RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2012

Kot i chlebek

30 cze

Tłumaczyłam dla Połowica jedną z podczytanych notek na blogu – opisywała scenę rodzinną z maluchami. W tłumaczeniu zasymulowałam wrzask dziecka. Kot, który zasypiał na fotelu obok zeskoczył, stanął ostentatycyjnie na środku pokoju, wyraźnie zły i zdegustowany pokręcił głową.
No co.

Chleb, a domowy bardziej niż inne, jest nad wyraz nietrwały. Znika w tempie odwrotnie proporcjonalnym do różnicy od wyjęcia z pieca do teraźniejszego. Generalnie znika bardzo szybko z początku; potem jest różnie. Widać to na pierwszym zdjęciu. Drugie powstało wcześniej; był to etap kontroli jakości w samotności i radości, bo Połowic jeszcze sie z barłogu był nie wygramolił.

Przepis stąd – ale każdemu chlebek może wyjść trochę inaczej:

http://www.moja-piekarnia.pl/2008/09/18/chleb-mieszany-na-zakwasie-zytnim/

Tymczasem nocą upiekłam drugi chlebek. Wyrósł duż lepiej niż pierwszy, jest bardziej pszenny, więc jaśniejszym niż poprzedni przypomina GS-owski.
Kwadratoy, bo z foremki, bo nie chciałam, żeby mi jakiś podpłomyk wyszedł. Wyrósł niemożebnie podczas pieczenia – mimo nacięć, pękł apetycznie (nie za bardzo). Piekę w metalowej foremce wykładanej papierem do pieczenia (vide: podpłomyk). Ciasto się lekko rozmazało, bo musiałam nabałaganić przy wkładaniu do foremki – więc brzeg wyszedł trochę nierówny.
Skórka wyszła cieńsza i chrupiąca, ale nadal uważam, że wyszła mi za twarda, ale nie sądzę, że to wina przepisu – raczej klimatu i wilgotności powietrza. Na jednym z blogów znalazłam sugestię, żeby rozgrzerwać piekarnik do 250, a piec w 230 – eksperymentuję z tym i z temperaturami i wydaje się, ze rezultaty pozytywne. Inna możliwa przyczyna to wentylator;piekarnik nie posiada opcji „bez termoobiegu”; żeby nie przypalać od góry, przykrywam po pierwszy 10 – 20 minutach folią aluminową (na czuja, jak widzę, że się zaczyna rumienić mocniej; pod folią i tak dojdzie) – to działa doskonale.Trzecia możliwość to za mało wilgoci w piekarniku – przed wsunięciem chleba polałam dno wodą i wsadzam metalowy pojemniczek z wodą na dno. Nie posiadam spryskiwacza, więc ścianki to najwyżej mogę ręcznie pokropić – życzę powodzenia z taką metodą! :/
Posypany makiem – posypałam w trakcie wyratsania na mokrą powierzchnię, więc mak się wkleił sympatycznie i nie odpada.
Chyba dodałam za dużo wody; ale wyszedł – chleb jest mocno wilgotny i się nie kruszy, jest lekko „gliniasty”. Kto pamięta GSy o ostrym zapachu proszku i chleba wymieszanych razem, ten wie, o czym mówię.

Albo mam szczęście, albo chleba na zakwasie – żebym nie zapeszyła – po prostu wychodzi, co by się nie spierniczyło w trakcie robienia (w tym czas wyrabiania czy proporcje), zwykle nie da się wyłożyć mojego chleba, raczej się go wylewa! Kiedy wyrabiam, wydaje się OK, potem – tak jakby te dzikie drożdże w zakwasie zeżerały mąkę i sikały.

Zakwas, zdaje mi się, działa lepiej niż drożdże – i ma to w moim mniemaniu sens – bo to zakwas tutejszy, a drożdże importowane. Ajrisze używają chyba tylko mproszkowanych. Świeżych nie uświadczyłam.
A oto bohateowie ostatniego wieczoru:

Chlebek z nocnego wypieku; zgrabne małe dziurki w środku, choć większe przy piętce

Chlebek z innego widziany kierunku pachnie io smakuje równie pięknie

AUTOR! AUTOR! Ja w roli producenta i reżysera - poza planem.

a to od Połowica w oniedziałek :) z tego, co wyliczyłam, to tyle, ile lat się znamy, więcej niż razem łapa w łapę! 

Jutro kajzerki, podejście numer 2, w poszukiwaniu perfekcyjnej bułeczki. Wolałabym sznytki, ale nie wiem, jak się robi.
Tymczasem z Połowicem do polskiego dentysty, poprawiać, co poprzedni rzeźnik, przepraszam, irlandzki dentysta, spierniczył za łączną kwotę z nad wyraz bolesnym usuwaniem kamienia za bagatela ponad € 200 (a i tak w sumie ponoć mało jak na troglodytę, pardon, autochtona). Ciekawe, do kogo trafimy, bo musze przyznać, że mimo mojej normalnej u dentysty histerii, nieźle mi ząb odbudował. Chciałam również zdementować, jakobym bała się dentysty. Boję się tylko tego, co on robi / powinine zrobić z moim uzębieniem. I to do tego stopnia, że wymarzony efekt kjońcowy nie stanowi dostatecznej motywacje. Ale już muszę, więc pracuję nad tym.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mlodosci, odpieprz sie

28 cze

Zwyklam mawiac, i mysle tak rowniez teraz, ze nie chcialabym byc mlodsza niz jestem (chociaz na mlodsze cialo bym nie narzekala, przy czym powierzchnia niechby byla ta sama, podoba mi sie i sie przyzwyczailam i przywiazalam emocjonalnie).
Natomiast co jest fajne u ludzi emocjonalnie i psychicznie dojrzalychm, a czego nie maja zdaje sie duzo mlodsze pokolenia, to to, ze mozna podyskutowac o pracy, nawet ostro, majac bardzo odmienne opinie, a potem pojsc na piwo zaraz po umownej 16:00, 17:00 czy o ktorej to sie da wreszcie wyrwac obowiazkom.
Mlode brzozowate zdaje sie nie potrafia sie zdystansowac i rozdzielic zycia prywatnego od pracy a osoby od funkcji. Nie jest to tylko spostrzezenie ostatnich dni, tak sie przygladam srodowisku od tych siedmiu juz latek i jakos tak do tego samego wniosku dochodze ciagle. Bo przeciez nie moge powiedziec, ze mi nie zalezalo (cokolwiek wyrzucalam w porywach). Nie chciec mi sie moze, ale satysfakcja z dobrze ywkonanej orboty jest mi potrzebna jak tlen.
Najwyrazniej innym zalezy duzo bardziej, ale jakos gubie sie w ich priorytetach. No chyba ze to ci, ktorzy zycia prywatnego albo nie maja wcale, albo jest nieudane, albo im sie te priorutety popierniczyly totalnie, wyrazy wspolczucia.
Nie, bynajmniej nie czuje sie staro, aczkolwiek fakt pozostaje faktem, ze wiekszosc obserwowanych obiektow jest mlodsza ode mnie lekka reka okolo dekady. Co ciekawe, ciutke starsi wcale nie odbiegali zachowanie. Nie chce winic znowu narodu irlandzkiego, chociaz moze kultura zachodu tez sie do tego przyczynia, nie wiem juz sama. A przeciez kilka egzemplarzy tez znalazlam, w roznym wieku… Naprawde, mozna sie pogubic dokonujac syntezy obserwacji ;D

Wniosek – MOJ wniosek: praca jest wazna, nawet bardzo wazna, ale nie powinna nam przeslaniac swiata, normalnosci  i stojacych za praca LUDZI z krwi, kosci, z uczuciami i emocjami niekoniecznie idacymi w parze z funkcjami.
I ODWROTNIE TEZ! Ludzie i emocje nie powinny nam przeslaniac obowiazkow, jakie przed nami stawia nasza funkcja – czyli robote nalezy wykonac dobrze, najlepiej jak sie potrafi (zgadza sie, bywaja momenty slabosci, ale w odniesieniu ogolnym to zalecenie powinno zostac jak najbardziej prawdziwe).

Wniosek nr 2 (w kolejnosci chronologicznej, nie priorytetowej) – moze tylko ja mialam takie szczescie, ze mielismy taka paczke – razem z czlonkami paczki.

Tu jest miejsce na piosenke, mozna sobie wybrac. Propozycje: Co sie stalo z nasza klasa; Blowing with the wind, Puszkin Okudzawy itp.

Dzwonie zarezerwowac bilety na jazde do Uojczyzny.

Poza tym ta notka zaslugiwala na polskie ogonki itp, ale juz sobie daruje.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Notka o charakterze obrazliwym

28 cze

Pieprzyc duplinska komunikacje, prawnikow i audytorow, uaktualnione tysiace procedur, systemy informatyczne, kota (bolsne, ale glownie dla kota, chyba ze sie bedzie wyrywal) oraz rozpychajace sie kobiety w ciazy (kalkulacyjnie, statystycznie jest to stwierdzenie w 100% ex post – jestem otwarta na argumenty przeciw).

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mało nas do jedzenia bułeczek

27 cze

Wyszły maleńkie, 11 sztuk ale zdaje się, że będą dobre. Wszamałam jedną z miejsca, gorącą.
Nie podaję przepisu, bo modyfikowałam ile wlezie. Niemniej – to nie o takie buły idzie ;P
Szukam dalej.
Tymczasem kolejne podejście w weekend; będzie chleb pszenny żytem zakwaszony :)

Ciekawe, że nikt się jeszcze nie jorgnął o takie marnowanie żyta XD

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ONZ skazuje niemowlaki na smierc?

27 cze

Notka mocno wzburzona. Zawiera bardzo emocjonalne poglądy…
——————————————————————-
Właśnie się zagotowałam widząc takie artykuły:


http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120613&typ=wi&id=wi05.txt


http://www.bbc.co.uk/news/magazine-18585020

Nie mieści mi się w głowie taka krótkowzroczność!

ONZ twierdzi, ze „okna życia”, gdzie zdesperowane matki mogą anonimowo pozostawić niemowlęta, są naruszeniem praw dziecka do poznania swoich rodziców i bycia przez nich wychowywanym.

Pytanie: jeśli tych okienek nie będzie, co zrobi zdesperowana matka – co powstrzyma ją przed porzuceniem dziecka w piwnicy, na śmeitniku, przed zabiciem niemowlaka? Zapominamy o dawce hormonów, który serwuje matce organizm po porodzie i nieraz powoduje zachowania graniczące z obłąkaniem. Nie trzeba hormonów, są i inne osoby, które rzeczywiście czują się zdesperowane z racji pozycji finansowej, społecznej (zaszczucie – popatrzmy, jak szczuje się kobietę nazywaną „matką Madzi” – gdyby miała inne dzieci, wszystkie przymierałyby głodem, bo babka nie znajdzie pracy, ale to będzie inna notka).

ONZ zapomina najwyraźniej, że żeby umożliwić komukolwiek korzystanie z praw człowieka, najpierw trzeba zapewnić mu podstawowe – prawo do życia.
Jeśli ONZ będzie dążyć do likwidacji okienek życia, osobiście zapewniam, że zacznę dążyć do rozwiązania tej organizacji, której reputacja niejednokrotnie wystawiona była na dość dramatyczne próby, z których niekoniecznie owa organizacja wychodzi nawet obronną ręką.
Jestem przekonana, że to jacyś starzy faceci, kawalerowie znaleźli się w jądrze przestarzałych poglądów pozbawionych szerszego horyzontu i większej wyobraźni. Albo stare panny. Jacy rodzice mieliby tak mało wyobraźni?
Co to za ludzie – nie czytający prasy o porzuconych dzieciach, zamarzających w piwnicach czy podskubywanych na śmietnikach przez szczury?
Czy ktoś może pokazać inicjatorom tego absurdu zdjęcia z miejsc takich wypadków? Czy tez P.T. Komitet chce nazwać je zbrodnią?

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ludzkość – sfora sciekłych psów

26 cze

Nie udowodniono winy. Kobieta nie ucieka przed organami sprawiedliwości.
Stara się przeżyć.
Po próbach znalezienia pracy w pubie, a raczej jej utrzymania, bo ją wywalili, zazęła tańczyć na rurze – i stamtąd też ją wywalili, bo sie publika skarżyła. Następny etap to prostytucja? I czy jest ona naganna?
Mowa o Katarzynie, która znzna jest mediom jako Matka Madzi.
Nawet imienia i nazwiska ją pozbawiono, nikt już go nie używa (z premedytacją je pominę; ma prawo do anonimowości, której jej pozbawiono).
Nie ma orzeczenia zbrodni, nie ma dowodów, jest garść ludzi, którzy, jak mi się wydaje po wydarzeniach ostatnich miesięcy, szukali dla siebie posłuchu i usiłowali ratować własną reputację kosztem cudzej. Czy mieli prawo do tak daleko posuniętych obwieszczeń w mediach mając świadomość, że wpłynie to na opnię publiczną? Cieszę się, że organy sprawiedliwości nie podlegają takowej presji.
Niemniej kobietę ukamieniowano. Zostaje teraz bez środków do życia.

Czym różnimy się od sfory wściekłych głodnych psów, głodnych nie żeru, ale plotek, sensacji. Czy tak puste jest nasze życie, że nawet nie staramy się zrozumieć i pomoć, tylko szczujemy sami siebie i innych?

Wystawiam się na żer czytelników. Ciekawe, kto mnie opluje i spróbuje ugryźć.
Ja tej kobiecie współczuję, nie wierzę, że nie żałuje – nie z powodu konsekwencji, zamieszania i swojej obecnej sytuacji.
Wierzę, że żałuje, że jej córka nie żyje, że mogło być inaczej, wierzę, że ma poczucie winy. A nawet jeśli nie ma, nadal jej współczuję.

Dlaczego? A dlatego:
„Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.”
A kto jest bez winy, tym kamieniem nie rzuci tym bardziej, bo mu serce nie pozwoli.

Naród chrześcijan, jego mać. jeszcze trochę, a się zacznę wstydzić, najpierw że jestem Polką, potem że jestem człowiekiem.

—————-

Wpisałam tag: sprawa Madzi. Już nie, już dawno nie, teraz to sprawa „MATKI Madzi”.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co za pogoda, co za dzień

26 cze

Najpierw pewna bardzo staroświecka część garderoby, która powinna zdecydowanie pozostać w ukryciu poza sypialnią, azczęła opuszczać swoje miejsce w drodze do pracy. Ratowałam się publiczną toaletą przy miejscu przesiadki do innego busu.
W pracy udało mi się przedsięwziąć doraźne środki zaradcze i tymczasowo uratować sytuację.
Pogoda jest pochmurna, relatywnie ciepła i wilgotna, co oznacza, że jest chłodno, ale jednocześnie się człowiek poci i niefajnie się oddycha, zwłaszcza jak ktoś jest zepsuty parodzięsięcioletnim pobytem w mieści o jednym z najwyższych poziomów tlenu w kraju, przy czym główne miejsce nauki i pracy przez kilkanaście lat znajduje się pod samym lasem. To teraz można ponarzekać w centrum Duplina, nie? ;P

Potem trafiłam na dwa artykuły, które mną wstrząsnęły i zaowocowały dwiema malo zrównoważonymi notatkami.
Na siłę podtrzymuję je w określonej kolejności. Ciekawe, co jeszcze przyniesie dzień.

Merle – ostrzegam, że głównym składnikiem chleba jest cierpliwość ;P

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mało nas, mało nas do pieczenia chleba

24 cze

Wstałam rano i upiekłam chleb.
Serio, taki pawdziwy, razowy na zakwasie.
Wprawdzie zrobiłam go wczoraj, ale że to pierwszy, więc rósł bardzo powoli. Rano wstałam i upiekłam.
Pożarłam pół bochenka.
Bochenek to szumna nazwa, ale jest.
Wyszły dwa – em – bochenki.
Żytni, ciemny chlebek.
Pyszny. Ciężki i kolorowy jak cegłówka. Na dowód wrzucę nieco później chlebek uwieczniony na obrazku.

Kto to zje, skoro Połowic nie jest wielkim wielbicielem, Szwagier się będzie bał, że go truję, a ja sama – no ileż można szamać! :D

Przepis stąd:

http://www.moja-piekarnia.pl/2008/07/05/pierwszy-chleb/

Zmieszałam mąkę żytnią i pszenną pełnoziarnostą: 20 dag pszennej i 30 dag żytniej chlebowej (typ 720 jakby ktoś chciał wnikać, bo innej jak dotąd nie znalazłam w Eire).
Skórka wyszła twarda i gruba jak Mickiewiczowska skorupa, pod którą naród polski etc., nóż z piłką ciężko ją tnie i gryzie się ciężko, ale się da – i smaczna jest, choć trochę się spiekła za mocno. Mam piekarnik z termoobiegiem w budowanym (nie da sie wyłączyć), ponadto już słyszałam od irlandzkich wypiekaczy chleba-nie-z-mieszanek, że skórka wychjodzi zbyt gruba. Ponoć można to załatwić wrzucając chleb do piekarnika nagrzanego mocniej, ale piekąc już w temperaturze wskazanej w przepisie (tzn. nagrzać do 250C, włożyć  chleb i obniżyć do 230C). Również bardzo prawdopodobne, że to dlatego, ze pierwszy chleb, młody zakwas, więc rósł przez całą noc.
Następny będzie bardziej pszenny, z odrobiną żytniej mąki, na żytnim zakwasie.
A może bułki. Rozważę też drobne oszustwo w postaci dodatku grudki drożdży (10g ponoć działa na wyrastanie jak paliwo rakietowe :)).
Ale to chyba za tydzień dopiero.

Teraz walczę z łakomstwem i staram się powstrzymać przed kolejną kroemczką (a takie maluszki…), bo mój żołądek nie jest zachwycony.
Autor przepisu sugeruje, żeby nie jesć żytniego chleba krótko po upieczeniu, ale przyznaje,że konia z rzędem temu, kto się powstrzyma! I ma facet rację! :D

————-

Obiecany chlebek:

A tu znalazłam jeszcze jakieś dawne ciacha. Po ciachach ostało się jedynie pamiątkowe zdjęcie i słodkkie wspomnienia…

Ciacha gdzieś z początku roku

Blog byłby nieważny, gdyby nie pokazał się w nim mój główny pomocnik, który sprawdzał, jak zawsze, warunki bhp – Inspektor Pangur the Pumpkin:

Bonusowy kot-pomocnik

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zdjęcie, które zapada w serce

24 cze


http://www.helpsergio.com/wp-content/uploads/2011/11/IMG_3094.jpg

Na zdjęciu jest Donal z synem Sergio.
Sergio przeszedł skomplikowaną operację niekompletnego przewodu pokarmowego i przez miesiąc był podtrzymywany w sztucznej śpiączce.

Po miesiącu dziecko jest wybudzane i rozpoczyna się długi proces rehabilitacji.
www.helpsergio.com jest oficjalną stroną, na której można po angielsku i po hiszpańsku przeczytać więcej.

Sergio niedawno powrócił z krainy snów i zaczął się bawić swoimi zabawkami.
W Polsce podobno jest jedyny poza Bostonem ośrodek, w którym ewentualnie można przeprowadzać takie operacje, ale z powodu sprzętu nie odnoszą takiego pozytywnego skutku – coś nie wychodzi, nie znam szczegółów.
Leczenie Sergia to koszt powyżej $ 1,000,000, o ile rozumiem, koszt pobytu rodziców nie jest wliczony.

Zdjęcie zrobiono po pierwszej operacji.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowa książka

22 cze

Rozmowy nad Nilem prowadzone są na stacjonarnej barce, przycumowanej do brzegu. Są na absurdalnie wysokim poziomie filozoficznym, zaprawione mocno ha-szyszem (od shishy), wymieszane z niewyjawianymi przemyśleniami i skrywanymi notatkami, pełne duchów i zjaw wyłaniających się z narkotyzujących oparów.
Ta senna atmosfera onirycznych  gorących wieczorów zaraża i moje myśli.
Dziwna książka, podoba mi się, choć styl nieco staroświecki. Przepraszam, styl vintage, tak?

Wybuchają jądra nieporozumień, z ich niszczycielskiej energii powstają wątłe struktury, bezładnie mija czas zanim cykliczny porządek wyłoni się z chaosu. Zanim nowy wszechświat zmiecie płachta codzienności.

Nuclea of misunderstandings explode
Their destructive energy creates frail structures
The time passes incoherently before a cyclical order will have emerged from the chaos
Before the new universe will be swept by a sheet of routine

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS