RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2009

RYANAIR – ostrzeżenie

29 kwi

Moje psiapsiółki są w Krakowie na lotnisku w celu odbycia podróży do Dublina, zgodnie z biletami nabytymi za pośrednictwem biura Orbis samolotem przewoźnika RYANAIR.

Ich samolot od godziny 12:30 jest w Dublinie. A może jeszcze raz z powrotem w Polsce?

Na lotnisku poinformowano je, że najbliższe loty sa najwcześniej pojutrze.
Na stronie internetowej na dzień jutrzejszy można nabyć bilet za jedyne (khem) 500 i coś PLN, pewnie plus opłaty.

Ryanair to tanie linie lotnicze.
Irlandzkie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rachunek prawdopodobienstwa

29 kwi

Spośród tylu tysięcy czy milionów ludzi, którzy mieli operowaną przepuklinę, akurat Połowicowi musi się źle zrosnąć? I to się musi okazać nie wcześniej, nie pół roku po, tylko teraz, kiedy jest cała ta restrukturyzacja. I akurat teraz, kiedy do mnie psiapsiółki przyjeżdżają, wszystko właśnie teraz się musi dziać, żeby mi kurna, za dobrze przypadkiem nie było przez te trzy dni. Pomijając fakt, że nie będzie, bo siedzę na rozżarzonych węgłach, a wieści, że do pieca dokładają mogą przyjść każdej chwili. Przynajmniej w ciągu dnia roboczego. Albo i w sierpniu, czemu nie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Perwersja

28 kwi

W związku ze strukturą mój szef nie do końca jest moim szefem i nie ma mocy decyzyjnej odnośnie mojego zatrudnienia. Jaja, nie?
Nie wiem, kto tę moc ma w tej sytuacji. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek wie… I to może pomóc. Albo zaszkodzić :P
Tymczasem mój kierownik przyjechał razem z bezpośrednim przełożonym. Najbardziej niezwykłym fenomenem dla mnie jest fakt, że obecność ich obu, ale zwłaszcza tego wyższego szczeblem natchnęła mnie poczuciem względnego bezpieczeństwa. Absolutnie bezpdstawna, bo gdyby ktoś miał wątpliwości, to ja pierwsza – nie ufam im za grosz.
Ale kij w oko, na razie przyjeżdżają goście – jutro wieczorem odbiór z lotniska! :D:D:D
Tylko że już tyle się z nimi nagadałam w marzeniach i wyobrażeniach, ze przyjadą i… nie będzie o czym gadać!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Perspektywa

27 kwi

Zabrzmi to zarozumiale, ale jest zarozumiałoci pozbawione. Dlatego, że jestem pionkiem i nie czuję się filarem świata, bo tez niem nie jestem i nie predysponuję nań.
Niemniej zajrzałam na stronę mojego byłego pracodawcy w PL i poczułam się bardoz dziwnie patrząc na rzeczy, od których świat się nie zawali. Bo siedzę sobie w oku cyklonu, oko sie przemieszcza w taki sposób, że nijak się ustawić – w końcu mnie szarpnie, wcześsniej czy później. Będzie to moja malutka lokalna katastrofa o wydźwięku międzynarodowym, ale w skali mikro. podczas gdy naokoło walą się i palą lasy, fortece (przemysłu bankowego i finansowego), fortuny i… ludzie.
Ale gdzieś jest normalny świat, gdzie, choć szaleństwo jest dniem powszednim, to życie toczy się normalnie…
W ramach wyjaśniania wątpliwości proszę sobie obejrzeć tagi ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nieszczęścia chodzą parami

24 kwi

Ogłosili oficjalnie restrukturyzację na jakichś mętnych warunkach niczym kiepski bimber zaprawiony mąką.
Zalało nam kuchnię. W tej chwili woda jest odporwadzana przez szmatkę do miski, bo wyciek jest w takim miejscu, że trzeba deinstalować kran i szafkę pod nim, odciąć dopływ wody, a nikt nie pamięta, gdzie (największy problem, nie?) – ale wtedy jesteśmy bez wody całkiem.
Jak przyjeżdżali poprzedni goście, to zalało nam łazienkę z rury pod wanną i trzeba było zdezinstalować panele wokół wanny do dziś pozostające w formie prowizorycznej.
A potem źle kliknęłam i straciłam notkę, ale to już sama przez siebie :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cenzura internetu motorem globalnej rewolucji – ciemna Europa

22 kwi

Serial „Doctor Who” ma wspaniałą stronę internetową. Ale co chcę zobaczyć, to mi wyskakuje napis, że to niedostępne w mojej strefie.
Własnie sobie uświadomiłam, że ja takich napisów moge miec 90% w związku ze zmianami w prawie europejskim dotyczącym internetu. ma to dobre strony, bo pewnie wróci książka, prasa (i ruch…). Niemniej to bardzo irytujący napis.

Chodzi o to, że dostawca usług telekomunikacyjnych może mieć prawo ograniczenia dostępu do stron różnego rodzaju. W Irlandii miałyby to byc strony, które są znane z udostępaniania plików z pogwałceniem praw autorskich (ostatnio głośna sprawa Pirate Bay, wczesniej Napster, niedawno bronił się Youtube). Ale łatwo się domyśleć, ze to czubek góry lodowej. Zatrzymałam się naonczas na ulicy, bo czytałam ów artykuł maszerując do roboty, w której dobrowolnie zrzekam się wolności myślenia na rzecz korzyści pieniężnych przekazywanych na moje konto w regularnych interwałach czasowych.
mam pytanie, skąd mój dostawca, skąd inąd dość prymitywny eircom będzie wiedizął, że dniwniki.ru to NIE jest piractwo i że ja moge legalnie sobie podczytaywać cudze przemyślenia i opinie w tym pięknym języku, skoro te tumany nie znają nawet własnego języka ojczystego, którym jest IRLANDZKI, czasem nazywany tez Gaelic, ale nie wiem, czy tak do końca słusznie, bo to nie to samo? A to, że ściągam sobie jakiś większy plik, to wcale nie oznacza, że on jest od razu nielegalny! Itd.
Ja nie do końca widzę przyszłość w ogóle w tym świetle. Jestem w satnie sobie wyobrazić totalny chaos, ale najbardziej prawdopodobnym scenaruiszem jest taki, gdzie banda prymitywów, którzy nie potrafią obsłużyć porzadnie spłuczki, nie wspominając o komputerze, dominuje resztę świata, a przynajmniej jego europejska część. Chaos polegający na tym, ze już w ogole nie wiadomo, co jest lagalne, co nie, więc blokuje sie wszystko. Chaos informacyjny i zanik informacji. Wreszcie – o ile zdążymy przed rewolucja, w co zaczynam coraz bardziej wątpić, rozwój alternatywnych środków tele – przekazu. Coś, co zastapi z powodzeniem internet. Bo zakaz jakoś tak zwykle napędza ukryte koła zębate cywilizacji.
Natomiast jest to jeszcze jeden krok do rewolucji, kolejny po krzysie finansowym. Bo w niedoborze dóbr konsupmcyjnych nastapi rozwój ideowy, duchowy, inteletkualny i zacznie eksplodować. jak to wszystko się rozpuknie, to ja wolę by blisko przestrzennych stepów, bo tam jeszcze jakaś cwlizacja się raczje uchowa. Bo na Zachodzie to ja tego naprawde nie widzę. ;>

Tymczasem… khem: Internauci całego świata – łączcie się!
Póki możecie.

Oficjalna strona protestu przeciwko projektowi zmianw prawie europejskim doyczącym m.in. internetu – z wyjaśnieniami – www.blackouteurope.eu

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przerwa na reklamę

21 kwi

Porównanie BEZ podtekstu: widziałam takie zdjęcie w jakiejś babskiej gazecie, kobiety w sukienkach wieczorowych i w szpikach, w tym jedna w ciąży. I komentarz do tego taki, że te w ciąży też tęsknią do normalnych rozmów o modzie, butach, o wszystkim tym, o czym rozmawiają kobiety NIE-w-ciąży. A tu się okazuje, że jakoś ci inni nie potrafią już.
Połowic niczym ta ciąża dominuje moje życie. Nawet nie w sensie stylu życia, chociaż oczywiście tu również w wielkim stopniu, choćby i pośrednio, bo przez Irlandię. W rozmowach. Wychodzi na to, że w rozmowach z Rosą dominuje Rosa (jest wspaniałą osóbką, tylko że prowadzi najczęście egocentryczny monolog; ja zapewne też… tylko nie przy niej). w rozmowach o pracy dominują dwie osoby (grupy osób?…) – południowiec i zaodrzanie. A w rozmowie ze znajomymi i przyjaciółmi najczęściej jakoś tak schodzi na Połowica, choćbym nie zamierzała. Choćbym nie wiem jak pragnełą rozmwaiać nie o nim, ale o kryzysie, o stresie związanym z szukaniem pracy, o braku zaufania do innych, o tym, jak zwalniają Ziutka z łopatą, nie dziesięciu managerów, którzy go nadzorują, o tym, jak bardzo ludzie się boją latać i że nie którzy po prostu NIE latają; o tym, gdzie i za ile można poJECHAĆ na wakacje, o tym, jak nasze małe porażki obniżają poczucie wartości i o wewnętrznej koherencji, o której przeczytałam na blogu Aglais, o tym, jak łatwo przechodzi asertywność w agresję, o tym, jak po latach się spotyka przyjaciela i on dalej jest tym samym przyjacielem, o tym, ile trupów wroga przynoszą rzeki i o tym, kto właśnie zaczął nowe życie, gdzie, z kim i jak to sieś stało. Albo o tym, że można się wystraszyć po chorobie i zacząć hipochondryczyć – a czasem odwrotnie i jak to znieść, żeby samemu sobie w łeb nie strzelać z gumki myszki. I o tym, jak było w Meksyku. Jak się wyremontowało mieszkanie – ekipą czy ręcami?
Jak się nowe meble wniosło i wyniosło – mam na myśli bardzo techniczne JAK, bo nie widzę w tym domu otworu, przez który by przeszła kanapa. Chyba ją postawili na środku i obudowali.
Razem z fotelem.
I o tym, jak się pozbyć łupieżu niekoniecznie przy pomocy surowej cebuli, bo od niej kicham. O tym, co się teraz czyta.

Bo na razie na podstawie ww. rozmów wychodzi na to, że jestem najlepszą przyjaciółką Rosy i żoną. A sobą?
Dopiero trzeba rozmowy zza kanału i siedmiu rzek i siedmiu gór, żeby się pbudzić i przekonać, że nie jestem nienormalna, że są inni, którzy mają podobne odczucia. I że wymieniają sprzęty w tym samym mniej więcej czasie. Że to, że się obawiam o mojego męża, to jest to, że j jestem sobą. A to, że on ma takie czy inne reakcje to nie jest moja wina. Bo on jest drugim człowiekiem o własnej woli – ale ubezwłasnowolnionym w pewnej częście podobnie jak ja na zasadzie swoistego barteru.

Bo widocznie trzeba czegoś – jakiegoś kopniaka – żeby człowiek się otrząsnął i wreszcie zobaczył, że cały ten balast odpowiedzialności za cały świat, to nie jego wina, nie w 100%. I że mam prawo do popełniania błędów. Nie musze być ideałem, nie chcę nim być. Nie muszę być praktyczna. Mogę woleć badziewną słabą kawę ze sztucznym syropem kokosowym z samymi E niż jakikolwiek czarny eliksir espresso o wysokiej jakości, który mi teraz mordę wykręca goryczą. I że mogę ją pić bez poczucia winy, że Połowic zmarnotrawił swoją tygodniówkę i jest nez grosza do nastęonego tygodnia. I że nawet to poczucie winy jest moim przywilejem, bo to, że on jest bez grosza i w złym nastroju jest moją troską.
Bo jeśli go wybrałam, w nim przebrać nie mogę.
Jak usta, to i oddech. I słowa z oddechem.
Jego ręce też muszę, choćby były nie te,
o jakie mi chodziło…*)
I że razem z Połowicem wpisanym we mnie już na zawsze przecież jestem sobą i szukam czasem tej odrobiny mnie – nie w sobie – ale w innych. W tych podobnych, którzy też już nie są sobą - a przecież są i zawsze będą. Z tą odrobiną swobody gołębia, który zawsze do gołębnika wraca, póki mu łebka nie ukręcą.
Tych małych pięciu minut tylko dla siebie.

Jeśli oznaczę tę notkę tagiem Połowic, to chyba kosztem samej siebie.
Bo to notka o mnie.

————————

Ha, kaczka po syczuańsku to mi nie podeszła, ale po brukselsku to i dla mnei przebój. Zareklamować Autorkę ponownie? ;)

————————
*) Urszula Kozioł; niestety nie ja. „Łuskanie grochu”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wakacje

19 kwi

Porażka na całej linii. Nie wsiądę do samolotu; strach zwycięża. Nie strach – zwierzęce, paraliżujące przerażenie. Nie pojedziemy na ślub Rosy. Wewnętrzna przegrana, poniżenie, poczucie winy, rozpacz, gorycz itd., itp.
Pytam więc Połowica, co chciałby robić na wakacje, co zobaczyć – żeby my zrekompensować.
„Więcej Polski poproszę!”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zapas

17 kwi

Wygląda to tak: dostaję dobre wieści, cieszę się, zachowując lekki dystans i ograniczenia bezpośrednich mocodawców w pamięci. Potem nagle w prasie następuje objawienie. W prasie, bo taką mamy politykę firmy, że nikt nic nie wie, dowiadujemy się z prasy, a po paru dniach ukazuje się zdawkowa notatka prasowa na stronie wewnętrznej. Po objawieniu, zaczynam jeszcze raz przekalkulowywać (co za słowo…) – wypłata powinna dojść zanim TO COŚ (cokolwiek ogłaszali, zwykle groźbę upadku, co skutkuje zamknięciem drzwi zakładu pracy i korzyściami finansowymi co najwyżej w postaci zwrotu podatku za rok bieżący, czyli grosze, bo się łapiemy na minimalne opłaty z racji wspólnego rozliczania). Kalkuluję, ile mam na koncie, ile podatku dostanę i na ile starczy w obecnych warunkach. Plan B mam gotowy od paru lat i wiem, co natychmiast musiałabym zrobić: WYSPAĆ SIĘ. I biec do podatkowni po zwrot, do paru instytucji po obniżki, obciąć zbędne koszty i zacząć oszczędzać ogrzewanie (swetrów dostatek, ha-ha). Plan marny, ale jest. Potem obserwuję prasę przez pół dnia, czasem cały dzień, zbieram strzępki informacji dodaję własne doświadczenia, strzępki inteligencji i odszyfrowuję potencjalne scenariusze. Scenariusze obejmują sytuację w sektorze, stan gospodarki lokalnej i mocodawców, sytuację na rynkach papierów wartościowych, rynku pracy, aspekty polityczne i plotki paparazzich, które wbrew pozorom mogą w straszny sposób namieszać w KAŻDEJ dziedzinie. Pod koniec dnia staram się zapomnieć, że pracuję w sektorze o wysokim stopniu ryzyka; rano zbieram nowe informacje do momentu, kiedy się przekonam, że najbliższa wypłata dotrze na konto spokojnie. Jeśli dotrze najbliższa pensja, kolejnym pytaniem jest, czy bezpośredni mocodawcy podtrzymają deklaracje współpracy i czy pośredni mocodawcy nie zdołają ich przekonać do radykalnej (dla mnie na pewno radykalnej…) zmiany planów. To i tak nie jest zły scenariusz, bo osiągnęłam już staż, w którym przysługuje mi odchodne; nieduże, ale wielokrotnie przewyższające zwrot podatku, o który i tak mogę się w takiej sytuacji ubiegać. Po powrocie do domu zabawa w pichcenie w kuchni albo robótki na drutach, gdzie mam bezpośrednią kontrolę nad każdą czynnością, jakością strumieni wejścia i wyjścia oraz pełną moc decyzyjną, dobrowolnie dzieloną w przypadku kuchni z Połowicem (i tak pochłonie prawie wszystko, co przyrządzę, nawet jak nie wyjdzie, i jeszcze pochwali – jak w tym kawale o ulubionej zupie męża, której on nie znosił, a żona nienawidziła przyrządzać…) jest dla mnie wyrafinowanym relaksem lepszym od jogi. Na chwilę obecną fakty są takie, że ostrożnie wliczam w zapasy finansowe nawet przyszłą, majową, wypłatę! Kalkuluję, bo nie lubię biegać po cienkim lodzie. Lubię mieć zapas. Nie, nie że lubię. Potrzebuję mieć zapas, a jakoś się wszytsko przejada, bo wydawać też jakoś… lubię… Kalkuluję, bo się wolę bać na zapas.
Waniliowa kawa latte i bułeczka z kawałkami czekolady zdecydowanie napędziły moje szare komórki, w związku z czym spróbuję to spożytkować. Mianowicie, zgodnie ze starodawną mądrością o pracy: może usiądę i poczekam, aż mi przejdzie?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koordynacja

15 kwi

Zrobiłam dziś krokiety. (16 wyszło, ciągle za grube robię, w przepisie jest 20)
Krokiety były do tego barszczu wielkanocnego. Tego, co go chłopaki dziś skończyły przed południem. Bardzo im smakował. Krokiety również.
Cóż, uczty wielkanocnej Wyspiarskiej w stylu iście staropolskim nie przebiję, ale ta koordynacja w czasie i przestrzeni! Po to, by osiągnąć taką perfekcję organizacyjną trzeba mieć dyplom organizacji i zarządzania conajmniej. Z jednego dania zrobiłam dwa i to na blisko tydzień.

———————————

Przepis:
12 łyżek mąki (przesianej), 3 -4 jajca, szklanka mleka, szklanka wody i 4 łyżki oliwy, szczypta soli (i ew. łyżka cukru)  - wybełtać na gładziutką masę. Posmarować patelnię 1 łyżką oliwy na pierwszy naleśnik i smażyć. POwinno wyjść nawet 20, ale mnie wychodzi naście; za gęste ciasto, bo mleko leję na oko, zamiast do garnka :)
Im cieńsze, tym zgrabniej się składają; ale łatwiej o dziurę.
Może być olej zamiast oliwy. Ja i tak mam teflon od Połowica, ale podobno nie trzeba tłuszczu.
A krokiety się robi z tego wsadzając gotowe (NIE SUROWE) mięcho zmielone z przyprawami do środka – zagina się krawędzie, panieruje w jajcu (ew. z dodanym mlekiem) i bułce tartej, obsmaża i je.
Smacznego.
I tak wolę na słodko.
Albo można wcisnąć w środek masę z jarzyn utartych na tarce, ugotowanych i doprawionych wedle uznania, mniam mniam.

———————————

Wychodzi na to, że jestem kura domowa.
A skoro o zwierzętach mowa, to widziałam dziś wiewiórka, jak rano czekałam przez pół godziny na autobus, który przebiegał przez ulicę w bezpieczny sposób, tzn. poczekał, aż samochody przejadą. Wiewiór nie kot, swój rozum ma ;> Nie musi udowadniać, że jest szybszy. Dlatego kot jest więziony w domu. Wiewiórek wyglądał jak cień, szary był. A potem widziałam kaczkę na płocie. Nie, na serio! Płot był z kamienia – ścianka. A za tą ścianką są tereny zielone i rzeczka. Główna rzeczka Irlandii, taka wielkości Soły w okolicach BB może. Bardzo lubię kaczki, zwłaszcza w parach i w locie – wyglądają, jakby leciały tyłem do przodu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS