wrz

Mam nagle 1778 komentarzy. Wiele z nich jest najwyraźniej od początkujących blogowiczów, którzy się uczą mówić, bo brzmi brfpdghy. Inna część traktuje o stylizacjach, których na blogu nietu, o butach ugg, których z całego serca nienawidzę albo jest po portugalsku czy w jakimś innym esperanto, w których ja ni huhu. Ciekawe, skąd się wzięły. O odchudzaniu się też są, a mnie ani w głowie! Błahahaha.
Na moim nowym blogu ich nie ma.
A nie ma tam moderacji.

Chyba że już są, tylko ja o tym nic nie wiem! idę sprawdzić!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A hidden love letter

25 wrz

Please, see throu it all: I am trying to help you, to get you out from this awful place where you put your soul to! Please, let me help you! PLEASE. I love you so much and I cannot allow you to sink and to live in misery – even for a while it is a torture for me to know that YOU suffer. Pleasse, understand it. Please, let me love you and make you love me back – and let us be happy again. Let me. Allow me. Let me in. Please.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szwagierkolaska

25 wrz

Plan o tyle nie wypalił, że siostry orzekły, że za bardzo dominuję Połowica. Tak, czasem tak. Jak zażera się tłuszczem i nie je warzyw i owoców, nie pije, nie ściąga swetra, gdy mu gorąco, nosi grube sztruksy w upał i nie zakłada ciepłych rzeczy, tylko marznie. Jada nieregularnie i zażera się cisteczkami i zapija coca-colą w sytuacji, kiedy miał zostać na diecie, oszczędzać wątrobę, nie pić (to się prawie udało, zresztą on nie jest jakimś wielkim fanem piwa).
Poza tym on raczej nie podsłucuje cudzych rozmów przez telefon, a jak już podsłucha, to dyskretnie udaje, że nie słyszał, a nie obraża się.
Przedobrzyłam, robiąc mu cały wieczór wyrzuty, że żre dziadostwo. Jutro tez będzie żarł dziadostwo, ale mialam mordę trzymac na kłódkę i dać mu się raz opchać frytkami. Zaprostestuję przy trzeciej pincie piwa, to na pewno. Bi miał nie pić jeszcze przez jakiś miesiąc conajmniej, a naruszył – i nie ja sugerowałam, tylko w przychodni lekarskiej, zwanej szymnie kliniką (w tej, gdzie bezoględzinowo stwierdzono problem z hemoroidami, ten sam, który się okazła innym problemem i który w ciągu dwóch tygodni polski lekarz usunął bez żadnych zabiegów pod narkozą, na co skierował go irlandzki, a przy pomocy smarowidła. W pełni irlandzka prawie słuzba prawie zdrowia).
Przedobrzyłam chcąc odobrazić szwagierkę, co się udało miernie, ale tym razem naprawdę mam to w nosie. Nie mam ochoty ani przyjemności zadawać się z ludźmi ich pokroju, którzy – tu pomieszam całą rodzinę z błotem, nie że tylko jedną siostrę – nie mówią partnerom życiowym o ich dolegliwościach i zadłużeniu na kilka tysięcy euro, które same narobiły, żeby ich nie zdenerwować, za to robia im wyrzuty o zakup jakiegoś żarcia czy batonika w sklepie, którzy udają, że w rodzinie jest wszystko w porządku, kiedy mieli do czynienia ze skrajną patologią, którzy żerują finansowo i dręczą emocjonalnie rodzeństwo aż po sędziwe lata zamiast się nawzajem wspierać – to akurat chyba dość oczywiste, dlaczego tak się dzieje – zapobiega to pójściu do prawnika za słone pieniądze i upomnieniu się o przynależną częsć spadku, nie piją alkoholu z częstotliwością przypominającą spoty przeciwko alkoholizmowi, nie one spłacały zadłużenie na domu, w którym kiedyś same mieszkały, nie one musza żyć z niedorobionym Szwagrem, którego nie miał kto nauczyć podstaw higieny osobistej ani samodzielności, bo one się wyprowadziły, a Połowic zapierniczął fizycznie od lat nastoletnich. To nie one zapierniczają 40 godzin tygodniowo w – nie przeczę – komfortowym biurze, ale zawszeć za najniższą stawkę w branży i w koncu jest to praca i zwłaszcza ostatnio ani nie jest spokojna, ani satysfakcjonująca, ani z miłymi ludźmi, bo Niemce zepsuły powietrze – jedna ma 18 godzin uczenia muzyki, druga pozostaje „przy mężu”, kiedy ich mężczyźnie zaprzestali pracy z powodów zdrowotnych. Ich faceci pracują, nie utrzymywali swoich młodszych braci przez większość życia. Nop i wreszcie to nie one spędziły noc trzy razy na pogotowiu z ich mężczyzną z bólem po lewej stronie klatki piersiowej, co ostatecznie szczęśliwie okazało się zaniedbanym przeziębieniem przerodzonym w zaopalenie opłucnej z nacikami, choroba refluksową i innymi perdołami razem.
To nie one mieszkają i żyją z moim mężem. Skoro tak o niego dbają, to gdzie były, kiedy on miał się uczyć (szczęśliwie miał okazję powrócić do nauki później, bynajmniej nie dzięki nim), kiedy żarł fast food i pił z desperacji aż do kłopotów?
Jestem dominująca. Staram sie nauczyć mojego mężczyznę, że jak jest gorąco, to można się przebrać, że trzeba zdrowo jeść i pić i że jak boli, to sie idzie do lekarza, a nie zagryza zęby, bo się jest uczulonym na leki przeciwbólowe. Że trzeba odpocząć, kiedy się jest zmęczonym, a nie pchać własny organizm poza granice wytrzymałości, bo to Połowicowi zdecydowanie nie wychodzi. Staram się go nauczyć, że ma prawo miec własne zdanie i nie musi robić tego, czego oczekują inni (za wyjątkiem oczekiwań koticzki, naturalnie) ;) Chcę go nauczyć być sobą, nie przejmować się irlandzkimi uwagami na temat postępowania innego niż przyjęte tu prymitywne sztywne normy, i że świat jest dużo większy i ciekawszy niż zapyziałe Lanzarotte. Bo kiedy zabrakło przedwcześnie jego Mamy, to nie było nikogo, żeby tego Połowica nauczyć.
Jestem winna. Dominuję Połowica i popycham do działań zmniejszających drobne uciążliwości. Dominuję go, bo mam niewyżyty instynkt macierzyński i zachowuję się często jak matka wobec dziecka. Bo takiego Połowica od nich dostałam w spadku – trochę ciapowatego i niezaradnego, a z drugiej strony ofiarnego i dzielnego ponad własną wytrzymałość.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szwagier – jaki jest.

25 wrz

Mam dosc, wypiore bruda publicznie, napietnuje i puszcze wolno na sromote i publiczne potepienie. A mnie sobie mozna sadzic. A co mi zalezy.

Szwagier sie dorwal do mojego komputera podczas mojej nieobecnosci i wlazl na jakies strony porno. Komputer stoi w naszej sypialnie, a szwagier nie placi za internet – ja place i potracam tylko za rozmowy i oplate ryczaltowa za tanie rozmowy. Razem to wszystko napelnia mnie wysokim niesmakiem. Na wscieklosc jestem zbyt zmeczona, ale mam dosc robienia ze Szwagra swietego i biednego. Jest skonczonym dupkiem, egoistycznym i zepsutym, leniwym i zepsutym do szpiku kosci, tyle, ze nie zlosliwym, tylko DURNYM. A Polowic ma przewalone i tak – najbardziej za to, ze go ze wpuscil :(
Nic bym nie wiedziala, gdyby nie to, ze skan wykazal niestety mocne zanieczyszczenie.

W naszej sypialni. Niedobrze mi.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na chwile obecna…

19 wrz

…mozna czytac tu:
http://www.koticzka.ownlog.com

Wprawdzie jeszcze nie ma wszystkich mebli i niepomalowane, ale zawsze mozna liczyc na kilka literek.

A ten powisi, chociaz mam ambicje przeniesc gada w inne stabilne miejsce. Zobaczymy.

Teraz trzymamy kciuki za dlugie powodzenie dostawcy uslugi :)

Za wsparcie przy przenosinach wielkie podziekowania dla aniu46, bez ktorego nie moglabym zaprosic „na nowe„, a ktory juz moze pisac normalnie bez trzymania kciukow XD.

Przy okazji, to, co ten chlam robi z tekstem, ktory zasadniczo powininen byc wczytany w formie jak najbardziej podstawowej bez konwersji znakow takich jak cudzyslow, to jedna z przyczyn, dla ktorych NIE WARTO tu zakladac – ani kontynuowac – bloga. Jest w koncu tyle alternatyw! Na pewno inni dostawcy chetnie udostepnia swoje zasoby :P

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziwne zbiegi okoliczności

17 wrz

Zbigają się okoliczności różnie, czasem przypadkowo, czasem mniej.
Po wstępnym rozeznaniu chyba znalazłam nowy dom. Jako że mam korzenie biznesowe, to poczytałam to i owo, regulaminom się przyjrzałam, poszukałam prostoty. Chętnie zapłacę za nowy wirtualny domek, niekoniecznie bukowy, chociaż może szkoda… ;)
Jak się uda, od razu poinformuję! Trzymajcie kciuki, ta przeprowadzka ma dla mnie większe znaczenie niż powinna….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cierpienie blogowania

17 wrz

Po bolesnym, długim i wkurrrrrzającym logowaniu się do nowego serwisu – jestem. Zalogowana jestem. A pod kikiem do zarządzania blogiem (kurrrrrde, ja nie chcę nim zarządzać, ja go PROWADZĘ i chcę co najwyżej wstawić notkę na chwiłę obecną! Zarządzać to zawsze było dokonywać jakichś zmian, mieszać w linkach, w wyglądzie i innych duperelach, którymi co 5 minut to się gówniarzeria bawi!) – otóż pod tym klikiem jest napis, od którego robi mi się patriotycznie biało-czerwono przed oczami. Na przemian to biało, to czerwono. Moze więc nie patriotycznie, tylko komuniści się poddają albo coś w tym stylu.

Otoz tam napisano:

PRZYJEMNOSC BLOGOWANIA.

No, byla, ale sie zbyla.

Poddaję się. To gówno nie nadaje się do użytku. Idę szukać nowego koticzkowa. Nie pierwsza to moja przeprowadzka w życiu, ale miałam nadzieję, że chociaż kurrrrrdesz, będę swoją stabilną stronę miała.

W dupie to mam.

MOTYLEK. O!

Miłą być nowoczesny serwis blogowy, a wyszedł kotlet mielony. Jak na filmie Pasikowskiego.

Kotlet z psa trzeciej kategorii mielony razem z budą. Biedny pies.

Sygnowano: koticzka

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szfeterek sze żrobiłam

17 wrz

Dawno sobie wydzałam, wydziergałam i zszyłam i już się nieco rozciągnąć zdążył. Taki mi się zobaczył w październiku 2011 i tak łaziłam koło drania, bez przekonania, a teraz ulubiony :)

Sweterek prawie z Vogua 10/2011 - tylko ładniejszy ;P

Więcej w Picasie (link w zakładkach: koti dziejąca)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obiecane znad morza

13 wrz

https://picasaweb.google.com/koticzka/FromMalahideToPortmarnock7thSeptember2012

Takie tam spacerowwe fotki.
I skończyło się miejsce na Picasie ;P

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kot Shroedingera

11 wrz

Czekając na autobus, to klęłam, to modliłam się, żeby jakieś wielkie żółto-niebieskie bydlę wyjechało wreszcie zza zakrętu. Oczywiście, grzecznie włączyła się w to logika, uświadamiając mi, że klątwy i modlitwy mogą potencjalnie nieco autobus przyspieszyć, ale chyba głównie jako „zabijacz czasu”. Gdyby jednakowoż pojawienie się busu zależało ode mnie, powinnam sie raczej skupić na jego formie. Ponieważ w biegu koncentruję się raczej na sferze życzeniowo-wspomnieniowej, zastanawiam się, czy mam do czego wracać w znaczeniu kontynentu (Eire jako wyspa nie jest dla mnie kontynentem; a jeśli, to w sposób jak najbardziej umowny).
Do podobnych wniosków musiało dojść dziewczę w szortach w busie, które dokonywało pomiaru stanu szortów metodą organoleptyczną, mianowicie macaniem i obciąganiem brzegu. A stan szortów był bardzo koci biorąc pod uwagę długość tego, czego zdecydowanie nie było, mianowicie obciętych nogawek.
Po zastanowieniu się, tym większa ogarnia mnie obawa, czy jest do czego wracać. Nogawek nietu, szortów nietu, urlop…………..
?

Nietu też starego dobrego przyjaznego bloga, jest masakra WordPressowa. Dobrze, ze chociaż przyspieszyła, bo się cięła, jakbym na Viście z aktualizacjami jechała… Dać im szanśe, nie dać szansy, nie wiem, kot ich drapał…

To mo że ja się skoncentruję na tym, co jest, mianowicie jest robota do skończenia.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS