RSS
 

Archiwum - Listopad, 2010

Ocieplenie

30 lis

To, że pada śnieg (ostatnio już normalniej jak na Eire – z deszczem….), jest biało i poniżej zera, to jeszcze nic. Ale że burze mamy codziennie przy takiej pogodzie, to już mnei skłania do dziwnych wniosków. Albo zacznę się okopywać (niekoniecznie tutaj, bo jedno niepozorne tsunami załatwi cały naród i imigrantów w 100%), albo moze do jakiegoś kościoła chodzić czy cóś.

Spokojnie, nie zacznę. Świątynie odwiedzam okazyjnie i z szacunkiem plus przyświeca mi koncepcja Boga raczej ze „Skrzypka na dachu” niż nawet z „Potopu”.

A tak mi jakoś Potop przyszedł na myśl. Nie wiem, skąd… ;>

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zimno

28 lis

W Eire spadła temperatura. Jest jakosik -7C czy cóś.
Nie byloby zle, tylko jest wilgotno i ten ziab jest wyjatkowo przenikliwy i wdziera mi sie we wszytskie zakamarki, np. w moje reumatyczne stway :P Na szczęscie nie za bardzo, odrobinkę tylko. Gorzej, ze dom ma cienkie ściany. Ale na szczęście mamy nowe okna i jest to czyste błogosławieństwo, bo chyba bym wyła jak bóbr w tym roku – jest zimniej niż poprzedniej zimy. Brrrr.
Na stronach drutowych dominują czapki, szliki i różne „szyjogrzeje”.
A ja mam zapotrzebowanie na PUPOGRZEJ! Jak zwał, tak zwał, Czytelnikom gratulujemy wyobraźni :D:D:D
Chwilowo jednakowoż leży włóczka odłogiem i czeka, bo inna włóczka powinna być dziergana, a ten czas musze jeszcze niczym włos na czworo rozdzielać pomiędzy tysiące zajęć bardziej lub mniej światecznych, w tym wizyty rodziny (jak nie przychodzili tyle lat, to nagle im się obiad przed- świąteczny wymyślił, akurat teraz….)
Bo w tle koticzka stara się każdą wolną chwilę poświęcić swojemu najukochańszemu hobby! Pst! Oby nie spłoszyć!…

Ale niestety zaczynają mi grać na nerwach brudne okna i nieporządek w domu, bo chłopaki jakoś znowu się zapuściły.
I Połowic, jak co roku przed ywjazdem, zaczyna znowu mieć migreny, przeziębienia i inne takie niefajne :/ Powinnam się pewnie przyzwyczaić, co?…

Byliśmy też na HP7/1 po raz kolejny. Ten film jest magiczny, naprawdę zabiera mnie w inny wymiar i przywraca Potterlandowi tę atmosferę, która gdzieś się zatraciła w poprzednich częściach. Nie chcę pisać żadnych recenzyjek – po prostu to trzeba zobaczyć. Najbardziej mistrzowska jest dla mnie scenka na początku z Harrym, Ginnie i jednym z bliźniaków. Bomba, torcik, beza i majstersztyk.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Premiera

20 lis

Premiera jak premiera, po prostu pierwszy dzień.
Widzieliśmy jedną wiedźmią czapkę, która została bardzo szybko usunięta i ukryta. Zero ducha w tym narodzie :((
Za to film b. dobry. Idziemy jeszcze raz w tygodniu! :)
A teraz oddam się relaksowi, więcej szczegółów (spoilerów ;>) po drugim obejrzeniu.

—————
Halinkol. dzięki za cynk! Wlaściwie to nie mam nic wydzierganego na sprzedaż… Ale pomyślę. W rachubę wchodzi jedynie niedziela 12, praca nie puści.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jesiennie

18 lis

Humorek Połowica znowu przeszedł w lot koszący, a konkretnie właśnie ryje nosem w okolicach tego wielkiego Rowu Mariańskiego (?). Mój niewiele lepszy, jakoś mi się bowiem udziela.
Jutrzejsza tzw. premiera zamiast mnei cieszyć, wkurza mnie teraz niepomiernie z powodów jak w poprzednich notkach.
Przenosiny nie z pierwszym stycznia, ale z pierwszym lutego (irlandzka wiosna się wtedy zaczyna, w najzimniejszym miesiącu roku; i jak ludzie tutaj mają być normalni?).
A jak będzie z urlopem? hm…. No oto jest pytanie. Bo mój obecny bezpośredni kierownik też odchodzi i nie wiadomo, jak z zatwierdzaniem będzie. A może być inaczej, niż planuję. I może trzeba się będzie gminastykować :| To będzie gimnastyka artystyczna, ekstremalna i z licznymi elementami akrobacji.

Na razie musze wypowiedzieć wojnę minorowym humorom i nie wiem, jaki tryb walki przyjąć. Martial arts by się przydały, ale ja nalepiej opanowałam walkę z niecierpliwością i walkę o przetrwanie… a raczej sztukę przetrwania. Bo ja to artystka jestem!
Tu można się śmiać. Ewentualnie, jak kto życzy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Radocha na kredyt

16 lis

Wlasnie, a potem trzeba splacac – tyle tej radosci bylo w ostatnich tygodniach, to teraz humorek nisko lata jak jaskolka na deszcz.
Byle do piatku, w piateczek PREMIERKA!!!!!

I wlasciwie kolejne rozczarowanie, bo premiera 19-go listopada w Irlandii odbywa sie w poniedzialek 15-go listopada w kinie na zadupiu, natomiast w dniu premiery 19-go nie dzieje sie nic, bo Ajrisze jaj nie maja (Sa wyjatki… UPS!!!! :PPPP)

Natopmiast w Polscze sa i nocne premiery, i imprezy z konkursami, przy czym bardzo pozytywnie zaskoczyla mnie LODZ, a co do reszty, pozostaje miec nadzieje, ze nie dadza rodacy plamy we walsnym kraju – ale to jest poza mna…

A ja zabiore rekwizyty ze soba. W torbie. Zeby na glupa nie wyjsc :/

Tak, mam na mysli jedna i te sama premiere.

Irlandzka zabawa polega na uchlaniu sie do granic wytrzymalosci organizamu (albo i poza nie, bo slyszalam o cukrzyku, ktory regularnie sie uchlewal – i zmarl sobie chlopak przed 30-ka) i zyganiu bez umiaru, i to nawet nie za rogiem ani w krzakach.
Irlandii, za ktora tak tesknia naiwni Polacy nie ma.

I moze nigdy nie bylo.

OK, ale na pewno nie w Duplinie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Męskie zabawki

14 lis

Dla odmiany dzisiaj Zabawki dla dużych chłopaków. Ekstatycznie jakoś tak wyszło :) Samochody, pojazdy militarne, motocykle, muzyka, helikoptery w skali maxi i mini, oba latające, elektronika i samochody, i jeszcze samochody, roznegliżowane hostessy i samochody. Niby sporo tego było, a jednak jakoś mało, tylko miejsca dużo zajmowało. Nie wszystko też można było pomacać, ale jedna rzecz Połowicowi wiele satysfakcji sprawiła – w ramach pokazów jazdy wyczynowej można się było przejechać za 15 euro obok dświadczonego wyczynowego kierowcy, który samochodem popomiatał po placyku przez jakieś 2 minuty. Dla mnie największą frajdą byli spacerujący po wystawie (tam zaraz wystawa; taki pokaz jakiś czy cóś) szturmowcy Imperium, Jedi i R2D2. Kilkanaście lat wcześniej posiusiałabym się pewnie z radości! :))))
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w miejscu, do którego od dawna planowaliśmy wypad – w pubie Pifko przy Usher’s Quay nad rzeczką Liffey. Pub jest czeski, jak sama nazwa wskazuje, i ma swoje własne Pifko marki Pifko (ale, czyli ciemne), którego nie skosztowaliśmy, bo się za późno zorientowaliśmy, zresztą przybyliśmy tam nie po Pifko, tylko na…. Złotego Bażanta! Tak nam podpowiedział Słowak w słowackim sklepie niedaleko polskiej cukierni na Capel Street. Mało tego. Okazało się, że ten bażant jest… Z KEGA! W kuflach firmowych, z lekka przelewających się, jak na filmach. Piwo było jednakowoż z 8 schodka do piwnicy (Wsi moja sielska anielska).
Ekstaza. Potem nagle w menu zauważyłam placki ziemniaczane. Połowic wybrał z gulszem, pieczarkami, papryką i mozzarellą (teraz ja czekam na falę kwasu po czerwonej papryce…), a mnie pan Czech polecił z podsmżoną szynką i kapustą kiszoną. Porcje wielkie, ceny malutkie, żarcie wyśmienite i ślicznie podane. I ten Bażant… Ekstaza…
Placki ziemnieczane czeskie, przynajmniej te z Pifka (innych nie miałam okazji kosztować) mają większą zawartośc mąki, a kapusta jest krojona grubo i podkwaszana chyba tylko , bo smakowała jak nasza młoda kapusta z zasmażką. Pysznie, też.
Po powrocie Połowic podokuczał bratu, przy czym wpadł w cichą ekstazę ;P
A potem Połowic stwierdził, że jestem drunk czyli podpita i mnei wkurzył, więc w imię zasad siedzę i udaję obrażoną. Długo tak nie będę siedzieć, bo czasu szkoda. Życie za krótkie na takie głupoty.

A. I sen miałam. We śnie robimy dziwne rzeczy i podejmujemy dziwne decyzje. Wierzę, że są to decyzje dużo bardziej spontaniczne niż w rzeczywistości, nie obarczone doświadczeniami i nie skażone pogiętą logiką, obawami przed konsekwencjami. Sen miałam o  powrocie w czasie, a może raczej o zmianie sytuacji na poprzednią, sprzed Połowica i okresu Białego Mieszkanka na Knockturnie. Połowic się wycofał godnie, uzasadniając, że osobnik był pierwszy, więc on-Połowic – nie zamierza przeszkadzać. No tak, jakaś logika w tym była (?…), więc poddałam się biegowi zdarzeń. Ale szybko i nagle zdałam sobie sprawę, ze ta sytuacja nie jest dobra, że tak być nie powinno, że to nie moje miejsce, nie mój wybór, w związku z czym poprosiłam osobnika, by uprzejmie spakował swoje rzeczy i wyprowadził się najpóźniej przed końcem tygodnia, jeśli teraz nie ma dokąd. On pokazał spakowaną torbę, bo sam doszedł do wniosku, że to jakoś nie wychodzi, więc nie czekając, obróciłam się na palcach, zrzuciłam buty i popędziłam w dół ulicy, gdzie powinien być Połowic. Mój sen urywa się w chwili, gdy biegnę ulicą wyłożoną czerwonym kobiercem niczym w Cannes na wybiegu dla botoxowców, a z góry sypią się kwiatki (jeden był wydziergany na szydełku). Tu nastąpiła stop-klatka.
Może też dlatego, że mi się film urwał, bo rozległ się warkot wiercenia w ścianie naszej sypialni. Od zewnątrz, ale różnica znikoma. Instalują nową sieć, UPC i właśnie kabel kładli. Wieszali.
Kicz totalny, sen w stylu „Ile waży koń trojański” lub „Duży” itd., ale summa summarum, arcyprzyjemny :)))) I natchnął mnie taką radością i spokojem, poczuciem szczęścia mimo wszelkich moich strachów dziennych i nocnych, trosk i obaw, bo wszytsko wskoczyło w nim na swoje miejsce, tam gdzie być powinno; wprawdzie w kiepskim stylu i kwiatki były różowe, ale co tam.
Poprzednio obudziłam się w środku nocy, kiedy kotek wykopyrtnął szafkę z DVD. Przy tej okazji zdałam sobie sprawę, że moment wcześniej przez sen jeszcze, słyszałam chrobotanie – kotek już nad czymś pracował. Gdyby nie szafka, nie miałabym pojęcia, że pracował, o ile nie zobaczyłabym efektu. Kotek pracuje też nad ejdną nogą łóżka, wiedząc doskonale, że zaraz się zerwę i będzie koniec spania. Bo koniec spania oznacza, że zwlekę się na dół i kotek dostanie swoje smakołyczki Whiskas, od których jest uzależniony.
Wredne rude, kudłate, samolubne bydlę.
Ale tak słodko łapki opiera na drzwiach, żebym szybciej je otwierała, i te oczka takie wielkie i okrągłe! Sama słodycz!

„Książę Mgły” Zafona straszny, piękny, sentymentalny i świetnie napisany. Sam przyznaje w „Cieniu wiatru”, to tak naprawdę nader oryginalne szmiry w wyjątkowym stylu literackim, utrzymane w atmosferze lat 40-tych, może 30-tych (bez względu na to, kiedy rozgrywa się akcja). Autor zdecydowanie zasłużył na miejsce w leksykonie literatury, ale nie widzę go jako laureata literackiego Nobla.

Dobranoc, zdjęcia kiedy indziej.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

1:0 dla Makowicza

12 lis

Dialog między jazzmanem a klasykiem; przyjacielskie przekomarzanie i elegancka dyskusja pełna cytatów i aluzji. Płynące w powietrzu perły nut delikatne niczym niedokończone pocałunki. Opowieści o podróżach, ludziach, miastach i sielsko-wiejskim pejzażu, o letnich dniach o zapachu siana. Uderzenia jesiennego wiatru i kropel deszczu na duszy i sercu. Trajkotanie dzieweczki bez skrzydeł gąski i basowymi riposatmi jej Jaśka ze Śląska. Wszystko to między wsią moją sielską, anielską (taką właśneei podobną do czeskiej i słowackiej, kto zna film i wiersz, ten wie) a taką gminą, która niewiele się zmienia od Kabaretu Starszych Panów, z elementami międzynarodowych wpływów, amerykanizacji kultury, również naszej, zgiełkiem miejskiej ulicy.
Mistrzowski koncert Adama Makowicza w duplińskim Liberty Hall Theatre wczoraj wieczorem.

Z tego towarzyskiego meczu z Chopinem Adam Makowicz wychodzi zwycięsko, jestem przekonana, że sam Fryderyk by to przyznał z pokorą!

Niczego innego się nie spodziewałam? Nie. Nieprawda, spodziewałam się… dużo mniej! Nie spodziewałam się czarujacego i przystojnego (sic!) gentlemana o świetnym poczuciu humoru werbalnym i muzycznym, czarującej osobowości i skromnego przy całej wirtuozerskiej pewności siebie, całą prezencją i wigorem sprawiający wrażenie człowieka o wiele młodszego – takie wrażenie sprawiał pan Adam Makowicz podczas koncertu i taki dla mnie będzie. Psotny uśmiech, kiedy planował dygresje i żarciki na klawiaturze i diabelski błysk w oku tak bystry, że odruchowo szukałam rożków i spływającego z krzesła ogona. Bo sam szatan nie zagrałby lepiej!

Nawet obowiązkowe parę rzędów oficjalnych sztywniaków w końcu wyczuło atmosferę – szkoda, że nie wszyscy! 

Chopina w postaci oryginalnej nie trawię. Ale takiego Chopina mogę słuchać non-stop!

————-

Poszłam na kocnert jazzowy, podczas którego nadyszałam się polskością; wyszłam ciągle głodna i muzyki, i mojego kraju. Tęksnię za nią, za Polską, z szarymi murami, z tą elektryczną iskrą w powietrzu, z jego całą niedoskonałością.
Zastanawiam się, czy nie czas już na lekturę Ferdydurke, żeby pozbyć się malkontenctwa i narodowej megalomanii, która delikatnie się we mnei zakrzewia i podkopuje mój trzeżwy obiektywizm (chyba jego szczątki jakieś…).
Wolę Polskę kochać miłością Daukszewicza niż Mickiewicza. Tez muzyk, chociaż innej kategorii ;)
Powtarzam się strasznie, ale prawda jest taka, że za granicą Polskę kocha się bardziej i mocniej. Na odległość zwykle się obiekt uczuć idealizuje; przez telefon kocha się łatwiej.
Ale przecież na tym to polega – na zmienianiu dnia codziennego w święto, na docenianiu tych krótkich chwil i drobnych przyjemności, i na tym, żeby nie poddać się, kiedy szarość i mrok zaczynają dominować. Wszak życie to nie ciąg wydarzeń, ale ta względna monotonia między nimi, w której wydarzenia tkwią niczym dziury – albo guzy.
Nie poddaję się, widzę oktawy i tęcze w całej skali szarości, i dlatego tu jestem i dlatego tak trudno mi wyjeżdżać z kraju – i za pierwszym razem, i za każdym następnym. Ale przecież musi coś być w naszym kraju, bo i Połowic pokochał go serdecznie i mocno i też tęskni jak za swoim własnym :)
No i siedzę tu jak na szpilkach, rozdarta miedzy Połowicem a Polską, i wszystkim tym, co tam zostawiłam. Polska coraz piękniejsza, coraz bardziej różowa i lukrowa, aż zaczynam się bać swojego subiektywizmu, i coraz bardziej doceniam polski chleb.

NO BO PRZEZ TĘ PRZEKLĘTĄ WILOGĆ TE DROŻDŻE CHOLERNE INACZEJ TU ROSNĄ I NAWET SPULCHNIACZE INACZEJ DZIAŁAJĄ!
Ale to już dziedzina pana Makłowicza i temat na inną notkę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielcem uradowana

08 lis

Okolo 7 minut zajelo Polowicowi odgadniecie, ze koticzka wlasnie sie minela na ulicy kolo pracy z okutanym w potezny czerwony dziany szal, posuzkujacym miejsca na lunch w towarzystwie jakiejs damy w okularach profesorem Snape’em in-co-g-ni-to-ni-owo.
Koticzka minela znakomitosc/celebrity z godnoscia i kamienna twarza o cale dziesiet metrow, zanim sie jej geba rozesmiala.

Moze wyjasnie dokladniej – Profesor Snape przebral sie za Alana Rickmana.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Toruń – i cała Polska – pomóżmy Małgosi

05 lis


http://forum.gazeta.pl/forum/w,71,118233766,118239310,a_moze_w_Toruniu_da_sie_zrobic_cos_dobrego_.html


http://baglady.blox.pl/2010/09/PIENIADZE-ALBO-ZYCIE.html

Własna działalność gospodarcza jest w mojej opinii skokiem banji na starej linie i zardzewaiałym haku… Niesamowitym ryzykiem, wymagającym nieprawdopodobnego samozaparcia – i sporej dozy szczęścia. (Ta doza szczęścia jest też uznana przez autorytety wykładające!)

Dziewczyna szyje piękne torby. Zachorowała na białaczkę – walcząc z chorobą siłą rzeczy musi zaniedbać firmę, rachunki, produkcję.

Nie ma tu konta bankowego. Silna BagLady nie prosi o wsparcie finansowe. Nie prosi wcale.
To grupa życzliwych osób zaprasza dow spółpracy – może ktoś ma pomysł, sugestię, może coś da się zrobić po przyjacielsku?

To nie jest powód, by jej nie pomagać.

Wesprzyjmy Małgosię – zapraszam Was.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wtyczka

04 lis

W Eire w zwiazku z rozwalona wtyczka „od zasilacza do lap topa” przewdiuje koszt od 60 do 100 euro. Zakladajac, ze bede miala szczescie znalezc cos, co pasuje i to cos bedzie na stanie. Gorna granica to oryginalny zasilacz, dolna uniwersalny, ktory jest potencjalnym kandydatem, ale nie wiem, czy wtyczka pasuje. W chwili obecnej jestem posiadaczka sprawnego zasilacza i uszkodzone wtyczki oraz dwoch wtyczek, ktore pasuja do lap topa, ale nie pasuja do zasilacza, bo bolce sa za cienkie (jest duzy luz).
Jednym ze strategicznych sektorow przemyslu Celtyckiego Tygrysa jest IT.

Boze, bron nas przed zostaniem tygrysem. Bo wtedy sie dowiemy, co to jest kryzys i znowu bedziemy stac w kolejkach po marmolade w puszkach.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS