RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2010

Sposób na życie

30 kwi

Podeszłam do kolegów, którzy przyjechali z obcej krainy, powiedziałam dzień dobry, przeszłam do meritum sprawy, podziękowałam i poszłam sobie.
Irlandczycy się zatrzymują i spędzają kilka do kilkunastu minut na pogawędkę – co słychać, jak ciotunia, synowie, jak pogoda u was. W odległości paru metrów dostrzegłam mojego przełożonego, zwykle bardzo zajętego. Od czasu do czasu – raz na kilka… kwartałów otrzymuję od niego mail, czasem pyta jak tam Dublin.
Wnioski: opętała mnie optymalizacja czasu i emocji. Obcinam te kawałki rozmów i kontaktów, które nie rokują na przyszłość. Jeśli szanse na podtrzymanie znajomości są nikłe – nie wdaję się nawet w te grzecznościowe pogawędki.
Dawno temu moja Ś.P. koleżanka (pierwsza koleżanka z pracy) stwierdziła, że coś musi ze sobą zrobić, bo zaczęła podchodzić zadaniowo do wszystkiego – w tym „odhaczyła” w taki właśnie sposób spotkanie z przyjacielem (chyba się w nim podkochiwała ;).
Zastanawiam się, czy mój mózg jeszcze jest w stanie odwrócić proces i PRZESTAĆ podchodzić zadaniowo do całego świata. Stanęłam bowiem obok siebie i na się patrzę – i tak to właśnie niedobrze wygląda.
Gdyby życie było ciągiem zadań, to osiągnęłabym niezły sukces. Ale jako proces – poległam z kretesem. Nawet dzierganie zaczęło być nastawione na SKOŃCZYĆ SWETER. A to ma być DZIERGAĆ SWETER! (Dziać jak kto woli – co tylko dowodzi, że to ciągły proces – jak dziać się, co wprawdzie ma niewiele wspólnego w samym rdzeniu…)
Ale ja się nie poddaję – przegrałam bitwę, ale nie wojnę (czytaj: zadanie owszem, ale nie proces).
Hm? …Znów przedawkowałam robotę?…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lotto

29 kwi

Nie nabyłam, może jutro. Na razie Szef passy nie zakłócił. Ale oczywiście koticzka wierci sie niespokojnie. Jakoś tak zawsze się boję, że z którejś innej strony trzeba będzie zapłacić. :/

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Byle tak dalej, to w sobotę wygram w Lotto

27 kwi

O ile nie zapomnę kupić, ale i tak nie wygram. Dziś były wydatki – ale był to wydatek z sukcesem, bowiem zainwestowaliśmy w zdrowie kota. A sukces polegał na tym, że kot został brutalnie napadnięty i siła fizyczną zapakowany do swojego pudełka i zaniesiony do weta. Nagle okazało się, że to małe pudełko ze zbyt małym wejściem jest o wiele za duże, a ten kot, którego łapy nijak nigdy się nie chciały zmieścić i wystawały na wszytskie strony, jakby ich było dużo więcej niż cztery, a mowa o wystawaniu tylko przednich łap, ten sam kot, który w to wejście się nie mógł nijak wpasować, okazał się bardzo malutki. Podczas wizyty udawał, że go nie ma – zwinął się w kłębek w kącie pudełka i zrobił się płaski. Trójwymiarowość kot odzyskał natychmiast w domu.
Dostał 3 zastrzyki, których pewnie nie poczuł, bo pod skórę na karku i ma zdrowieć.
Próbowaliśmy go zapakować od tygodnia. Ponad tygodnia. dopiero dziś się udało.
Jutro jednakowoż ma ze mną rozmawiać mój wyższy kierownik. To jak robimy zakłady, ile trwać może dobra passa?… O_O Odstukać pukpukpukpukpuk w niemalowane tfutfutfutfu.
Jutro pełnia. Księżyc rośnie. Będę się trzymać wersji, że to na moją korzyść. A zresztą po obniżce czynszu i po kocie jestem jak na prozacu!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nieistniejący wywiad Moniki Olejnik z Aleksandrem Kwaśniewskim

26 kwi

Na pewno istniał. Tylko w internecie go nie widzę…
O ile dobrze pamiętam, Kwaśniewski kandydował naonczas. Moja ulubiona Monika Olejnik zaprosiła go do Salonu Politycznego Mojej ulubionej naonczas Trójki. Wybierałam się wtedy do pracy. (Jeszcze mnie wtedy polityka interesowała, ale to była inna polityka, bardziej czarno-biała, przez co dużo bardziej kolorowa, ale niekoniecznie jak przegląd dań pod hotem Grand…) Monika Olejnik zadała pytanie. Aleksander Kwaśniewski nie odpowiedział. Nie odpowiada…. Olejnik nie zadaje następnego… na antenie radiowej trwa cisza… cisza… cisza… znieruchomiałam – patrzę na radio, czy chodzi – chodzi. Cisza dalej trwa.
Wreszcie Monika Olejnik się odezwała. Była to ponoć najdłuższa cisza na antenie na żywo.
I ja ni huhu sobie nie mogę przypomnieć tego pytania. Pamiętam tylko odpowiedź.
Jest taka gra. Podaje się odpowiedź i trzeba ułożyć pytanie.

To ja proszę o samogłoskę. („Kasiu, pocałuj pana” – tak to było?)

Kto wygoogla, temu pół litry.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Feng shui

26 kwi

Jestem zagorzałą zwolenniczką feng shui.
POST FACTUM.
Sprawa wygląda tak – działo się w moim życiu dużo rzeczy. Przeprowadziłam się, podziały się inne, lepsze.
Koleżanka zrobiła mi mapę feng shuiową, przymierzyłyśmy do starego mieszkania.
Koleżanka porównała do swoich przypadków i doświadczeń. Wszystko było jak czarno na białym. To nie jest jak horoskop – nieznajomy w czerni rzuci cień na twoją drogę. To jest tak – sfera finansów – strata, sfera związków – długowieczność etc. Potem jeszcze trzeba się przyjrzeć, co tam stoi – jaki mebel, jak wygląda kąt, jakie sa kolory itd. Mniejsza.

Przesiadłam sie bodaj miesiąc temu na nowe miejsce w pracy. Na poprzednim kącik finansów wpasował się w obszar straty. Szło paskudnie, jakieś zadłużenia się pojawiły, jakieś dodatkowe koszty. Brrr.
Przy nowym biurku mam stagnację (śmierć…) w karierze, ale wiem, jak to zneutralizować. Za to w finansach mam jakąś pozytywną energię (mam nadzieję długoterminową….)
Przed chwilą mi obniżyli czynsz! JUPI!!!!!

Niestety w kąciku przyjaźni i pomocnych dłoni mam straty :((( One są bardzo odczuwalne. I bardzo bolą.
Jest takie fremeńskie przysłowie: lepszy z przyjacielem okruch suchara na pustyni niż pałac waśni i niezgody.
Ani pałacu, ani pryzjaciela na pustyni. Chyba nas znów rzuciło w inne wymiary… czasem przemyka mi przez myśl, że może cały czas były inne, tylko sprzężyły się przypadkiem na chwilę… :((( Ale czy to powinno i powinno móc przeszkodzić w przyjaźni?

Jak ja nie lubię emigracji. Do dupy tu jest i tyle. I leje. Dobrze, że chociaz te okna mamy nowe szczelne i na ogrzewanie wydajemy poniżej połowy poprzednich stawek! No dobrze, temperatura otoczenia wyższa o 15 stopni też pewnie ma wpływ.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inauguracja

24 kwi

Udało się. Wymagało to wprawdzie samozaparcia, ale dokonaliśmy tego.
Zainagurowaliśmy sezon grillowy.
Były tzw. burgery (mielone z indyka) i kiełbacha toruńska, cięta w jeżyka oraz sałatka.
Mam mógłby skorzystać: pół główki sałaty, jedna tarta grubo marchewka, garść kukurydzy, garść groszku zielonego (były kiedyś takie mieszanki Bonduelle w puszeczkach, polecam gorąco), dwa pomidory, kawałek zielonego ogórka, ja dodaję jeszcze jajko, ziemniaczka i kawałek gotowanego brokułka. Zasadniczo, im więcej składników, tym lepiej. Do tego dwie łyżeczki majonezu (kielecki, trzeba porządne składniki mieszać…) i trochę ziół, marjanek, estragonik, oregano, jak ktoś lubi – i co tam jeszcze, razem tak około łyżeczki. Wymieszać porządnie, dosypać szczyptę cukry, żeby się smaki połączyły.
Dodałabym jeszcze fasoli gotowanej i słonecznika, gdybym miała, ale nie miałam.
Odkryłam, ze małe pomidorki (wiśniowe) mają bardzo fajny smaczek i użyłam jednego pomidora zykłego i czterech maluśkich. I smakuje inaczej.

Porcja powyższa to spora micha sałatki. Długo jej przechowywać się nie da ze względu na sałatę, która więdnie, niestety.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tarapaty

22 kwi

Właśnie jestem w tarapatach:
Po powrocie z pracy zrobiłam pierogi leniwe z blisko pół kilograma sera i wtranżoliłam je z cukrem i tartą bułeczką na maśle – sama, bo tylko ja jestem fanką.
No i jestem w tarapatach. Mam problem z poruszaniem się :))))))

Trochę za twarde wyszły, pewnie dlatego!

—————

Zapomniałam sie pochwalić, jaka dzielna byłam: weszłam do księgarni – nic nie kupiłam. Weszłam do sklepu z tkaninami – ani centymetra. Weszłam do sklepu z włóczką – ani moteczka. A kilka międliłam w łapie… ale koniec końców to wszytsko dlatego, ze mi się nic aż tak nie podobało! ;)
Na chwilę obecną mam wydziergać sweter dla męża szwagierki – chłopaki wygadały się, ze miałam taki pomysł i teraz nie ma ucieczki, bo głupio.
A dla siebie chciałam bluzeczkę dzerganą (nie trzeba prasować! :D:D:D ) oraz sweter z… KOŁA. Takiego za dużego koła. Mają być popularne wielkie swetrzyska. Nie jestem przekonana, czy będą, ale zamierzam nosić. Przecież się nie bedę modą przejmować, a przynajniej nie irlandzką!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyjątek z korespondencji

21 kwi

„Ja wiem, że zmiany są częścią życia, ale czasem człowiek by się chętnie ponudził rutyną ;) Cóż, zawsze w którymś momencie życia muszą być, widać, ciekawe czasy. A kryzysy ekonomiczne na skalę swiatową jakiś Rosjanin (zabij, nie pamiętam nazwisk…) ponad 50 lat temu zapowiadał – mają być średnio co 10 – 5 lat z tendencją rosnącą co do częstotliwości. Jak do tej pory dość trafnie przwidział cykliczność gospodarki, Merlinie, jak ja się wymądrzam. Się naczytałam i już. (…)
Teraz czytam coś innego mądrego – Historia filozofii po góralsku profesora Tischnera. Rewelacja, uproszczone (i trochę wypaczone) teorie filozoficzne pokazane poprzez anegdoty góralskie i gwarą. Czyta się masakrycznie, ale cholernie zabawne, a czasem i serce mięknie – jak to z góralami bywa…”

To moja korespondencja :) mailowa Ale tak jakoś zabrzmiało i się chciałam pochwalić ;) I polecić książkę – którą not abene oddam Krakowskim przyjaciółkom. Po wielu latach przetrzymywania w ciepłym i bezpiecznym miejscu na półeczce….
Wiele książke czytałam bardzo późno – np. Trylogię tuż przed napisaniem pracy magistersko-inżynierskiej. Z promocji produktu pisałam. Nijak się do Trylogii miała, chyba że pod względem objętości porównywać… I nie żałuję, że późno. Wierzę, że wcześniej nie doceniłabym, ich należycie.
A wczoraj do 2 rano i jeszcze przed pójściem do pracy kończyłam „Nazywam się Czerwień” Orchana Pamuka - z ciekawostek dowiedziałam się z okładki wczoraj, kiedy kończyłam książkę, że dostał nagrodę literacką duplińską jakąś, wśród wielu innych (i Nobla) ;)
Ta książka – historia kryminalna z Turcji XVII wieku przedstawiona w bardzo oryginalny sposób – będący wyzwaniem dla czytelnika i jego uwagi, pamięci i umiejętności kojarzenia – jest między innymi właśnie o docenianiu. A w związku z tym, ze się zrobiło  refleksyjnie, to ja kończę i idę podziergać, bo miał być tylko malutki paragrafik, a się robi księga.
Muszę sobie przypomnieć nazwisko Rosjanina.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W życiu piękne są tylko chwile – tralalala

21 kwi

Po wczorajszym napadzie muzycznych wspomnień postanowiałm zakupić przy najbliższej okazji kilka płyt typu Największe Hity / Best of polskich zespołów takich jak De Mono, Rezerwat, Daab. Kto pamięta? Pewnie nie będzie i wyląduje z Urszulą, Wandą i Bandą, mam nadzieję, że Ałła Pugaczowa się obroni przede mną.

Tymczasem mam tego rodzaju moment, w który ludzie w środku dnia pracy i to nawet nie w przerwie lunchowej, tylko z głupia frant składają wymówienia albo popełniają morderstwa maniakalne. To może ja sobie zrobię przerwę i pójdę się pobeczeć od wiatru i pyłu wulkanicznego, bo ze złości nie chcę :P Może zresztą nawet tego obrzydliwego wiatru nie będzie. Wieje z północy, więc lodowaty, chociaż słońce w Tunezji lepsze nie było, choć nieco mocniej rgzało i wystarczył mi tylko sweterek, nie flauszowa kurteczka.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Polska ignorancja i megalomania

19 kwi

Ten sam artykuł ukazał się w Onecie i fFaktach RMFu, pewnie w kilku innych miejscach również.

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-nieobecnosc-przywodcow-z-zachodu-w-krakowie-byla,nId,273315

Dowód polskiej megalomanii znajduje się w artykule i w komentarzach. Polacy (Polaczkowie z zaścianka?) oczekują, że głowy państw poświecą 2 dni na podróżowanie samochodem (podobnie jak czyni koticzka), by spędzić parę godzin na cudzym pogrzebie. Dla zwolenników PiSu z pewnością nie ma nic ważniejszego.
Autorzy opinii w owym artykule i w komentarzach w swojej ograniczoności zapewne wyobrażają sobie również, że Prezydent USA zmywa po sobie talerz po kolacji, a pani Thatcher sama robiła zakupy dla siebie i dla męża.
A ze mnie się ludzie nabijają, że nie latając samolotem tracę czas na podróż.
Właśnie zakończyliśmy tydzień żałoby z powody katastrofy lotniczej, której przyczyną była MGŁA NA LOTNISKU. Kto by się przejmował chmurą pyłu o charakterze papieru ściernego, jak to ślicznie wytłumaczyli w jednym z artykułów.

W sobotę oglądałam odcinek serialu SF – Doctor Who XI, gdzie samoloty śmigłowe z okresu II WS latały sobie w kosmosie. A śmigiełka kręciły się aż miło. W kosmicznej próżni.
W poprzedniej serii Doctor Who bardzo ładnie zadrwiono z siły grawitacji czarnej dziury (cyt. Gravity – schmavity! :) i Tardis pociągnął – ale zwrócono uwagę, że pociągnął, bo to TARDIS. Rakieta ludzkiej produkcji mknęła bezwładnie ku nieuchronnej zagładzie i wszyscy się żegnali z życiem; W nowej serii – co tam próżnia dla brytyjskich lotników. Na szczęście to nie była polska eskadra, zapewne świadomość bzdury powstrzymała naszych na ziemi… to był komentarz dla ‚wtajemniczonych’ czyli oglądających).

Ale po Polakach się nie spodziewałam aż takiej ignorancji!
Po CAŁEJ ekipie powyższego serialu, w tym scenarzyście, aktorach, specach od FX, dźwiękowacach, kamerzystach etc. – prawdęmówiąc też nie.

Jestem nieodporna na głupotę i bezmyślność. Ale po porannej przygodzie z IT HelpDeskiem moje oburzenie takimi wypowiedziami zbladło. IT HelpDesk jest w Polsce Centralnej. Idę się zastrzelić z gumki myszki w ramach patriotyzmu. Tylko skąd ja tę gumkę myszkę wytrzasnę na tym zadupiu Europy… Albo po rozładowaniu tej powodzi emocji skoczę po coś do jedzenia?

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS