RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2010

Zaćmienie mózgu i zamknięcie okresu rozrachunkowego

31 gru

Po paru dyskusjach i okresie rozważania, poszukiwań itd. podjęliśmy decyzję, że w tym roku całkiem dobrowolnie – bo nie wskutek przeziębienia – zostajemy w domu i będziemy nic-nie-robić w domu, z rodzicami. No bo właściwie dlaczego? Nie rozumiem warszawkowej histerii i nawoływań, że MUSIMUSIMUSI być to wystrzałowy wieczór, bo – bo co? Niepodległa będzie rano, tylko skacowana po takich nawoływaniach, upapruchana, zaśmiecona i zarzygana. To mam na co dzień w Duplinie, gracias, muczos w dodatku. Najchętniej wyłączyłabym pudło, ale się Szanowni na pewno nie zgodzą :P I moglibyśmy zagrać w Chińczyka. Wprawdzie nie lubię za bardzo gier planszowych, ale karcianych jeszcze bardziej. Niemniej w czwórkę może być… interesująco?…
Ani to żadna magiczna liczba ani żadne mityczne święto, tylko umowna data sporządzania bilansu za rok. A w Japonii banki robią na koniec marca, a w niektórych Stanach ze Zjednoczonych np. owe stany raportują stan na koniec września czy lipca, więc nawet to nie ma znaczenia. Nowy rok chiński w lutym – i będzie smok zapewne tańczył na jakimś placu (znowu pójdziemy, a co!). Cała mityczność wynika li tylko ze zmowy międzynarodowej, i to nie kompleksowej, a wybiórczej. A żeby jeszcze zwieńczyć ten wywód, to w każdej strefie czasowej przypada na inny moment, więc można by sobie to wszadić. Ad acta na przykład. Co innego taki Soli… Solstice. Już było i, jeśli się nie mylę, i tak nie było słońca w tym dniu. Nie rozumiem, jak Irlandczycy budowali te konstrukcje magiczne i po co, jeśli ten promień nie miał szansy wędrować do środka komnaty przez dziurę. Ale już dawno udowodniłam, że to popieprzony naród.
Za to jutro idziemy szukać dobrej lokalizacji na bałwanka (na Błoniach nas jeszcze nie było w tym sezonie). Pojutrze być może wypadniemy gdzieś z HH – może ktoś jeszcze dołączy? Zrobimy rekonesans. W poniedziałek kulig, rano Wisła (hura, znalazłam kożuszkowy płaszczyk!). Wtorek, środa i pół czwartku pozostają na Ustroń odcinek 2, na Cieszyńską Starówkę, być może jakieś zakupy w biegu, w piątek… rozpoczynamy podróż powrotną :(( Zatem w piątek Niemcy, w sobotę Lądek, w niedzielę Duplin i Lucan.
Na dziś i jutro Połowic wypożyczył również około 10 filmów. Połowic zdolny jest, Połowic potrafi!
Komin wykonany, ale zdecydowałam kontynuować drugą warstwę przeciwko przeciągom irlandzkim. Tu się sprawdza bardzo dobrze, ale tam wygwiździe okrutne i wilgoć, więc dodatkowa wartstwa się przyda, zwłaszcza, że komin jest troszkę jakby koronkowy. Wzorek rozpracowałyśmy z Siostrą Wiedźmą „Pod Rudym Kotem” ;>
O, może tam z HH? A może obowiązkowe kręgle w ramach miłości małżeńskiej i kompromisu? W końcu Połowic wiernie i po anielsku toleruje moje zakupy, więc jestem mu coś winna ;)
Idę kombinować zieloną czapkę i dokonać mordu na członku rodziny. Ale toteż inna historia….

Niemniej – wszystkim Wam – Szczęśliwszego Nowego Roku! I to aż do momentu, kiedy będzie on już całkiem Stary.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pomiędzy

29 gru

Obudził się żądny potwór zakupoholizmu… Płaszcza nadal poszukuję i nie mogę się zdecydować. Czas ucieka, plany znowu będziemy obcinać, bo część zrewidowała pogoda.
Pisać mi się nie chce, niestety, znowu.
W Polsce, mimo tej niechcicy, z którą staram się walczyć, wszystko wydaje mi się możliwe, może dlatego, że przy -10 stopniach i nieodśnieżonych z racji ciągłych opadów drogach można dojechać autobusem na ostatni przystanek do Wapienicy – ten w lesie; ponadto autobus jedzie według planu podanego na dany przystanek, co do minuty; no, czasem co do pięciu, ale w tych warunkach… Nie drażni mnie nawet tak bardzo, że palcem nie ruszyłam w sprawach kluczowych i bolesnych haha, fryzjera, soczewek i Miszcza i Margerity w Teatrze. Soczewki zaczynają wołac o wymianę, bo zapomniałam zabrać nową z IE :/ Szkoda oczu, trzeba iść.
Ogarnia mnie natomiast rozpacz i chce mi się wyć na myśl o tym, jak mam dojeżdżać w P*&%$#EJ Eire… Jeszcze nie. Jeszcze DŁUGO!  :)
Zima jest boska, śnieg i krajobraz jak z bajki, do ogłądania lodowych gwiadek nawet lupy nie trzeba. Tylko pyszczydło piecze po dzisiejszych spacerach, bo mgła się podnosi. W tych warunkach to już nawet nie ciągnie na Sylwka poza domem! Będzie ciepło, przytulnie i zakupimy ciacho dla Połowica! No i dla wszystkich, naturalnie, ze mną włącznie.
A Owca się nie przyznała, że była w Orlando w Potterlandzie! :[ W podróży poślubnej! Ja tam raczej nie dojadę, bo posiadam fobię samolotową, ale wpadłam na kolejny pomysł, że zapomniałam, że chciałam od zawsze zorganizować wakacje ze wszytskimi w jakimś ciekawym miejscu. Z jednym takim - z Ogrodzieńcem, a raczej Podzamczem zapoznała nas Siostra Wiedźma Merle :] Może by tak cos podobnego? Albo taki Malbork? Chociaż ruinki lepsze, bo pod ruinami są tajne korytarze tak kręte i powikłane, że prowadzą do latarni morskiej nad niezwyczajnie wzburzonym morzem… Ale Zupełnie Inna Historia…

A tymczasem…

Jak zaczęło sypać w Eire…
 

Tak nie przestało po drodze, ani nawet w Polszcze. Na ten przykład, pod Szyndzielnią, na Dębowcu jest biało… I jak tu nie kochać…
 

W Szczyrku biało… Aż dziw, że Połowicowi paluszki nie marzną bim-bom!
 

 

W Wapienicy mojej ukochanej biało i zimno, ze BRRRRRR!
 

Przy Wapienicki pierwszym i drugim paśniku biało…

Za to w Wilię było kolorowo i radośnie i obsypało prezentami (poniżej fragmenty!) :))) Chociaż… Wybaczy pan profesor, ale my true loyalty is where the cladagh is…
 

Pod choinką wprawdzie było mnóstwo kotów….

…ale szkoda, że tego najfajniejszego nie ma z nami w PL.
Merry Christmas, Little Pangur! A raczej Happy New Year.

I ogromna szkoda, że nawet na jednym, jedynym zdjęciu nie załapała się moja Pipi-czapka. Hm! Poświęcimy jej zatem odrębną notkę wraz z zaległym haftowanym pod-płaszczykiem z kapturkiem.

A ponieważ nie wiem, kiedy znowu siądę i mnie palce zaswędzą w klawiaturę – Dziękuję za życzenia (mailowe również widziałam, wybaczcie, że nie odpowiadam z gościnnego dostępu do sieci, ale gospodarz oczy ma chyba na zapałkach…) Wesołego Między Świętami oraz Happy New Year!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Święta idą nadal

23 gru

Tradycyjnie brak czasu, niezorganizowanie, wewnętrzna degrengolada, ale już się sprężamy i idziemy na leśny spacer, póki słonka :)
Tylko że ja nie mam co na siebie włożyć!
Moje ulubione ciuchy irlandzkie, przywiezione tutaj mam ochotę wywalić tak, żeby nawet bezdomnych nie obrażać szmatami… No nie podobają mi się i już :( Popełniłam ten sam błąd po raz nie wiem, który. No cóż, na razie nabyłam planowaną spódniczkę, przynajmniej na Wigilię nie będę siedzieć w dżinsach przy stole :/ zwłaszcza, że zapomniałam sukienki w ekstazie, że poza prezentami zapakowałam nas oboje w jedną torbę. No tak. Teraz właściwie rozumiem dlaczego ;P
A prawda jest taka, że w IE nie czuję się tak zaniedbana, jak patrzę na pełzające wkoło oblepione kosmetykami walenie. Natomiast w PL brak makijażu mi nie przeszkadza, natomiast czuję się źle ubrana i zaniedbana do czubków włosów włącznie.
I, last but not least, świadomość ta mi towarzyszy cały czas. Polki dbają o siebie dużo bardziej niż Irlandki.

Jestem tu bardzo inną osobą. Na chwilę obecną jestem osobą zdezorientowaną i targaną wewnętrznymi sprzecznościami, z którymi w większości sie zgadzam… hm, summa summarum wszystko w normie.

A aniowi46 zazdrościmy monitora!

Idziemy hulać po polu i na ostatnie zamykające zakupy. Potem się zobaczy.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

OSZALEJE!!!!

17 gru

W Teatrze Polskim w Bielsku jest premiera „Mistrz & Malgorzata Story”.
Tylko ze jest ona 15 stycznia, a nasz wyjazd 7-go rano!!!!
Nie mam szansy na szybki urlop, a za pol roku to juz bedzie przerwa wakacyjna.

Koticzka potrafi.
Leb skrece, ale ten numer musze zobaczyc, chocby wiszac za oknem na linie (okna na scene??????)
O ile dotrwam, bo juz nie wiem, jak siedziec.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miszczyni

15 gru

Sie obronila.
Tak jakby sie musiala bronic, honoris causa powinni jej dac za zarzadzanie czasem i bohaterska wytrwalosc, pracoholiczce jednej!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zakupy

15 gru

Bue. Straszny tlok, niby kolejek nie ma, ale strasznie dugo sie czeka. Mam na zakupy pory lunchu (który potem wcinam przy biurku nad klawiatura; wzorem informatyków zreszta), a babcie, panie z wozkami i piatka dzieci udaja sie do centrum na wycieczke calodniowa w ramach rozrywki i zabijania nudy. Jak ja zamierzam zabic nude, to sie biore za zaleglosci – mimo, ze znam i mam ochote na duzo bardziej fascynujace zajecia.
Niemniej w poltorej godziny dokonalam wystepku i nabylam w podarku Polowicowi wszystko, co powiedzial, ze nie chce (medal za rozbior i ewentualna korekte gramatyczna z zachowaniem skladni zdania!). Moze i nie chce, ale wiem, ze po i w czasie „konsumpcji”*) bedzie zadowolony. tylko jeszcze o tym nie wie. Z przykroscia jednak stwierdzam, ze nie sa to bluskotliwe prezenty i bynajmniej nie mam tu na mysli walorow estetycznych, ale ubostwo kreatywnego myslenia. I malo w tym mojej winy, bowiem Polowic ma wlasciwie prawie wszystko, bo mimo moich goracych protestow nabywal swoje zachcianki za wlasne kieszonkowe. Z jednej strony sie chwali, ale teraz ja zostalam z reka w nocniku!
Zostaje jedna rzecz, ktora bardzo bym chciala dla niego kupic, ale nijak nie moge wykombinowac, jak do tego podejsc, bo sie okazalo, ze ewentualny punkt nabycia jest nie w centrum, gdzie mi sie ubzduralo, ze jest, ale w sasiedniej wiosce, do ktorej jedzie sie „w poprzek”. W PL raczej nie licze na znalezienie, pomijajac fakt sporych gabarytow – transport bylby idiotyzmem.
Reszte czasu, jaki mi zostal mam dosc gesto zagospodarowana. W tym – jak co roku oprotestowalam wszelkie rodzinne spotkania, w zwiazku z czym odbyly sie dwa, jedno u mnie, drugie w piatek (wyjazd w sobote).
W zwiazku z powyzszym nieustannie mam ciagla ochote przywalic komus w ryj. Tylko chetnego nie moge znalezc.
*) nie, nic do zarcia.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obiad rodzinny

12 gru

na 9 osób, przy 4-osobowym stole, z dwiema niekompletnymi zastawami na 4 osoby każda, podobnież ilością sztućców i krzeseł. Sofa stękła i ugięła się pod ciężarem.
Nie zabakło żarcia ani dobrego humoru.
Wniosek: można uznać za sukces (mimo lekko zakalcowatego piernika, który robiłam po raz pierwszy raz wg nowego przepisu – da się jeść, choć lepiej nada się do zabijania…).

Prawie jakbym urządziła wczoraj moje dzisiejsze ymynyny! ;)
A jaką fajną karteczkę dostałam z kotem i myszami!
Bo dzisiaj jest koticzki! :))))

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zdrowie psychiczne

07 gru

Popołudniu okazało się, że nie jestem tak do końca nienormalna… Mimo że nie wpadłam na to, by na duplińskie busy się poskarżyć senatorowi.
Na pierwszej stronie lokalnej gazety darmowej wielkimi literami napisano, że po modyfikacjach transport publiczny w Lucan to jest totalna katastrofa i że ludzie oczekują po 40 minut na bus – a ja już po 30 minutach wmiękłam,chociaż poprzedzonaych wędrówkami po wewnętrznych chodnikach… Że dojazd do i z pracy zajmuje im około 2,5 godziny tygodniowo więcej. Szczęśliwcy, bo mnie ta modyfikacja kosztuje około 5 więcej :/
Poczułam się nieco lepiej z jednej strony, z drugiej…
W PL zadzwoniłabym do kogoś ze znajomych, czy aby ie przejeżdża, obrzuciła błotem i nie tylko instytucję, która tak się nie wywiązuje, pogadała od serca i dojechała do pracy może i zła, ale spacyfikowana. Pomijając fakt, że takie jaja się w PL nie dzieją. Na całym świecie ludzie narzekają na transport publiczny – ale po krótkim pobycie w Duplinie przeszłoby im jak ręką odjął.
Nie bardzo jest tu z kim ponarzekać. Ludzie się adaptują i olewają. Ja nie potrafię. Nie potrafię się zaadaptować do warunków, w których nie jestem w stanie w miarę normalnie dojechać do centrum bynajmniej nie z takiego znowu zadupia, leżącego było nie było na dość znaczącym trakcie kmunikacyjnym – ani też do domu wrócić. W tak zwanych normalmnych warunkach – bo chyba już wolałam ten pogodowy „kryzys”. Jakoś im sprawniej szło.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powrót do normy

07 gru

Śnieg powoli topnieje, powoli, ale szybciej niż go dosypuje. Autobusy kursują normalnie. Kursują tak:
Nie mogę się wdrapać po oblodoznych schodach ani obok nich na przystanek. Obok schodów dzieci urządziły sobie tor saneczkarski. Wczoraj właziłam po barierce, dziś mnie na to nie stać, bo mam obniżoną odporność na wszystko. Na życie zwłaszcza. Więc idę po oblodzonym chodniku dwa przystanki dalej, zwiększając moje szanse o jeden bus. Dwa mnie minęły pomiędzy; po 20 minutach podjechał kolejny, już zatłoczony. Chciałam polepszyć, wysiadłam 20 metrów przed przystankiem (żeby kierowcy nikt się do busu nie pchał, a fakt, że w końcu te 5 czy ileś osób wysiadło, nie zminia faktu, że jego bus jest zatłoczony… Kierowca nie musi w końcu rozumieć prostych działań arytmetycznych), żeby złapać przyspieszony. Oczywiście, to był kardynalny błąd. Po kolejnych kilku busach, które zabrały po dwie-trzy osoby, które odmówiły wysiądnięcia po wtargnięciu do busa, postałam jkeszcze pół godziny z czterdziestoma towarzyszami niedoli, o godzinie 9 zadzwoniłam poskarżyć się na linię podaną na przystanku, nawrzucałam maszynie od epoki jaskiniowców i kpin z cywilizacji, wyjaśniwszy bezpośredni powód mojego wzburzenia, po czym zadzwoniłam do pracy, że mam w dupie i nie przyjdę, bo nie ma busów. Powędrowałam teraz już 4 przystanki po lodzie, minęłam martwą wiewiórkę, co mnie dobiło już totalnie psychicznie i wróciłam do domu. Nawet klucz odmówił posłuszeństwa i uprzejmie nie wlazł do dziurki, ale to chyba dlatego, że Połowic zablokował zapadkę.
Zawsze mówiłam, że w sytuacjach kryzysowych działąm bardzo sprawnie, ale codzienność mnie dobija.

Zasadniczo dobija mnie to, że nie mam teraz za bardzo co robić, bo mnie już zaczęli wycofywać :( a nowego jeszcze nie mogę, bo mi nie dadzą dostępu do potrzebnych systemów :( Podejrzewam, że po prostu szukałam wymówki, żeby nie siedzieć i nie kleić durnia, chociaż nowa kierowniczka mi podsunęła coś do studiowania – ale to nie prawdziwa robota. No i siedzę teraz zła na siebie, busy i cały odwilżowy świat i kicham, aż w uchu mi dzowni. W końcu kroiłam w sobotę cebulkę, nie?

——————————————–

Obserwacja z przystanku: irlandzkim kierowcom powinno się zabronić pod jakimkolwiek pozorem prowadzić pojazdy wielośladowe w innych krajach. Dla bezpieczeństwa samych kierowców.
Zailiby ich jeszcze przed dojazdem do głównej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mikołaj

06 gru

To, że Mikołaj dociera z wielką przesadą i nadmierną obfitością do naszej polskiej siedziby, to jest piękne, kochane i mam nadzieję, że troszkę będzie jednak powściągliwy, bo POŁOWIC DIETĘ USIŁUJE TRZYMAĆ!!!!!
Zawsze mnei wzrusza odkrycie masy smakołyków  i jakiegoś drobiażdżku (hm….) po polską poduchą, kiedy docieramy na miejsce.
Połowic mało zaznajomiony z obyczajem zawsze zostaje zaskoczony w Irlandii, bo jakoś Mikołaj podtrzymuje tradycję i na Obczyźnie, choć reprezentowany przez nieco inny komitet. Cieszy się jak dziecko i radość patrzeć, jak nadrabia lata swoich kryzysów.
Ale w tym roku – głównie z racji, ze Mikołaj w ramach szybkiej nadzwyczajnej interwencji dostarczał Szwagrowi kurtkę prawie zimową (bo palant się wałęsa w swoich kubraczkach po straszym bracie /Połowicu/ i bawełnianych bluzach z kapturkiem; rodziny się nie wybiera, więc Połowic zęby zagryza i z boleścią patrzy, jak mu Szwagier – jego brat osobisty – demoluje buty do golfa, które rzekomo dobrze się sprawdzają na lodzie), Mikołaj przyszedł do chłopaków już 3-ego….a dziś wracam, a tu mam paczuszkę! :D

Po raz pierwszy w życiu przyszedł do mnie Mikołaj szóstego grudnia. Bo w Polsce priorytetowo zawsze dostarczał piątego! ;)
No i po raz pierwszy reprezentowany jest oficjalnie przez inny komitet. Właśnie wtranżoliłam jedną z 3ch czekolad. Mniam.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS