RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2009

Technicznie powalony dzień

30 cze

Po pierwsze zepsuliśmy chyba cudzy aparat fotograficzny, po drugie nie będzie netu na lap topie, bo mamy za nowy system :P
Idę się poszwędać po sieci, szukając rozwiązania.

——————————

Update / Aktualizacja: jednak Vista RLZ, popyskowała i się postanowiła połączyć. Dobrze, że Tato hasło odgrzebał właśnie niedawno. Teraz jeszcze tylko kabelek pociągniemy przez trzy pokoje < sciana > A może nie pociągniemy ;)

To idę po młotek – może aparat też się da naprawić ;) Spokojnie, Ewuniu, żartowałam. Może jednak sam ruszy…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

WAKACJE!!!!

30 cze

Jak w tytule.
Muszę wreszcie pokombinować jak pociągnąć ten kabelek do naszej sypialni, bo Tato konwersuje i się skupić nie można nad blogowym pyskowaniem.

BIELSKA NIE ZALAŁO I NIE KOMBINOWAĆ MI TU. Możliwy wyjazd do K-c. Chociaż 4 Lipki RLZ. może by tak jaką Owcę zwerbować? Bo mężatki trudniej się na wiedźmy przerabia.

To ja jadę zwiedzac stare kąty.
Śniły mi się duchy, potem noże w rękawie i jakiś przystojniak mnie ukrywał. A ja, kurczaki, zamężna. Ale nie mój typ, choć szarmancki. Ale facet w realu z kosiarką pod oknem o 6:30 przegiął. Niech się strzeże!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wigilia

25 cze

Połowic dzwoni do mnie znienacka – szedł do sklepu i nagle zawroty głowy i mdłości, siedzi i odpoczywa, czeka, aż mu przejdzie. No i oczywiście zaraz mi się go chciało opierniczyć, że znowu nie można go zostawić samego na pół dnia, bo jak nie urok to odwodnienie. Ale w miarę łagodnie zbestzałam, ze ma iść do sklepu, bo tam klimatyzacja, i się napić. Poszedł, popił, lepiej. Poszedł dalej do dużego sklepu, wraca – znowu zawroty głowy, mdłości. Żadne odwodnienie. Zeżarł znowu jakąś kupną nic nie wartą kanapkę irlandzką i teraz ma: ani urok, ani odwodnienie, tylko to trzecie, że nie nazwę przez delikatność. Tradycji w przeddzień wyjazdu musi się stać zadość – Połowicowi musi sie coś dziać. Reise fieber, jakkolwiek pisana chyba.
Jakby pięknego dnia w pracy nie było dość, kiedy się okazuje, że informatycy napisali zamówiony kawałek składowy programu, a nawet dwa, ale nie testowali, bo testowanie ma leżeć po naszej stronie. No i ten kawałek właśnie usiłuję testować – w tym celu poprosiłam o dostarczenie wyników i będę porównywać z tym, co ten kawałek wylicza. No i wylicza inaczej, oczywiście. Ja wyjeżdżam jutro w nocy (dzisiaj właściwie…), oprogramowai idzie do tzw. produkcji w przyszłym tygodniu, wszystko nawet ładnie działa, tylko… zamówione wyniki są na podstawie innych danych wejściowych, a nawet jak się te dane na siłe pozmienia to i tak nie pasuje. A po trzecie są wyliczane inną metodą. trzy strony będą musiały sprawdzać, co się dzieje. Mój szanowny kierownik przejmie sprawę i zgarnie już cłakowicie całkowitą chwałę, a ja mam wszystko w dupie, bo od rana przeszłam kryzys psychiczny i emocjonalny plus stany nerwicowe z nerwobólami.
Bo mimo że Polskie wskaźniki może nie wskazują, że jest to kraj rozwinięty, ale dopiero rozwijający się, to ja proszę jak najdłużej pozostać w tym stanie, bo jak wkroczymy na arenę międzynarodową, to czeka nas totalny burdel, kryzys wartości moralnych, etycznych, zawodowych i walutowych oraz wszechobecny i wszechogarniający tumiwisizm, tyle tylko, że za grubą kasę. Fajnie, że za grubą – ale tylko tym, którzy pobierają, a my płacimy, a dostajemy dziadostwo od bandy bardzo uprzejmych i średnio opłacanych patałachów.
Takie to ściśle tajne konszachty w wydaniu hiszpańsko-niemiecko-irlandzkim.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Białe kozaki warszawki?

22 cze

Po pierwsze wprawdzie narzekam na Irlandię jako na zad…nią część Europy, gdzie tam to już tylko smoki, ale po pierwsze nie rozumiem, cemu akurat białe kozaki to jest obciach, a nie śliczne walonki za 3 euro made in China, w których się szura i człapie, i które wyglądają jak zdreptane kapcie ciotki Ziuty. Albo adidasy maki Reebok do garsonki z wełnianej żorżetki. Albo jeszcze lepiej za małe strongi wystające ze spodni za małych o dwa rozmiary o talii na poziomie półddddrogi w dół pupy. Nota bene na światowych wybiegach od dwóch lat promowana jest wysoka talia…
Po drugie, ale nie ostatnie: może żeby zrozumieć ukryty sens białego kozaka oraz żeby nadać temu sens dyskusji narodowej trzeba być świeżo upieczonym warszawiakiem. Na szczęście większość świeżo upieczonych duplińczyków wyróżnia się in plus na ulicy tak pod względem gustu, jak i otwartości.
Po trzecie dla mnie szczytem obciachu jest i będzie różowy. W każdej postaci, z tzw. fuksją na czele.
Po czwarte co ja mam do warszawki? To, że wyrzeka się ona prowincjonalnego pochodzenia, które ja sobie wysoko cenię. Jakem góralka niskopienna z serca, bo Ślązaczką się nie czuję. Mam do niej to samo, co warszawka ma do kozaczków mojej mamy, która w owych wygląda świetnie, a nosi takie od paru lat z gracją, której mnie nigdy nie starczyło, bo mnie nogi bolą na wysokim obcasie. Mam też poważne zastrzeżenia do słownictwa, którym się owa posługuje, nie rozumiejąc nawet znaczenia słów, ktorych używa, o zgrozo i Matko Polko, na łamach prasy ogólnokrajowej, które się mieni niby z tej trochę wyższej średniej półki. W skrócie mam to samo, co do każdej epidemii: tępić trzeba tępotę.

Co? Ja? Absolutnie nie. Ja jestem wyjątkiem z każdej reguły. A kozaki kupuję, jakie dostanę, bo stópkę mam Ci ja taką, że kaprysić nijak nie podołam. I mam to, co sobie o tym myślą inni, tam, gdzie szlachcic obiecał kobyłę u płota pocałować. Regulamin mi się nie otwiera, więc się po staropolsku wolę nie wyrażać.

Ale do jednego się przyznam, że się skromnie i grzecznie ubieram do pracy, bo wystarczy, że mam gębę słodkiej idiotki w wieku lat… okrągłym już nieco… niewspółmiernie postarzałą.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Książka

22 cze

Ofertę widziałam. Na sprzedaż: książka z autografem autora. W nawiasie: „NIECZYTANA”.
Sprzedawca pracuje w wydawnictwie i to nie jako konserwator powierzchni płaskich. To chyba się zna.
Ciekawe, czy to z jej wydawnictwa ;>

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lato

20 cze

W ramach zakupów na lato irlandzkie poszłam podczas piątkowego lunchu kupić gruby sweter. Swetrów nie było, były haleczki, bluzeczki, sukienki bez ramion i pleców itd.
Były sweterki z przykrótkim rękawem. I okazyjnie nabyłam w wyprzedaży płaszcz przeciwdeszczowy w kolorze jajecznicy, z podszewką i ociepleniem. Idealny na ten sezon.

Na przystanku stojąc obserwowałam idące po drugiej stronie ulicy dwie dziewczyny. Piątek, węc wystrojone, paradne, kierunek – puby i rozrywkowa dzielnica miasta. Obie w klapkach-japonkach i wydekoltowanych sukienkach, bez rajstop czy okryć wierzchnich. Ja w bluzeczce, swetrze, płaszczyku typu trenczyk, szalik i beret. i stoję i marznę. Obok mnei babka w kutrce z flauszu czy flaneli wełnianej. Ja tego kraju nie rozumiem. Na dłuższą metę to wkurzające i męczące. Teraz lepiej rozumiem bohatera dawno zapomnianej książki SF – bodaj „Z powrotem do gwiazd”, gdzie mężczyzna powrócił z długiegolotu kosmicznego poddany hibernacji i nie za bardzo sobie umiał znaleźć miejsce. Koniec końców poddał się kolejnemu procesowi „składowania” do czasu, kiedy podróże  czasie stały się normalne i odesłali chłopaka do domu.

I przeziębłam się chyba. Ale może przejdzie. Do poniedziałku zwykle przechodzi, tylko weekendy diabli biorą. Poza tym nic mi nie jest – ani gorączki ani nic, tylko w kościach łamie i nic mi się nie chce. A tyle jeszcze do zrobienia.

@Merle – kawy DO słoiczka zabrakło ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

soicek

16 cze

Tak skończyła kawa, którą dostałam od psiapsiółki w zeszłym roku.
Dlaczego? A pamiętacie, jak Turecki kawę gryzł w Kabareciku?
Dlatego właśnie.
 

Słoiczek kawy 

Dobre ZAMIAST informacyjnej papki telewizyjno-internetowej ;) I pachnie oszałamiająco. Kawa jest czekoladowo-pomarańczowa. Jest nadal. I jest jeszcze teraz dodatkowo niejadalna.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczęście

14 cze

Tak mi się pomyślało, że największą chyba krzywdę można zrobić człowiekowi wmawiając mu, że mu do szczęścia jest coś jeszcze potrzebne. Do szału doprowadzają mnie reklamy, namawiające do poprawy mojego poziomu życia. Albo wmawiające, że jak się nażrę fast foodu z tej czy innej żarłodajni, to będę szczęśliwa, bo – tu następuje szereg zakamuflowanych argumentów. A jaki ten fast food zdrowy – olej jest omega, odtłuszczony i zwalcza wolne rodniki i obniża cholesterol, Do tego frytki są za darmo, a hamburger ma podwójną dawkę pełnotłustego sera, ostrej papryki, pieprzu, ostrego meksykańskiego ketchupu za tę samą cenę i nie muszę się spieszyć. Ja jestem odporna. Za to Połowic najchętniej popędziłby do najbliższego „chippers” czyli frytkarni i nażarł się ociekających tłuszczem meksykańskich świń o stanie podgorączkowym… Ja natomiast przestałam wykazywać odporność na piękne sukienki, które muszę mieć, bo są największym hitem tego lata (??!!) i żaden mężczyzna mi się nie oprze. Mimo że nie ma gdzie i kiedy ich nosić oraz doskonale zdaję sobie sprawę, że facetom to wisi, a kobiety ubierają się i tak dla innych kobiet. Ostatecznym dowodem na to mogą być komentarze Połowica oraz jego ulubiona zielona sukienka, która jest tandetna, jakości ujemnej, z przeceny, ale sympatyczn i wygodna, a do niej najlepiej buty, które nie przemakają, choć w zimie ziębią, a w lecie parzą. Ale razem podobają sie Połowicowi. No i przede wszystkim ja w tym fajnie wyglądam, z całym szacunkiem, ale tak jest. Chociaż jemu i tak we wszystkim się podobam.. Taaa… No cóż, szczęściem logika działa, drowy rozsądek się włącza i staram się nei zaniedbywać i z całej siły ignorować tę muszę-ją-mieć-sukienkę i wyprzedaże. I cierpię. Wzruszają mnie również reklamy sprzętu IT.
A potem najpierw się wściekam, bo tutejsza wersja Worda nie posiada polskiego Teazaurusa, a Open Office miesza z polskimi znakami w konwersji plików tekstowych o formacie TXT, bo mają różne kodowanie.

I nie szkoda na to życia?

W filmie „Before Sunset” bohaterka wspomina swój wyjazd do Warszawy w latach chyba późnyxh 80-tych czy wczesnych 90-tych – nie atakowały ją reklamy, więcej czytała, więcej pisała w swoim pamiętniku, czuła sie wewnętrznie wyciszona.
Czuję, jak konsumpcjonizm podchodzi mi do gardła, brodzę w nim zanurzona po szyję, zaczynam się dusić. Kiedyś inspirował mnie, bo nie sięgał nawet po kostki, a z braku laku człowiek kombinował i tworzył. Nie, nie chciałabym po raz kolejny stawać wobec pustych półek i kolejek. Chciałabym tylko mniej reklam, mneij ataku. Chętnie pozbyłabym się pudła, kupowałą jedną gazetę na miesiąc i słuchała radia w pracy (tu się nie słucha), co umożliwiłoby bycie na bieżąco z wiadomościami. I tyle.
I może to jest właśnie największe poświęcenie, jakiego dokonałam; TV jest znowu artykułem pierwszej potrzeby. A było inaczej, spokojniej – i wolniej*).

*) Od wolności, nie od powolności

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rollercoster

08 cze

Dawno temu, kiedy swiat sie walil i nie bylo przyszlosci osobiscie zawalilam pewien projekt. Moze i faktycznie nie byla to wylacznie moja wina. Faktem jest, ze zawalilam, czulam sie winna, poszlam porozmawiac z managerem projektu w regionie, przepraszajac go za kiepska robote, a przeciez sama sie zglaszalam itd. Powiedzialam mu, ze po prostu swiat sie wali i nie ma przyszlosci, a on – swiezo upieczony maz, ojciec blizniakow i rezydent PR – popatrzyl na mnie z perspektywy swoich niespalena 30 lat i powiedzial: Kiedys ogladalem film, komedie o jakiejs rodzinie. Nie pamietam tytulu, ale byla tam taka stara babcia. I kiedy w tej komedii swiat sie walil i nie bylo przyszlosci, babcia stwierdzila, ze zycie jest jak rollercoster. Ciekawe, ze sie dogadalismy, bo on Belg byl, a ja wlasnie bylam na etapie zapominania jezykow obcych i zawsze stosowalam totalna abstynencje od karuzel i pochodnych z racji zoladka malo odpornego na bujanie.

Odstukac. Nastapil kolejny dzien drugi, kiedy Swiat zostal milosiernie Odtworzony, pojawila sie przyszlosc i tak trzymac, daj nam wszystkim, Boziu, jak najdluzej…

Ale emocjonalny rollercoster mam. Kac bynajmniej nie fizyczny; ale emocjonalny.
Bo ja kurczaki, kazda radoche musze oplacic paroma dniami deprechy po.
Ide zakonczyc dzien pracy wczesniej i zdefraudowac jakies pol godziny, co znaczy, ze musze juz zaczac konczyc, bo cholera, znowu nie zdaze na pozniejszy bus!

Dzieki Misiaki, Koty, Wiedzmy, Siostry, Znajomi i Krewni Krolika oraz Wszelkie Stworzenia Male i Duze! Lacznie ze Szwagrem – fajna kartka (z wkladka) :)

AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!! Sie okazuje, ze o Ewie-Pani_Magister napisalam tylko w komciach! Tez gratulujemy!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niespodziewajka

07 cze

Mam przyjecie urodzinowe O_O
O kruca!
Ze spiewaniem :)

Gratulacje dla Merle za zdany egzamin na 5 (ZNOWU!)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS