RSS
 

Archiwum - Luty, 2012

Syndrom kryzysowy?

24 lut

Wczoraj w jednym z duplinskim sklepow, ktory do tej pory mial jako-takie polskie zaopatrzenie ujrzal widok, ktory potrzachnal byl moja pamiecia narodowa.
Otoz, na polkach byly glownie ogorki w slojach litrowych, pasztet i mielonka firmy Profi (bylo-nie bylo delikates…) oraz ocet. Dwie marki octu.

Dzis pognalam w ramach lunchu po zakupy i placic tfu rachunki (podwojny luksus – miec rachunki do placenia oraz miec czym je zaplacic), a po drodze (???!!!) zygzakiem po roznych sklepoch i sklepikach – w jednym poprosilam wszystkie kajzerki (po chwili namysly zmienilam zamowienie); w drugim nakupilam miesiw surowych i przetworzonych oraz kawalek kaszanki, w trakcie przywolujac resztki rozsadku i rezygnujac ze zbednego nadmiaru, po drodze kolo straganow owocow (lepiej ze sklepow, te juz wiem, ze niektore przejrzxale i pewnie beda nadgnite….), nie odmowilam sobie po rachunkach zakupu upatrzonej wczesniej leteniej sukienczyny w piaffy czyli wrobelki oraz kolejnego egzemplarza naszej kolekcji dvd Dr Who (czesc 82). Efekt – torba tak ciezka, ze dzisiejsz eliterowki gorsze niz zwykle, bo sie zwykle po nadmiernym ciezarze lapy przez chwile telepia :D
Z radoscia dzika go niose.
A i nowy plecaczek, bo sie torba moja podreczna tez rozwala.

Wniosek: im mniej w sklepie, tym siliejsza tendencja do obfitych zakupow. A potem usiade i bede udawac, ze w tym kraju nie ma kryzysu i ze jest dobre zaopatrzenie w porzadna zywnosc.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lapy, lapy, cztery lapy

23 lut

Literowki poprawione poniewczasie na zyczenie aniu46 wynikaja z tego, ze jak sie spiesze, to mi jedna lapa szybciej przebiera paluchami. One caly czas tak sie robia, tylko czasem mi sie poprawiac chce. A czasem nie popaczem, bo misie nie chce. A czasem nie zdaze, bo w koncu, bylo, ni bylo, niestety, pisanie blogowych notek nie do konca wpisane jest w moj zakres zadan (chociaz jest tam typowy punkt „inne”).

Bosh, pralko i odowko, co by to bylo, gdybym ja jak ta koticzka prawdziwa kudlata miala rzeczywiscie cztery lapy do pisania?
Nic by nie bylo, bo bym sie rozlozyla w pospiechu na pierwszym zakrecie! :P

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niech sie swieci niepamieci cu-u-u-u-ud

22 lut

Codziennie moja kierowniczka mowi mi co innego.
Za kazdym razem, kiedy rozmawiamy, jest inna wersja.

Wlasnie stanelam na krawedzi szalenstwa po ostatnich dniach wysokiej koncentracji nad owymi uwagami i przeliczeniach takich, ze zbladla stala Plancka, ktorej i tak zresta nie pamieta z wykladow z fizyki, ktore – uwaga – bardzo dobrze rozumialam.

Czy ja moge jeszcze arz przelcizac te stala Plancka – ZMAIAST? Moze bedzie latwiej i moze nawet wyjdzie ten sam wynik.
Chyba latwiej w sektorze zaawansowanej fizyki niz calkiem prostych finansow z przejrzystym systemem kalkulacji.
Ide sie zastrzelic z gumki myszki (tylko gdzie taka znajde w tym zaDupliniu?).

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Prawdy goralskie trzeciej kategorii

17 lut

Kto rano wstaje temu Pan Bog daje
Jesli czegos bardzo pragniesz, to caly swiat poteajemnie dziala, bys mogl to osiagnac.
„Jeśli ktoś nie wie, do którego portu chce przypłynąć – żaden wiatr mu nie sprzyja” Seneka
Ciezka praca ludzie sie bogaca.
Szanuj sam siebie, zeby Cie inni szanowali.
Lepiej nie mowic nic niz mowic o niczym. (od koticzki: goralska prawda trzeciej kategorii zwlaszcza w ajriszowym towarzystwie…)

Oszczędnością i pracą ludzię się bogacą.

Dla nieobeznanych z góralskimi prawdami: Trzy są prawdy na świcie: prawda, święta prawda i gówno prawda.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tłusty czwartek

17 lut

Ledwie dycham z przeżarcia. Jeden z marmeladom, dwa z adwokatem.


Ale czym bylibyśmy bez tradycji? ;>

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Garść

02 lut

Otóż. Jedna z koleżanek, pół-imienniczka zresztą, drobna i też odbiegająca od średniej wieku, okazała podobne podejście do służbowych spraw, co ja – więcej precyzji, co wiąże się z czasochłonnością. Po prostu poświęca, jak się okazało, dużo czasu sprawom, które moim zdaniem nadmiernie lekko się czasem traktuje. Takie zachwianie proporcji się czasem robi, jak człowiek cały czas po dachach paraduje – potem się zapomina, że i nie wszystkie dachy takie wysokie i że wszystkie dachy nalezy czasem z szacunkiem traktować, te małe i niskie też, nawet jak jakieś te dachy się wydają mało ważne.

I ja właśnie tak sobie myślałam, ale w porównaniu z innymi kolegami, którzy po dachach nawet nie chodzą, ale biegają i skaczą, wydawałam się sobie potwornie nieudolna.
I właśnie mi się humor poprawił. Że może ja nie taka znowu nieudolna, tylko dachy inaczej postrzegam i uważam, ze należy po nich wolniej, bo nie o skakanie w tym chodzi. Bo ja nie pracuję w akrobacji (nie fizycznej przynajmniej) i nie w firmie kominiarskiej.

I właśnie odzyskałam zapał.

Trochę to jak w „Znaczy Kapitan”, kiedy przysłali studenciaków na staż na okręt i pomiary robili. Myk-myk i już. A stare wygi nijak ich nie umiały prześcignąć i płakać im się chciało, że jak te młode tak to szybko robią!
Się okazało, że młodzi tylko zbierali dane, a wszytski obliczenia robili do późna w nocy i płakać im się chciało, że wyjadacze tacy szybcy, ze to geniusze itd.

I taka garść do wzięcia nieoczekiwana i niezamierzona, bo ja tylko podejrzałam, jak ona to robi, bez rozmów, a dobra kobieta nawet nie wie, ile dla mnie zrobiła w pełnej niewiedzy (ale wiedzy profesjonalnej).
Dobrze, że taka garść nie spadła mi na łeb w postaci pięści, a chwilami się obawiałam, że może! :D:D:D

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyalienowana z rozentuzjazmowanego tłumu czyli garść

02 lut

Się w nią wziąć trzeba.

Podtytuł powinien być: wynurzenia paraegzustencjalne. Oraz: Zakaz czytania dla aniu46. Bo się przejmuje czym nie należy. A tu zasadniczo wszyscy zdrowi i cali, póki co, dziękujemy bardzo.
Ale mi nie idzie – bez większego powodu, może poza tym, że dawno zapowiadane zmiany wreszcie zaczną następować przwdopodobnie. A zmiana, jak wiadomo, straszy niewiadomymi.
Bo nadejszła wiekopomna chwila, że ma się zakończyć patronat państwa i powrócić forma kapitalistyczna. Ale jaka to forma, to nie wiadomo.
Zasadniczo daty wspominają nie tyle o tym, co przyszłym roku, ale takie zmiany trwają miesiącami, czasem latami – a jednakowoż jakoś one się robią potem MYK, jak człowiek stara się nie myśleć o sprawach niepewnych.
Mogę sobie naoisać, bo w gazetach było, i to z datami, więc służbowej tajemnicy nie naruszam, nie? :P
Pomijając fakt, że te zmiany mogą nieść wielkie szanse i wygrane dla mnie i to bardziej niż niebezpieczeństwa; wszak nigdy nic nie wiadomo.

Ale to nie to. Po prostu mi nie idzie i już. Się wypaliło coś i trzeba ten wewnętrzny emocjonalny kominek wyczyścić i nowy ogień zapodać, z nowymi polanami.
O ileż łatwiej z przyjaznymi i życzliwymi ludźmi wkoło, przed którymi człowiek nie obawiał się otworzyć – a oni nawet dopytywali i życzliwie się interesowali, aktywnie, wyciągając łapę i poklepując po plecach.
Nie umiem się z tym letnio-zimnym narodem integrować. Przejmują się, a jakże, oburzają i użalają, roztkliwiają i cieszą, ale biernie. Tak samo, jakby to telewizja była, a nie życie.  Ot, pre-postkonsumpcjonizm.
A może to nie naród, tylko ja? Przecież kolega okazał właśnie najwyższą troskę, przekazując koleżance kolorowy dodatek o modzie z jego służbowej gazety, zupełnie bezintertesownie poniekąd. A mnie zazdrość ukłuła, bo ja nie dostaję bezinteresownie, sama sobie kupuję.  No i super, że mogę, i że mogę sobie kupić ciekawsze i po polsku, którego oni ni w ząb, mniej niż ja ich Gaelic. Ale czasem by człowiek chciał jakiegoś głupiego gestu od obcego, nie? Oczywiście, nie sądzę, żeby oni bezinteresownie od takiego aniu46 np. dostali pomoc w postaci zamówienia sweterka w deseń oksfordzkim u nas zwany w kolorze zjadliwej zieleni, który za mną podążał uparcie od miesiąca, co jest niechybnym znakiem, że go CHCĘ, srosunki rodzinne też są bardzo uporządkowane według wartości pienięznych i majątkowych.

O rany Merlina, a jak ja po prostu w Ajrisza mutuję???!! HEEEEELP!!!!!

P.S. pierwsze dwa słowa tytułu udało mi się bez problemu wstukać, chociaż pisze się to trudniej niż wymawia, ale w tłumie zrobiłam literówkę, na szczęście nie ortograficzną. Jeszcze dłógo nie! ;P

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS