RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2009

Nowa, świecka tradycja

26 gru

Taką chyba inicjuję, znów mię się na oskrzela rzuciło. Z zapałem i uporem maniaka będę wciskać mamie, że to od jej kurzenia ;)
A może zerknę na te e-papierosy?
idę opłukać cielsko z doczesnego kurzu i idę na jakis spacer, przewietrzyć bakterie. Moze je świeże wiosenne górskie powietrze przekurzy. Słońce, 10 stopni, żyć, nie umierać. A Szwagier w Lucanowie się bał wychodzić z domu, bo po lodzie chodzic niezwyczajny.
Kto używa Gadu-Gadu, ten zna to: < ŚCIANA >.
Ale i tak fajne były Święta – leniwe, bezmyślne, przyjemne, rodzinne, takie świąteczne i bardzo pasywne. Nawet nie pamiętam ile i jakie filmy zdążyłam przepuścić.Święta ciągle pod znakiem pasztetu, ale coraz gorzej przemielonego.

Żeby nie było, kulig zamówiony, ciekawe, czy będzie na płozach czy na kołach – i czy frekwencja dopisze, czy tez krewni i znajomi królika wymiękną…
Teraz jeszcze trzeba się doładować komórkowo, bo nad wyraz istotne inne rzeczy do załatwienia ;)

Wesołych Świąt!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pasztet…

22 gru

… mam zamiast mózgu.
Czy to jest odwracalne?
Ogłaszam okres rekonwalescencji.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pomiędzy

21 gru

Pomiędzy Starym Światem i Wyspami jest woda. Przez wodę pierwszą jest prom. Przez wodę drugą jest tunel, promy zasadniczo uznaje się za nieco.. pase. A jak spadnie śnieg, to pomiędzy tym a tamtym jest brak przejścia.
Udało nam się fuksem w sobotę. Tuż przed drugim zablokowaniem, o czym dowiedziałam się dopiero w niedzielę wieczorem.
Więc właściwie to mieliśmy sporo szczęścia – ze dotarliśmy i że dzięki opóźnieniu dotarliśmy w środku dnia, więc nie było zabójczego zimna, którego się obawiałam (w kontekście Połowica bardziej niż moim…) – zwłaszcza, że samochodzik się rypnąl był. Chłodnica poszła mianowicie.
Pomiędzy przyjazdem a Świętami chyba jednak będę konsumpcyjnie latać po sklepach z głodem zakupoholika w oku i wywieszonym ozorem zasiedziałego urzędasa, niestety. Pragnę tych słodkich butków, ślicznych sweterków i zgrabnie kolorystycznie dobranych spódnicuś, szlaiczków i rękawiczek…
Możliwe, że to jakieś popłuczyny psychozy po poprzednim kryzysie, ale bardziej prawdopodobne, że po obecnym ubóstwie sklepów, jakie odwiedzam w Eire. Mam ochotę wywalić 3/4 mojej szafy. Jakieś szmaty kupowane w desperacji, bo przecież w czymś muszę chodzić. W końcu moje ulubione rzeczy, głównie te wyemigrowane razem ze mną, się schodziły. Czemu mam wrażenie, że w Eire do sklepów wrzucają to, co się nie sprzedało gdzie indziej na świecie? czy to może kwestia dobrego smaku dekoratorek wystaw i manekinów?
A przy tym wszystkim jest mi niesmacznie z moją postawą. Zaczynam znów mocniej tęsknić za czasem, kiedy reklam prawie lub całkiem nie było, za to człowiek czytywał jakieś książki niosące treść, przmeślenia i wartość, nie tylko recenzje przekupionych bankietem krzykaczy marnie posługujących się polszczyną.
I wreszcie chciałabym trochę wyciszyć się na Białe Święta, a tu mój mózg eksploduje jakimiś różowo-zielonymi fajerwerkami niekontrolowanych chcic detalicznych, hurtowych i prymitywnych.
Nie to było w planie.
Tymczasem mam wizję przed oczami, utrzymującą się uparcie – botków w stylu fińskim, z futerkiem. Zupełnie jak Jan z IT Crowd:
http://www.youtube.com/watch?v=c9Ac4FXjsmQ

Ale Połowic ma nową ciepłą kurtkę i porządne butki. Teraz można rozważać spacerek. Albo zaraz po tym, jak ja sobie kupię coś, co ogrzeje i moją nogę, a nie tylko przyozdobi… np. parę wełnianych skarpetek! :)
Reszta myśli na razie jeszcze się nie pobudziła, drzemią gdzieś głębiej, czekają na lepszy czas.
A kiedy się zbudzą, to będzie pewnie czas na pakowanie toreb podróżnych :((
Nie taki był plan. Zdecydowanie nie taki.

Mam do wyboru – wściekać się i próbować na siłę wdrożyć plan lub poddać chwili, uczuciom i płynąć zadowolona, choć płytsza. Postawię chyba na lekkie ogłupienie.

Idę, bo się dodzwaniam do netu 0202122 – Dialog odmawia współpracy z niezrozumiałych dla mnie przyczyn. Grrrrrr.

Z innych odpowiedzi: co do przeciwstawianiu się chamstwu siłom i godnościom osobistom, to mam wątpliwości… Ale nie lubię nadużywania mojej cierpliwości i wykorzystywania sytuacji.
Małej dziękujemy serdecznie za wielbłąda. Połowic poinformował mnie o nim w piątek, kiedy przesyłka doszła. Poinformował mnie, że przyszła poczta od CIebie z Egiptu i że kot złapał wielbłąda i uciekł z nim na górę. Zarykiwałam się z tego ze śmiechu. Najbardziej w niedzielę. Przez 3 dni, kiedy wyobrażałam sobie jak to ten kot miałby złapać wielbłąda. W niedzielę, u celu podróży Połowic wreszcie mógł rozpakować torbę i na spokojnie znaleźć przesyłkę i pokazał mi wielbłąda. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że kot NAPRAWDĘ załapał wielbłąda. Z filcu, rozmiar około 2 cali.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Za dobrze mi

17 gru

W domu mam Hogwart – rodzina połowica lekko zaszalała z prezentem swiatecznym. Poczułam sie jak dziecko i staro jednoczesnie, bo sie zawstydziłam i powsciagnelam objawy zewnetrzne radosci. Chcialo mi sie piszczec, ale tylko paplalam. No coz, w domu troche nadrobilam. Moze sie uda zabrac na Swieta do walizki ;> Jakbysmy zostawili Połowicowi tylko dwie pary spodni i jeden sweterek… hm.
Poza tym mamy miec w styczniu nowe okna. Mam OGROMNA nadzieje, ze bedzie cieplej; mam cichutka nadzieje, ze beda to okna uchylne, ktore mozna zablokowac, zeby kot nie bryknal. Obecne niby mozna, ale najmniejsza mozliwa szpara jest za duza i kot by bryknal. A my wolimy, zeby brykal w domu, a na zewnatrz w warunkach kontrolowanych, bo tu, mocium panie, nie przelewki. A, cokolwiek.
I teraz sie boje, bo tak to bywa, ze zycie jedna lapa daje… ale lap jest wiecej niz jedna………. tfutfutfu na pohybel Zlemu!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cala prawda….

17 gru

Świętej pamięci Eddie George bardzo lubił drobny żarcik, który szedł mniej więcej tak: „Są trzy typy bankierów: ci, którzy potrafią liczyć i ci, którzy nie potrafią”.

Z artykułu: Dlaczego bankierzy nie potrafia liczyc (Onet/FinancialTimes)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wish I was At Home For Xmas

13 gru

Odliczanie nerwowe, bo Połowic ciągle w drodze do zdrowia.
O ile doceniam jego zacięcie (on stanowczo jedzie), to jak to lojalna Połowicowa, niespokojnam o jego opłucną.


http://video.telegraph.co.uk/services/player/bcpid1529569286?bctid=5524339001

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Internet

13 gru

Rozbawiło mnie serdecznie pewne zawiadomienie:
DREWNOJADY przechowują dla Ciebie wiadomość od kogoś, kto się podpisał Rodzice„.
Za przesyłkę serdecznie publicznie dziękuję! ;)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gdzie jest Guiness?

12 gru

Jestem wkurzona i zła po przyjeciu służbowym ogólnofirmowym. Miało miejsce w Guiness Storehouse w Duplinie.
Może byłabym w lepszym humorze, gdyby nie jakiś dupliński wanker, jakiś prick, brainscrewed sheethead nie posłał mnie najpierw w drugą stronę – do BROWARU, który jest tak jakby ŹDZIEBKO oddalony, jakby ze 2 kilometry może, a potem jego dwóch bliskich krewniaków najwidoczniej zawzięcie wskazywało przeciwny kierunek. Czego efektem była łącznie jakaś godzina dodatkowego spaceru. Nie miałabym nic przeciwko temu, ale pierwsze pół tej godziny było na szpilkach po bruku i innych śliskich duplińskih chodnikach, w butach, które są niestabilne w kostce i z lekka przyduże, bo się trochę rozbiły były. Z wkładką, która ma grzać i zmniejszyć je, która mi obciera stopy od spodu. To drugie dodatkowe pół godziny to już nie miało znaczenia, w jakich butach.
Więc dotarłam, wypiłam pintę porządnego, czystego, gęstego jak śmietana i niechrzczonego Guinessa w centrum Duplina, co jest lekko niezwykłe. Ale nie był najlepszy. Najlepszy był jakiś czas temu, w jakiejś małej miejscowości w Midlandzie czyli w Śródlądziu, w pubie przy rynku. Z szamroczkiem, bo my turysty były. Spać.
Połowic masuje mi pokrzywione stopy, tak mizerna wróciłam. Ciekawe zdjęcia, ale nie nadzwyczajne. Bezludziowe. Nie dziś.
Pa-pa!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Xmas party i Starbucks

10 gru

Obraziłam się na Starbucksa w niedzielę. Jedyna placówka jak na razie, w której nie miałam „przygody” to w dokach czyli w IFSC. Już któryś raz z kolei chciano mi podać inną kawę niż zamawiałam, panieneczka wysłała mnie na poszukiwanie paczki kawy, która „musi być w którymś koszu”, ale góóóóóuuzik, nie było, a potem nie wiedziała, co zrobić z moją kartą Starbucksową. Ja też nie, ale to nie ja pracuję w Starbucksie. Trzyma mnei przy tym Starbucksie jeszcze tylko wybór kaw sypanych, ale zamierzam się przrzucić. Na MK Cafe choćby, bo mnie wkurzyli i to mocno. W nosie ich mam. Poza tym ta kawa Gwiazdkowa smakuje coś pomiędzy mydłem a szamponem :/ Muczos gracias, Insomnia ma lepszą, mocniejszą i bardziej aromatyczną i ma większy wybór syropów, w tym mój ulubiony przebój – migdałowy. I jeszcze mają rogaliki migdałowe, a Starbucks tylko ulepkowe, uglucone nadmiernie lukrem gnioty cynamonowe. Bue.

Poza tym najpierw mnie wprosili na Gwiazdkowe przyjęcie – mój ex-boss do działu, w którym zaczynałam poniekąd i do którego chcę, ale chyba nie da rady :| Mniejsza o marzenia, przyjęcie było milsze niż oczekiwałam (uważam się za drętwą osobę w kontaktach tego typu; niekoniecznie za taką się uważam osobowość). I wstawiłam się co nieco lampką wina. Niby nic, ale umysł jakiś… nie że chwiejny. Taki rozproszony. A zresztą od rana mam fatalną formę intelektualną. Psychiczna bywała gorsza, ale też jakaś marna. Po prostu potrzebuję przerwy. Od samej siebie zwłaszcza.

Chyba odpuszczę już dziś rzeczy poważne. Spróbuję wrzucić naszą magiczną choinkę, jak mi się uda… Jak nie zasnę…

Nie zasnęłam, ale jak ja te zdjęcia poformatowałam! XD

Robione na trzeźwo, prześwietlone z premedytacją w ramach eksperymentów.
Pierze na choince roboty domowej z oskubanego boa za 2 euro z irlandzkiej „Cepelii” (z tym, ze Cepelię można szanować, a suwenirstwo irlandzkie… hm. Można lubić.)
Ptaszęta są ekologiczne, nie wypychane, z materiałów naturalnych i styropianu.
Kot poiedział pod chonką, ale tym razem na nią nie właził :( jakiś powolny jest i się nie bawi… :( Ale żre regularnie, jak trzeba, pije w normie kociej, czyli nie za dużo, reszta fizjologii też nie budzi obaw… może ma taki okres? kryzys nastolatka? Zimowa chandra?
Idę spać, padam na wstawione pyszczydło, a rano trzeba wstać. Było się nie wstawiać.

Jodełka 2009

Jodełka 2009 bis

Bombki dla kota

Choinka 2009 - detal

Choinka 2009 - detal

Choinka 2009 - detal

Choinka 2009 - detal

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Śledź

07 gru

Dawno, dawno temu, Kiedy mi było bardzo źle, zjawiłam się u mojego Kuzyna z niezapowiedzianą – jak zwykle – wizytą. Kuzynostwo nie pytało o nic, po prostu robiło herbaty, proponowało coś do szamania i dawało siebie. Przy jednek z takich wizyt, Kuzyn złapał gitarę i brzdęknął w charakterystyczny dla niego utalentowany sposób słowami Sojki:
Gdy wszystko idzie źle
I nie masz dokąd pójść,
Przyjaciół tłum rozproszył się,
Wydaje ci się, że
Tak pozostanie już,
Lecz okazuje się, że nie, bo
Budzisz się z nocy w nowy dzień,
Nieskalany,
Błękitne niebo,
Co było wczoraj, odeszło w cień,
Niech się śięci,
Niepamięci
Cu-u-u-u-ud!

Żyję w słodkim przekonaniu, że kiedykolwiek się zjawię, to nieważne, ile czasu minęło od ostatniej wizyty, ale spotkam tych samych ciepłych i otwartych ludzi. Trochę się boję, że jak się teraz zjawię, to może mi sie mocno i w zasłużony sposób po uszach oberwać.
A piosenka towarzyszy mi od tamtej pory w całym życiu, w te lepsze i w te gorsze dni.
Chociaż czasem na to nieskalane niebo się czeka i czeka, i jakoś prześwitów nie widać.

Ostatnio uderzyła mnie inna piosenka – Grzegorze Turnaua, ze słowami Michała Zabłockiego, słuchana tym razem w oryginale.
Tym razem z google’a, nie z pamięci – zacytuję:
to tu, to tam
tajemniczy bóg objawia swą chęć
to tu, to tam
jak nie liczysz to dwa plus dwa daje pięć
to tu, to tam
coś się dzieje coś powstaje i trwa
to tu, to tam
ciągle leje i unosi się mgła
to tam, to tu
coś odfrunie ale co – szkoda słów
to tu, to tam
wszystko runie lecz podniesie się znów”

Tak, oczywiście, to wszystko na pewno z niedoświetlenia – bowiem (i tu odpowiedź na pytanie Małej:) tych godzin światła dziennego mam zdecydowanie za mało, ilekolwiek by ich nie było teraz(chwilowo chyba około 8 z tendencją spakową i niską intensywnością z racji pogody hahaha zimowej). Gorzej, że zdaje się, w okresie letnim też jakaś niedoświetlona chodzę, a nocy mam naonczas ze 3 -4 godziny…
Ale pory roku też się zmieniają.
Mam znajomą, którą spotykam nieraz w busie. Jej się okrutnie Irlandia podoba. Nie jest w stanie zaakceptować, że ten kraj jest dla mnie zafajdany i do staropolskiej dupy, a na każdy mój argument wyciąga pięć swoich, jak dla mnie totalnie bzdurnych.
Że mam pracę? Super. W Polsce iałam dwie i z żadnej mnie nie chieli wywalić. Nie dość tego, instytucje to były stabilne i nie musiał ich ratować szkopski rząd. Miałam więcej wakacji, teraz mam 21 dni, z czego musze kilka poświęcić na dojazd do stron ojczystych ukochanych moich. Innymi słowy zasadniczo nie mam wakacji, bo sobie nie wyobrażam, żebym umiała udać się na wywczasy ZAMIAST odwiedzić Polskę i wszystkich tam utęsknionych moich z Rodzicami na czele. Oczywiście czasu jest zawsze za mało.
Że mam Połowica – no oczywiście, dlatego tu jeszcze jestem, ale czy samym małżonkiem człowiek żyje? A rodzice, a przyjaciele? Nie umiem zbudować tu przyjaźni takich, jakie miałam w BB.
Pogoda do dupy – a ona na to, że nie pada, ze nie ma upałów ani śniegu. NO KURDESZ< NOGAŻ, właśnie ot to chodzi!!!! Ja *K*O*C*H*A*M* *ś*n*i*e*g*! Kocham jesne noce usiane tymi diamentowymi iskrami, kocham miękkie płatki wirujące w powietrzu, tę jedyną białość, miękkość i cichość (nie ciszę, a właśnie cichość) zimy, przytulną nagłą bliskośc całego świata i szczypanie mrozu.
Nie lubię wiosny, a jesień – złotą polską i tę listopadową z pierwszymi przymrozkami zawsze głosżę moją ulubioną. Ale to dlatego, że pełna jest owoców, obfitości, potem nostalgicznie pierwszolistopadowa i pusta, obiecująca zimę. A potem nastanie w końcu lato i upały, gorące dni, kiedy można wrzucić tylko lekką sukienkę i chłonąć ciepło i światło całym ciałem.
I to kocham, ze można iść w las i się ścieżki nie trzymać. Mam park, mam Lucan Domance – jak tam się zwie ten kawałek parku koło buczącej oczyszczalni z jedną ścieżką na przełaj, może dwiema. Wiwiórki były, ale gdzieś je diabli wzięli, są jeszcze kaczki, choć w tym roku było wyraźnie mniej i nie zaobserwowałam łabądzi. Śladów dzików ani saren jakoś nie zauważyłam. Gazety również nie podają żadnych pogłosek o obserwacji niedźwiedzi brunatnych. Tutaj nie pojawienie miśka byłoby sensacją, ale zanidbania, jakich dopuszcza się zzo/cyrk/inne pajace, które zaniedbały miśka, ze mu aż tak źle było, że na dorgę wylazł. A szedł pewnie do najbliższego pubu obserwować zwierzynę lokalną.
Jaki las - ona na to – a ja na to – mój, do którego się jedzie busem miejskim, który – nota bene  jeździ wrednie często, według rozkładu jazdym an którym dość mocno można polegać… Co? na polskich nie można? Irlandzki mają godzinę wyjazdu i orientacyjny czas przejazdu między miejscowościami. W związku z czym bus może przyjechać +/- piętnaście minut wcześniej lub później. Faktycznie, na takim ggggóóóóóóóóóóóóópim rozkładzie można polegać, przecież nikt mi nie obiecuje, ze ten bus W OGÓLE POJEDZIE. Wszak pilnować nie ma komu na tamtych przystankach, prawda?
A jak polski nie pojedzie, to będzie inny. Można pojechać w poprzek, na ukos i na przestrzał. Tu – do Duplina lub z powrotem. okazjonalnie jeżdżą busiki na przestrzał, nie dojeżdżając do centrum, ale w mojej wiosce taki bus pokazuje się bodaj 5 razy w ciągudnia. A że jest w połowie rasy, to naprawdę trudno powiedzieć, czy już pojechał, czy dopiero dojedzie za pół godziny. Raz spotkaliśmy dzieciaki, które trzecią godzinę czekały, wybierając się do przeciwległej wioski na basen. Było już koło szóstej, więc nie wiem, czy w ogóle dojechały…. Ciekawe, czy ten basen otwarty był ;>
Równie dobrz mogłaby mi powiedzieć ta znajoma na moją skargę, że głodna jestem, a chleba mi zabrakło w domu – ale co Ty mówisz, Koticzka, przecież miałaś śledzie.
Niech ona sobie zatem te śledzie wsadzi. Do zamrażarki, byle nie mojej, bo ja to świństwo omijam na odległość 5 irlandzkich mil z polskim, góralskim hakiem, a Połowic mi dotrzymuje kroku – tuż za mną, dalej od śledzia.
Moja znajoma chyba kiedyś wróci do polski, ale zasadniczo do lekarza chodzi w PL, leki kupuje w PL, zapalniczki i papierosy również.
Jaby komu było mało, to na liście wydatków szefowej agencji rządowej, wspierającej bezrobotnych w poszukiwaniu pracy FAS, są usługi FRYZJERSKIE. Sektor publiczny robi strajki protestując przeciwko cięciom budżetowym godzącym w ich płace (wyższe od średniej krajowej) i fundusze emerytalne (nieporównywalne z ZUSowskimi, na razie – vide kryzys) czyli nie idą do pracy tylko blokują skutecznie drogę na północ czyli do nowych centrów handlowych, Ikei i Belfastu, gdzie cały nasz zmotoryzowany regiona jeździe regularnie na zakupy. Blokada polega na staniu w korku. Bynajmniej nie w poprzek i jak tylko mogą, to przesuwają się skutecznie w stronę owych przybytków handlu detalicznego. Powiem wprost – na zakupy jadą, głąby jedne.
Ani się nie potrafią, ani nawet nie chcą i nie zamierzają kryć, bo mają prawa pracownicze. Które sprawiają, ze sklepy 25-go grudnia będą zamknięte, a w pozostałe dni można pogadać z obsługą po polsku, rosyjsku, litewsku etc. - tzn. ci, którzy mają akurat offa.

Irlandia ma zasadniczo trzy fajne rzeczy: Guinessa, pasta with salmon (czyli maccaronik z łossosiem) i Połowica. Ja tu tylko przejazdem po męża i kota. Chwilowo utkniętam tu w wyniku zbiegających się w czasie i przestrzeni kilku rodzajów kryzysów.

Kurdesz, znowu mi ktoś podprowadził jedna godzinę z zegara.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS