RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2009

Ogłoszenie

30 wrz

Czy nie ma jakiegoś dobrego ducha, który by się pobawił tzw. layoutem bloga? Na zamówienie?
Mam pomysł, ale nie mam samozaparcia.
Tym razem nie przez Guinessa, tylko DRUTY i WŁÓCZKĘ. Głównie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

:(

30 wrz

Dzień niedobry miałam. Bez przełomowych wydarzeń; niemal bez żadnych wydarzeń. Wręcz dzień jak co dzień. I to jest właśnie niedobre.
A na koniec po dwóch godzinach dłubania z satysfakcją kliknęłam „zamknij program”, „Zachować zmiany?”

NIE.

Nie lepiej ustrzelić, bo co się będę męczyć?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niedzielne nadrabianie nieporozumienia

27 wrz

Jem SNIADANIE.
Była bowiem impreza w intencji obrony Parku Rzeki Liffey w Lucan. Wyszliśmy około południa bez posiłku i zeszło do czwartej. Były ptaki drapieżne, gady – ale tych nie można było porządnie obejrzeć, ludzie na szczudłach (dwoje, w tym jedna Polka), pokazy rozmaite, orkiestra policyjna, a za domem koncert, ale już nie mieliśmy sił, więc poszlismy do domu.
Nadrobiliśmy moją sobotnio-piątkową pomyłkę.
Zmęczyłam się pozytywnie. W ramach relaksu zrobię może galerię :)


http://www.koticzka.boo.pl/LVPA_gall/LVPA_gal.htm

 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nareszcie sobota

27 wrz

Po przerąbanym, zapracowanym tygodniu nadszedł piątek zwieńczony wizytą w małomiasteczkowym pubie w Cellbridge i rozkosznie gęstym Guinessem (bardzo różnym od polskiego butelkowanego – to jedna z tych rzeczy, za którą koticzka może zatęsknić). W sobotę wyspałam się, zjadłam posiłek i posprzątałam kuchnię, ukończyłam sweterek, po czym wybrałam się z Połoicem na wydarzenie kulturalne, na które wybierałam się od dwóch miesięcy, przy czym już w busie do centrum Duplina uświadomiłam sobie, że to wydarzenie miało miejsce poprzedniego dnia wieczorem. poszliśmy na ciacho, przespacerowaliśmy się i wrócili oglądać filmy do domu.
Alzheimer albo tasiemiec mózgu, naprawdę.
Sweterek obfotograuję najwcześniej jutro (zgodnie z życzeniem jednej trzeciej tria*), bo światło do niczego, biorę się za letnią sukienkę 2009 (sic!) – ale już wiem, jak ją uczynić całoroczną. W Irlandii o to nietrudno. Poza tym przyszedł mi pomysł, że zasadniczo mogłabym dorabiać drobne – jak 107 lat temu – dzierganiem… Tylko jak to tu sprzedać… Może ktoś by przyjął pod skrzydła? Mam na myśli produkcję jednostkową i okazjonalną, można by użyć miana unikatowej.
Zmiany klimatyczne czy osobowościowe, ale jakoś nie czuję mocy przestawiania gór.

Ale wszystko to tylko okresowo, zanim zostanę znaną i poczytną autorką, członkiem znanego *) tria :D

I może jutro wrzucę 3 fotki architektury Duplina. Jak odzyskam pewność siebie, bo mi się wszystko już pokręciło.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obraz zamiast słów

24 wrz

Wrzuciłam parę kolejnych nienajnowszych zdjęć na photoblog i znowu bardziej mi się tęskni :|
Tymczasem jednak jestem zmęczona i padam na mordkę.
Powinnam dopisać, że płasko wyszły, bo słonka nie było, ale ani mi się już nie chce, ani się nie spodziewam, że ktoś oczekuje słońca w Lądku Zdroju ;) To by było co fotografować ;>
Dziś przegapiłam dwa wspaniałe widoki dublińskich Quays w słońcu, które na prawo odbijało się fantastycznie i złoto w rzece, z na lewo na złoto w oknach dzielnicy rozpusty finansowej. Znaczy w bankowych przeszklonych budynkach. Szkoda. A miałam wziąć aparat, tylko zapomniałam, ciapa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Praca

22 wrz

Stało się.
Zabrałam do domu.
Szlag.
Wszystko przez bułeczki cynamonowe.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pomysłowa k…koticzka albo samokrytyka

20 wrz

Niedziela. Rozkoszny dzień, pogoda przyjemna, Połowic na golfie, nic tylko się przejść albo wyłożyć, czemu nie w ogrodzie, skoro można, z lap topem i drucikami.
Ale koticzka ma alternatywny pomysł i ambitne podejście do spraw. Plan dnia – szybko sprzątnąć, zapuścić pranie – pierwsze z dwóch, skoczyć do sklepu po coś na obiad (pulpeciki z kaszą za mną biegają), potem siądę przy dużym komputerku, poćwiczę Accessa, z którego z pracy wzięłam zadanie domowe, zmienię wystrój boga, a pod koniec dnia zrobi szybko te drożdżóweczki, co się robi w sumie w pół godziny plus rośnięcie półtorej; po drodze przeprasuję ze dwie bluzki na zapas i może zerknę na PC Szwagra, jak mi czasu starczy. No i kruczek tkwił w każdym punkcie, bo zasadniczo można było wszystko osiągnąć. Bo o ile pranie poszło sprawnie, to już odkurzanie wolniej, bo zachaiało mi się odkurzyć bardzo dokładnie kocie kłaki i stwierdziłam, że najlepiej zasadniczo robi się to bez rury i końcówki i w związku z tym na kolanach. Niestety, jest to prawda, jakoś się te kłaki wbijają w wykładzinę w najmniejszym, chwała Merlinowi, pokoju. Z sypialnią poszło łatwiej, bo kładków nie widać, więc poprzestałam tylko na dokładnym oczyszczeniu kawłaka koło drzwi. Czyszcząc kocią kuwetkę zauważyłam nieco zapomniany płyna do naszych paneli. Kupiłam go w tym tygodniu i pomyślałam, że może wypróbujemy na kawałku podłogi, bo ktoś coś chlapnął. I jakoś tak se rozpędziłam, że na kolankach umyłam cały siedzący i jeszcze przedpokój, jakimś CUDEM chyba odpuszczając sobie schody. Po czym postanowiłam chwilkę odpocząć z kubkiem kawy Inki i zanim ją zrobiłam, pozmywałam i zaczęłam planować drożdżówki. Co ciekawsze, wcale nie miałam żadnego dramatycznego opóźnienia jeszcze na tym etapie. Dopiero drożdżóweczki, które tym razem genialnei postanowiłam zrobić według anglojęzycznego przepisu, jakoś nie chciały wyjść nawet po godzinie urabiania – ciasto się bowiem kleiło do wszystkiego. Doszłam słusznie do wniosku, że pewnie to dlatego, że przepis anglojęzyczny, w odróżnieniu od bardzo podobnego polskiego, wspomina o wyrabianiu ciasta ROBOTEm, a ja jak najbardziej robotem nie jestem. Diabeł tkwi w szczegółach – ciasto za rzadkie. Czegoś by trzeba dodać, bo przecież nie zostawię tego niewyrobionego ciasta, żeby pójść do pracy. Jutro rano. I ni huhu nie mogłam sobie przypomnieć, czy w tak dramatycznych momentach dodaje się do ciasta tłuszczu, cze mąki. W końcu wymyśliłam, że mąki, bo jak za rzadkie, to od tłuszczu gęstsze nie będzie.
Efekt jest taki, że wreszcie siadłam do lap topa, nie do PC, zadanie nie odrobione, bułeczki dopiero rosną, na obid była ryba panierowana z paczki i „gofry” ziemniaczane (takie krokieciki z pure ziemniaczane, mrożone gotowe się kupuje i podgrzewa – haha, można w tosterze, tylko 3 razy trzeba zapuścić, ale się równiutko obsmażają) i niedogotowane brokułki. I tak wolę niedogotowane niż rozgotowane…
Idę wrzucić bułeczki do piekarnika. Zresztą i tak nie mam już siły do tej notki – ręce mnie bolą od pisania. Tak, tak.
W następną niedzielę, kiedy Połowica wywieje na partyjkę golfa, ma za zadanie zamknąć kuchnię, pozbawić mnei dostępu do mąki i cukru, a jakby to nie wystarczyło, to najlepiej młotkiem po palcach. Może również bolesne, jak te zakwasy w plecach i barkach, które już czuję narastające, ale przynajmniej mniej się zmęczę i wykorzystam czas jakoś zdroworozsądkowo. I mniej będę się określać wyrazami, których cenzura obyczajowa nijak nie przepuści.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Praca a życie

14 wrz

Chciałam wyjść o normalnej porze, korzystając z tego, że autobus jechał porządnie nawet. Ale piętnaście minut po tym, jak chciałam już wyjść dostałam telefon, że przyjdą za pięć minut konsultantli zadać jedno krótkie pytanie, które przyszły zadać po dziesięciu, a na które odpowiadałam minut dwadzieścia.
Generalnie niby nic, ale dzień zgrzyta między zębami niczym piasek w plażowej kanapce (wspomnienie o kajzerkach z kiełbasą myśliwską suszoną – już takiej nie robią – z masłem lekko podtopiony – dziś wsiąkło by w bułkę, jak to się dzieje? na plaży w Gdyni, może Sopocie… Inna era. Z dinozaurami. Nie przez lata tylko przez wydarzenia)
Po dniu, kiedy usiłuję być perfekcjonistką pod cudze dictum przy pomocy cudzych narzędzi i tłumacząc cudze błędy na jeszcze bardziej cudzy jezyk na próbę ograbienia mnie z mojego własnego błędu wybucham gwałtownym protestem i paniką (błędnie zinterpretowaną zresztą, ale to inna bajka). Obroniłam niedoskonałość. Cieszy mnei to i mam ochotę ją pieścić i czcić. Jest moja, niepoprawiona, niedoskonała niedoskonałość w wyniku mojej niezawisłej decyzji. Moja mała wolność.

Chcę na emeryturę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jesień idzie, nie ma na to rady

13 wrz

Wyciągnęłam nas znowu na spacer z użyciem aparatu ;)
 
A był wrzesień. Pogoda prześliczna,
Wszystko w złocie trwało i zieleni
I nikt jeszcze prócz Koticzki nie myślał
O mającej nastąpić jesieni…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Photoblog założyłam

12 wrz

No właśnie. Założyłam sobie po długich oporach:
http://www.photoblog.com/koticzka
.
Za namową Little Witch a.k.a. Ishtar

———–

I jeszcze dołożyłam galerią z dzisiejszego jesiennego spaceru po centrum.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS