RSS
 

Archiwum - Marzec, 2010

Wszystko już było?…

31 mar

Połowic nie posłuchał i wywalił mi soso do repety spaghetti do mięcha, a mnie mięcho nie smakowało, bo capiło kozłem, bue. Więc repety nie było. Płatki z orzeszkami nabyłam, i owszem, tylko mi właśnie tną układ pokarmowy, a poprzedni nie cięły – przechodziły gładko i łagodnie. Innymi słowy skręcam się nielekko, chociaż po obiedzie i herbacie kolejnej – powoli mija mi. Nienawidzę tego uczucia, jakby się kamienie przesuwały i to łupane, nie gładzone – a zwykle tak mi się dzieje po nadmiarze moich absolutnie ukochanych orzeszków. Poza tym Połowic ma przewalone, bo sprzeniewierzył dutki. Dobrze, że się rpzyznał, sąd wziął to jako okoliczność łagodzącą, powściągnął robawienie faktem, że Połowic się kruszył jak dziecko i zapowiedział surowy wyrok – potrącenie zdefraudowanej kwoty przy najbliższej okoliczności. Porządek musi być, nie tylko w aktach, bez względu na nastrój, ustrój i kraj.

——————————————————–

Nasz po prawej. Włoski po lewej.
Po prawej modelowa rola, po lewej rolowy model.
Fabio versus Janosik.
Parę lat temy panowie jeszcze się nie depilowali i jakoś byli nieco bardziej… męscy, nie? ;

Janosik i Fabio
O, jakieś brzydkie prześwity zostały. Jakby na Janosiku, to bym pospieszyła poprawiać, ale tak… phi! ;>

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inteligencja inaczej

30 mar

Taką notkę wymodziłam o absolwentach administracji państwowej, co nie mają pojęcia o podstawach zarządzania zasobami ludzkimi czy organizacji. O dzieciach i programie Czy jesteś mądrzejszy niż 10-latek. O panienkach, które wypieprzyły mi pudełko płatków śniadaniowych z dodanymi extra orzeszkami i innymi bakaliami, i o tym, że śnieży i deszczy, że nie pójdę po nowe i że kartę Połowicowi zostawiłam i że mam tylko na serek na lunch, a na płatki już nie.
Wylałam sobie goryczy i dupa, na dodatek sobie notkę zniszczylam.
Płatkow w kuchni nie będę trzymać, bo mi te klony je znowu zeżrą.
Jestem zła i rozżalona, a poza tym nie chce mi się pracować i zderzacz hadrionów zdaje się dziś odpalają – albo już odpalili.
Właśnie, wszystko przez te hadriony.
Kliknęłam nie to, co trzeba. Z głodu na pewno :[

A poza tym wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nissan pod krytą kolumnadę pałacu Heroda Wielkiego, w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika wszedł zamaszystym krokiem kawalerzysty piąty prokurator Judei (…) eques Romanus, Poncjusz Piłat.

Zagadka: kto wie, co zawiera (…)?

Kilka godzin i zasłyszanych rozmów później:
W horoskopie informują mnie, że mogę się łatwo dziś męczyć.
Najbardziej męczy mnei ludzka głupota.
Jestem wycieńczona i u krawędzi wytrzymałości ;) Poniekąd, bo fizycznie jakoś nie odczuwam. Nawet śiąca chwilowo nie jestem – czyżby zbawienny wpływ wyjścia na światło dzienne i lepszej klimy???

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tak daleko, tak blisko

29 mar

Przesadzić się kazałam, ucieszyłam się, że może nerwowo odpocznę, bo sąsiadka – o ile się z nią zwykle przyjemnie gawędzi, to dość mocno defetyzmem sieje, a ja jestem nieodporna.
No i właśnie za blisko siedzę, bo słysze stąd rozmowę z polskim kolegą, bardziej optymistycznie usposobionym, niemniej – za mało jak na mój gust i potrzeby. A koleżanka sieje i sieje, jak ten góral żyto…

Z osiągnięć weekendu: trochę porządków i odmalowane nisze okienne po wymianie okien na całym parterze. Zostały 3 okna na górze (jedna trzecia, ale już nie dałam rady wczoraj) – Połowic miał się sprężyć, ale przy tej pogodzie, to chyba nwet ja bym odpuściła…
Przy okazji – jakoś tak się urządzilam, że nie mogłam zasnąć, potem pół nocy się wiercilam i budziłam, rano o normalnej piątej, nowej szóstej – koniec spania, napad paniki. Już przeszedł, bo plan B realny calkiem, ale oczy mam chyba z makijażem naturalnym. W lustro za mocno nie popatrywalam, po co się będę dodatkowo stresować! ;)

OK, pomarudziłam, wracam do pracy. Audyt się zbliża skokami już, nie wielkimi krokami, a ja  w lesie z moją częścią. Chociaż przed chwilą nastąpił przełom – znalazłam źródło błędu – haha, znowu to nie ja, tylko w dostarczonym przez fimrę module jakieś idiotyczne i bezmyślne ustawienia były – i DZIAŁA!!!!! Jeszcze tylko walidacja błędów, żeby jakieś głupie komunikaty analitykom nie wyskakiwały i do testowania! A za 2 godziny – do domu. Mam w nosie!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Generalnie nuuuuuda

28 mar

Od jutra będzie już totalna kaszana, bo czas przestawiają na fałszywy. Ale mój organizm i wewnętrzny zegar nie dają się oszukać i chcą chodzić normalnie. Bo prawdziwy jest czas zimowy. Nie dajcie się zrobić w konia – wiosną i latem zegary spieszą o godzinę.
A ja już jakoś tak bardziej pełzam niż chodzę, bom śpiąca. Jeszcze niedziela, potem 4 dni pańszczyzny i 4 dni wolnego ciurkiem.
W pracy zapieprz, bo za chwilę audyt. Nie myśleć, bo mi znów włosy zaczną garściami wychodzić – tyle zaległości, które przed Swiętami powinnam załatwić, rany Merlina. Boję się.
Przy ładnej pogodzie będę ciągnąć Połowica nad morze :) Najleiej w Poniedziałek, będzie blizej do wody ;>
Połowic przy nowych pigułach drażliwy jak szlag. Ale się dogadujemy. Jakoś trzeba… Choć mnie to sporo nerwów często kosztuje. I mniej mu się chyba chce, bo jakoś więcej na mnei ostatnio prac domowych przypada, właśnie się zreflektowałam. Nierówny to podział, zatem niesprawiedliwy, biorąc pod uwagę siły i ich rozkład i wykorzystanie.
A przy oknie się fajnie siedzi i lepiej. Może mi się nawet wzrok zregeneruje :D Na razie widze gorzej, możliwe, że trzeba znów będzie soczewki dopasowywać :/ ale póki co mam zapas i nie zamieram go zmarnować, niestety – będę marnować oko.
Zrobiłam sobie smalec, się mi przypomniało. Ze słoninki od schabu, bo odkrawamy. Połowic smalcu nie za bardzo. Będzie więcej dla mnie ;>
I wymyśliłam fajny prezent na najbliższą Gwiazdkę ;P Szkoda, że tak późno. Ja w ogóle mam zapłon, że rany…
I spać mi się chce.
A jutro okna trzeba odhaczyć. Pogoda przyjazna dla użytkownika – Połowic posadził w ogrodzie pierwiosnki i hiacynty, ja upichciłam obiad – garść gulaszu, fura sałatki i chlebek. I padłam. Ale może to dlatego, że wcześniej byliśmy na świątecznych zakupach i biegaliśmy między sklepami mięsnymi. No i sprzątałam rano i zmywałam, bo Szwagier wyjechał, przez chwilę sie  utrzyma! :)))
A potem dzielnie dziergałam sweter, który wypatrzyłam zeszłej jesieni (ZESZŁEJ w znaczeniu jesieni 2008), i na który włóczkę nabyłam wiosną 2009… potem skończyłam go raz, ale za mały wyszedł, więc wprowadzam poprawki. Leży koło mnie i czeka, może się zniecierpliwi i sam ruszy.
A jutro nabywam kubełek farby i wreacie biorę się za te okna – trzeba pomaźgrać wewnętrzne nisze po panach, którzy wymienili nam okna, hura, hura. I wreszcie te okna umyć. Już teraz nie ma wymówki – że do Świat się ubrudzą i nie warto. Ugh. No dobra. Jakoś się sprężę chyba, jak mnie coś nie rozłoży – jakaś wiosenna wersja grypy.

Jelly, lampioniki są z Argosa, sekcja ogrodnicza :) Są wielkości sporej bombki na choinkę albo sporego jabłka. Jest w nich jakiś urok, faktycznie… Jeśli nadajesz z PL – zerknij do hipermarketowych miejsc typu Leroy – Merlin lub Castorama, powinni mieć coś takiego. Zdeycydowanie powinni!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Po drugiej stronie lustra

22 mar

…i w zajęczej norce.
OK, wariacje na temat Alicji nawet niezłe, choć za mało abstraktu. Efekty świetne, chociaż 3 D dla mnie to jak rozmowa ze ślepym o kolorach, bo TRZEBA być DWUocznym, a ja mam praktycznie jednowzroczność czyli jednooczność; ale Połowic też stwierdził, że okulary to 3-Dupy i zero efektu. Bez okularów podwójnie się widzi, w okularach normalnie. Może mamy za mało wyobraźni.
Bellatrix, pardon, Helena Bohnam-Carter świetna, Ann Hataway taka sobie, Kapelusznik niezły, Cheshire kat rozczarowujący, a mój ulubiony królik sprowadzony do postaci marginalnej – rozczarowanie. Ale można to odebrać inaczej. Połowic prawie usnął. Ja nie.
A za gąsienicę robił niejaki Alan R.! Aha! Co mi uświadomił Połowic zresztą, bo jakoś mi to umknęło.

Z nosa mi cieknie jak z brytyjskiej hydrauliki na wiosnę :(((

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciepło, cieplej…

18 mar

Po pierwsze na dworze chłodno, a w syialni z kaloryferkiem ponad 19 stopienieczków :)))))))))) Mr. Tak lepiej. Ale dmuchawa idzie, bo mi szłapy zmarzli.
Wczorajszy pub w Luican, gdzie zamierzaliśmy zjeść sobie ŚwiętoPatrykową obiadokolację to totalna porażka. Nie było gdzie STANĄĆ. Kapela wduszona pod TV bez przekonania brzękoliał Welcome To The Hotel California. Psychodelicznie razem wyszło, bo wyjść też było ciężko. O luksusie jedzenia mogżna było pomarzyć usiłując nie przepuścić obłej prukwy, która wtranżoliła się przed nas i wryła do stolika, przy którym jakiś człowiek w młodym wieku nagle odjechał :| On nie był ani pijany, ani naćpany. W pubie nie było po prostu czym oddycvhać. A teraz wyobraźmy sobie, że można palić. Na szczęście nie można.
Wylądowaliśmy dzięki uprzejmości naszego kolegi Eda w Cellbridge w pubie Mucky Duck czyli Ubłocona Kaczka. Kapela bardzo fajna – dwóch chłopaków – perkusista i gotarzysta dalic zadu w rytm irlandzkich tradycyjnych jak przystało na Dzień Św. Patryka piosenek plus wtręty typu U2 i starsze :) jedzenie pycha, swobody dużo, a mamie gitarzysty odśpiewaliśmy wszyscy Happy Birthday :) I Guiness lepiej schłodzony. W ogóle schłodzony. I obsługa szybsza. I można było oddychać normalnie. Wróciliśmy szybko – koło 22, ale w końcu miałam wstawać o poranku.
No cóż. zwlekłam się, owszem i dotasrłam do roboty, odsiedziałam i odliczam do końca tygodnia :) Jeszcze tylko troszkę – a potem?
Za chwilę, Proszę Państwa, Wielkanoc – nie tylko radosna, z jajcami (dziś nabyłam barwniczki w rumuńskim sklepie z polską żywnością), ale czterodniowa przerwa, dla któraj zasadniczo się żyje. Bowiem, o ile praca powinna sprawiać satysfakcję i jest to w najwyższym stopniu pożądane, to wszak pracuje się po to, by żyć, niekoniecznie żyje, by pracować.
Und das ist alles for today.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Saint Paddy

17 mar

Za otwartym oknem, za budynkami szaleje parada. Jest to dla mnei irytujące, bom wszędobylska Koticzka, a jakoś tak jednak nie chce mi się zasuwać do centrum wioski. I pogoda na dodatek sucha i cieplutka. Za oknem tyle, co wczoraj wieczorem w sypialni przy wyłączonym przez cały dzień ogrzewaniu – powyżej 15 stopni! I nie pada (jeszcze / ciągle).
Serce mam rozdarte, innymi słowy. Ale jakoś wytrzymam te odgłosy trąbek, krzyki, wyjce i inne dziwne i ciekawe odgłosy rozywających się Ajriszków. Jak pójdę, to i tak będę narzekać, że mnie rozdeptują ;P
A za 2 godzinki zasuwamy do pubu.
Mam zieloną sukienkę, pomarańczowe rajstopy i sweterek zielono-biały – dostatecznie ŚwiętoPatrykowo, prawda? ;)

Tylko… no sami wiecie. Połowic to warunek konieczny, ale nie do końca tak całkiem wystarczający…

Idę pakować tę wiosnę w paczkę i puszczę priorytetem – EKSPRESOWYM! ;)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oświecenie

16 mar

Nastąpi ono wkrótce. Niedługo po wklepaniu ukradkiem notki poprzedniej, poinformowano mnie, że… PRZENOSZĄ MNIE POD OKNO! HURRAA!AAAA!AAA!!!!!!!!!!!
A potem szef sam z siebie zaproponował, że zrobi moją robotę O_O Brzmiał ostanio jakoś zakatarzony – czyżby mu się pogorszyło?… Miałam sporo szczęścia, bo, żeby wykonać to proste i niewinne zadanie trwające ponoć 5 minut, musiałabym zniszczyć kawałek roboty, żeby przywrócić starą wersję!… I właśnie mnie oświeciło, że niekoniecznie, ale cóż, mądry Polak po szkodzie, a szef niech sobie poklika ;)
Tyle dziś miałam do zrobienia i tak pokręconego, że dopiero teraz się cieszę z okna. W końcu w pracy spędzam większość czasu. Dlaczego mam się umartwiać, jeśli może mi być lepiej? ;)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Idzie wiosna

16 mar

I znowu mnie znalazła moja robota. No i dobrze.
Pytanie: czy fakt, że mój kwiatek-kiwaczek napędzany baterią słoneczną się nie kiwa jest wystarczającym dowodem na (zbyt) niską jakość naświetlenia mojego miejsca pracy?
Reszta życia snuje się spokojnie. Wczorem pomalowałam kawałek deski w kurki, kwiatki i inne zwierzątka, np. winogrona. Bardzo kolorowa deska.
Poza tym miałam myśl, ale mię zwiała. więc notka jest bez przesłania.
Idę pracować ku chwale niemieckiego podatnika. W Eire.

A jutro pół dnia w pubie z Guinessem (pitym powolutku i rozważnie) i Połowicem! Ha! I wezmę sobie książkę, bo połowic zamierza oglądać konne wyścigi; potem kapela na żywo.
Mae, nie będziesz w okolicy? ;)
Byłby sabat, można by zrobić krąg i rozpalić ognisko. Wprawdzie ogniska w Eire są karalne przez 355 dni w roku, 356 w przestępnym. Halloween jest wyjątkiem, ae nie zamierzamy się przecież przejmować takimi drobiazgami!…

Jeszcze jedna refleksja: zdarzyło mi się parę razy w życiu podchodzić do egzaminu KOMPLETNIE nic nie umiejąc – do dziś się otrząsam. Ale w życiu mi do głowy nie przyszło, że to może być styl pracy… Rany Merlina. Co ja robię tu – aha – co ty tutaj robisz, tralalala.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Projekcja, sugestia i iluzja

11 mar

I cała masa innych psychologicznych zjawisk…

Kiedy mię wkurza praca, albo kiedy coś mi nie idzie, albo kiedy mi się nie podoba, jakoś się starm przegryźć na drugą stronę, bo przecież nie jest źle, tylko marudzę.
Nie tak łatwo mi przegryźć się przez fakt, że tyle osób odchodzi i to naraz. I chociaż moja pozycja nie jest taka zła i ostatnio znów zrobiło się ciekawiej nieco, a parę razy głęboką satysfakcję i poczucie spełnienia społecznego i przydatności wywołały u mnie całkiem nieduże kawąłki zadań, to zaczęłam zadawać sobie naprawdę poważnie pytanie, czy w mojej pracy jest naprawdę aż tak źle? Czy są miejsca, gdzie naprawdę MOŻE być lepiej? Czy wszędzie jest ta kaszana? (co ja mam z tą kaszanką??? że w lodówce pętko leży?)
Dopiero musiałam się otrzepać i dojść do przytomności – to nie mnie dotykają jakieś niewidoczne dla mnie niepowodzenia. Mnie może nawet być – kto wie – lepiej. Teoretycznie – może. Ale zastanawia mnie siła przekonania, sugestii, jaką niesie ze sobą tłum. Mnie nikt nawet nie mówił z tych osób, że ma dość i że smoli to wszystko itd. A mimo to, ich zachowanie przekonało mnie, że jest źle. Nie, no oczywiście, narzekam, wkurzam się i mam momenty goryczy, ale czy one przeważają? Nie jestem pewna… Zwłaszcza biorąc pod uwagę, ze negatywne emocje odczuwane są mocniej i głębiej zapadają w pamięć i generalnie sa odczuwane bardziej intensywnie. Podobno.
Mniejsza o to.
Zdałam sobie sprawę, że myśl o tym, że jest źle nie jest moją myślą autorską. Jest zewnętrzną, narzuconą przez obserwowane symptomy czegoś, czego nawet nie powinnam próbować zdefiniować, bo danych za mało. Pod wpływem otoczenia zaczęłam kwestionować moje postrzeganie otoczenia.
Całe zjawisko znane, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że może mnie dotknąć.

Jeszcze trochę i uwierzę, że całe życie chciałam być managerem. Phi. Bynajmniej nie. Tylko w porywach, ale jak usiądę i poczekam, to przechodzi po jakiejś chwili.

A ja bym chciała zostać, dostać jakąś podwyżkę, żeby znów było bezpiecznie do pierwszego i żebym nie musiała się zastanawiać, czy sobie strzelić latte migdałową w piątek, bo właściwie szkoda pieniędzy (codziennie strzelać to szkoda, jeszcze mi się znudzi i co ja potem zrobię?). A jak mam zły humor, to bym chciała, żeby ci inni sobie poszli w ppppcholerę. Bo ja zła kobieta jestem.

Traszko, dzięki gorące za doniesienie o Kronice! Doskonała synchronizacja – ja o grafomanii, a tu Kronika ;D
A niech tam sobie ci inni siedzą ;) Dobra grafomania nie jest zła! A jeszcze lepsza, jak za nią płacą – mrrrr…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS