RSS
 

Archiwum - Luty, 2009

Wiedenski

28 lut

Skąd się wzięła nazwa sernik WIEDEŃSKI właściwie?
Połowic, obserwując proces powstawania powyższego, wysłuchał przypadkiem opowieści w wielkim skrócie o tym, że (nie jak, bo to był wielki skrót) Sobieski III Jan jako król polski pobił Turków pod Wiedniem, ale nie zajął jako Polska, tylko oddał w ręce właściciela. Po czym ogarnęłay mnie wątpliwości, cyz ja nie powinnam popędzić po książkę historia Polski i szybko doczytywać. Mam tu Historię Irlandii – utknęłam, ale chyba dojrzewam, by czytać dalej. Cóż, najciekawsze – wczesne średniowiecze zaczynałam zostawiać za sobą; potem ich zaczęli podbijać.
Nigdy nie polubiłam historii. Niestety, nauczyciel ma naprawdę OGROMNY wpływ na to, czy dziecko polubi jakiś przedmiot, czy się do niego zniechęci. XVII wiek we Francji wszak ukkochałam sobie i zakasowałam wiedzą nauczycielkę, za co obniżyła mi ocenę do 4+. Nie dostałam piątki (szóstek nie było wtedy jeszcze, a pała była pałą), bo kobieta nie wiedziała o jednym z rozejmów, o którym wspominałam na sprawdzianie. Machnęłam ręką. Dla mnei była pryzpadkiem straconym, którego nie warto już edukować, bo wiedziałam, że na prostą nie wyjdzie ;) Mało mnie interesowała jej opinia o mnie. Na szczęście znałam swoją wartość.
Jak wygląda porządny okrągły sernik z rodzynkami, a raczej jego 3/4, bo nie wytrzymaliśmy nerowo, chyba wszyscy wiedzą, więc zdjęcia nie będzie. Wyszedł IDEALNY.
Jestem z siebie dumna, choć właściwie niewiele w serniku się może nie udać – może się właściwie tylko niedopiec lub przypalić, nie?

Naszło mnie, że skoro niektóryz mogą być źli, bo przydarza im się w życiu coś, o czym marzą inni, to chyba mogę być odrobinkę zła na nich, że są źli? To właściwie nic przeciwko nikomu, właściwie wręcz nic osobistego, choć w tym momencie nikt już chyba nic nie rozumie z mojego wywodu! :)
Ale na razie będę sobie dumna z sernika :):):)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szkolenia. W dwóch odcinkach

26 lut

Odcinek 1.
Nagle, w środku szkolenia facet mi przekazał pałeczkę i głos, żebym mogła prowadzić szkolenie dalej, co zrobiłam bez mrugnięcia oka, płynnie i sprawnie. I nawet do pewnego momentu udało mi się udawać, że wiem, o czym mówię, po czym się rozjechałam, oblałam rumieńcem, poddałam i powiedziałam, że nie mam pojęcia, i że wrócimy do tego wkrótce. i ZNOWU wyszłam na blondinkę.

Odcinek 2 czyli kaszana po europejsku. Dwa dni później.
Pogrom.
Po pierwsze nie mogliśmy się połączyć z jedną z lokalizacji podczas videokonferencji. Jedno biuro ni huhu nie dało się połączyć – się rwało i rwało. Na marginesie – lepiej działało
połączenie z drugim końcem świata niż z sąsiadem zza kanału…
Po drugie się okazało, że facet poprosił o rozesłanie niewłaściwego zestawu materiałów.
Po trzecie zwaliło nam się łącze internetowe.
Po czwarte zwalił się program, który demonstrowałam.
Sprawdziliśmy wszystko.
Znów 1:0 dla Murphy’ego.
Nie, żebym znowu wyszła na blondinkę.
Dopiero po szkoleniu mnie oświeciło – za słabe łącze z tego pokoju, gdzie videokonferencję urządziliśmy. Za duże obciążenie. Bo to wszystko idzie przez internet.
Obraz do i z New York, New York. Z i do Munich. Do i z komputera. Wszyscy do wszystkich. No, to gdzie jeszcze mi się Lądek zmieści między wódką a zakąską w tym wszystkim w godzinach szczytu?…

A ten facet to mój obecny bezpośredni tak jakby kierownik poprzez przydzielenie mnie do projektu, w którym on jest managerme. Bo mój kierownik oficjalny w prostej linii to chwała Merlinowi jeszcze się ze mną kontaktuje, jak się na moje wakacje uprzejmie zgadza…
Na dodatek ten facet to naprawdę najlepszy egzemplarz w tej całej mojej drużynie. Oh, dear.
A wszystko działo się BEZ udziału Południowca. Chyba już wszyscy położyli na nim kreskę powoli, hura.

—————————–

Mała… Pąchy własnej roboty… Tak, a szwagier zawijał sreberka ;)
A super inteligentnych blondynek znam masę. Uprasza się trkatować mateforycznie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ostatki

25 lut

Znane również jako śledź w niektórych dzielnicach Polski.
Nie piliśmy wódki, śledzia nie lubimy, ale postanowiliśmy oddać cześć saksońskiej tradycji i urządzić Pancake Day – dzień placka. Te pancaki są trochę inne niż naleśniki, ale to akurat mnie mało interesuje. Połowic miał dość po dwóch, Szwagier po jednym. Stwierdzili, że są CIĘŻKIE    O_O
Zjadłam trzy tylko, bo słodyczy już miałam dość na ten dzień.
Ale CIĘŻKIE????
Może śmietanę mieli na myśli bitą. Moje były skromniutkie (w porównaniu z naleśnikami chłopaków), bo ja i śmietana bita to my tak sobie ze sobą. Za to czekolada na tej śmietanie, wióreczki kokosowe i szczypta cynamonu były jak najbardziej na miejscu, o proszę:

PANCAKE DAY

12 łyżek przesianej mąki, 3 do 4 jajc, łyżeczka cukru, szczypta soli, szklanka mleka (lub trochę więcej, chyba z 1 i pół wchodzi…), 4 łyżki oleju/oliwy. WYmieszać dokładnie, smażyć na patelni posmarowanej tłuszczem (1 łyżka oleju na całe ciasto powinna staczyć, bo się nie kleją!)

Co właściwie może się nie udać w naleśnikach prócz kształtu???

Ewciu, Ty zdrajco! Jak mogłaś zdjęcia nie zrobić! ;) A ja nie umiem chrustów. Właściwie to nie próbowałam. Pączki mi nie wychodzą, ale muszę spróbować w bardziej sprzyjających warunkach klimatycznych. Się zastanawiam, co Wy tu będziecie jeść, bo z Połowicem dietetycznie się odżywiamy, bezsolnie i niskotłuszczowo na ogół. Zobaczymy. Mogę Wam oddać kuchnię we władanie ;) Czasami.

Mae – a któż nie pytał, kto zabił Laurę Palmer, może poza mną, która rozpaczliwie krzyczała: Ratujmy Agenta Coopera!!!

Poza tym jak, kto, gdzie i kiedy i ZA CO wrabia mnie znów w szkolenia po tylu latach starannych uników….?

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciało

24 lut

Ha, to samo w Duplinie jest!
Ale byłam przekonana, że to plastiki.
Nie sprawdzę, nie poszliśmy.
Może właściwie niesłusznie.
Zastanawia mnie tylko jedno. Skoro w Polsce zaczyna się 21 lutego, a w Duplinie kończy 24 lutego tego samego roku, to mamy 3 dni, które mi nasuwają: ile tych ciał??? Nie tyle mnie napawa konsternacją sama wystawa, co właśnie jej masowy charakter.
Był nie tak znów dawno opisywany przypadek kobiety o bardzo owłosionym ciele i twarzy, która zdecydowanie odbiegała od tego, co uznajemy za normę; z całym szacunkiem, przypominała małpę z „Planety Małp”. Zachowały się jej zdjęcia – była szczęśliwą kochanką, matką, aktorką, oglądano ją z fascynacją. Zmarła wcześnie, a jej życzeniem było wyeksponowanie jej ciała po śmierci. Chciała być nadal w centrum uwagi. Podobno. Skoro tak… Jej spreparowane ciało odnaleziono w gablocie bodaj razem z jej synkiem. A działo się na przełomie wieków… (Mogłam trochę poprzeinaczać fakty, proszę wybaczyć, jeśli tak, ale sens został zachowany)

Natomiast przyszło mi do głowy coś innego: mniej mnie niepokoi myśl, że ktoś mógłby wyeksponować moje organy niż… nagość.
Ale też, na zepsute zęby Merlina – czy na tym etapie cokolwiek związanego z moją doczesnością będzie mnie obchodziło?…

O, literówka w głównej zajawce debaty… Ależ złośliwa jestem.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W punktach

21 lut

- Połowic spotyka Irlandczyka zbierającego datki na jakiś cel sportowy; legalnie, z listą itd. Irlandczyk podchodzi do pierwsze bramy po drugiej stronie ulicy. Połowic: „Nie zrozumieją. To Filipińczycy!” Irlandczyk idzie do kolejnej bramy. Połowic: „Nie zrozumieją. To Polacy!” Irlandczyk idzie do trzeciej bramy. Połowic: „Nie zrozumieją. To Niemcy!” Irlandczyk idzie do kolejnej. Połowic: „Nie zrozumieją. To Bośnianie!” Irlandczyk: „Czy mnei ktokolwiek rozumioe w tej pop***ej dzielnicy?!”
- jakiś szał na nowe blogi. Właściwie niekoniecznie to teraz i z
wyboru, ale jakoś tak nagle się dowiaduję :) I bierze mnie samą ochota.
- odliczanie do odejścia południowca trwa, ale się staram. Ostatnio nawiązaliśmy nawet DIALOG. O_O
- Zapomniałam, co jeszcze… Przepracowałam się ostatnio. W sensie mam naprawdę dość. A tam ludzie jeszcze w soboty przychodzą jak za starych czasów… Tymczasem we Francji mówi się o skróceniu piątkowego dnia pracy do godziny 12:00…
- Zmęczona jestem – wiosenne zmęczenie? ;)
- jutro Połowic jedzie golfować :( Fajnie będzie mieć chatę wolną, ale na razie wolałabym z Połowicem spędzić niedzielę.
- nie chce mi się do pracy :/
- Zapomniałam przez robotę o Tłustym Czwartku. Nadrabiała poprzez urządzenie Pączkowego Piątku – nie to samo, naturalnie. Ale pączki były pyszne. Te z białą polewą w ciemne prążki są z polskiego sklepu; reszta to irlandzkie. Różnią się, ale niezłe. Choć tęskni mi się za Blikle’em… Ale i one pewnie nie te same, co kiedyś. Jak wszystko ;) To nie głód jest najlepszym kucharzem, ale pamięć!
-Skończyliśmy oglądać Twin Peaks – pierwszą serię (pierwsze 8 odcinków). Kończy się ostatni odcinek. Połowic: „WHAT?! What a CRAP! What a piece of SHAIT! So I am NOT going to find out who killed Laura?!”
Tłumaczenie: „CO?! CO za dziadostwo! CO za kawła GUANA! Więc NIE DOWIEM SIĘ, kto zabiła Laurę Palmer?!”
Uświadomiłam mu, że zakrzyknął to samo, co swego czasu zgodnie zakrzyknęła cała Polska – i pewnie kilka innych krajów :) Pocieszyłam go, że jest druga seria nieopublikowana oraz że jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami CD-video z prequelem. Tylko że chyba nie da sie wyłączyć polskiego lektora…

Pączkowy Piątek Sklerotyczki

Coś się psuje Połowicowy aparat w komórce. Będzie co na prezent kupić…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Byle do Prima Aprilis oraz Dzień Kota

16 lut

Zgadza się. Żaden dowcip. Przenosi się 1 kwietnia. za 31 długich roboczych dni. Ha! za 30, bo jeden dzień to mój urlop! :D
Jemu się już chyba nie chce. Zniechęcił się i pewnie sam odlicza. Ale jeszcze mu, psiakrew, za coś płacą, nie?

Hasła na dziś:

Zima wasza, wiosna nasza, a lato Muminków.

Niezaprzeczalnie bardziej honorowo jest pozwolić godnie upaść, ale nie wolno niedoceniać satysfakcji kopania leżącego. (po angielsku brzmi lepiej)
Nie kop pana, bo się spocisz.

——

Jutro Międzynarodowy Dzień Kota, jak doniósł mi aniu46. Trzeba by zamówić jaki bukiet z kocimiętki ;) wołowinki w sosie nadal nie dowieziono. A łosoś z krewetkami jest be. Się ma charakterek, co?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobór filmów

15 lut

Wczoraj, na Walentynki zamiast do muzeum czy do kina poleźliśmy na poszukiwania sklepu z DVD, którego to Połowic szuka od bodaj roku i znaleźć nie mógł, bo się przenosili.
Namierzylismy, zostawiliśmy niemożebną ilość pieniędzy.
Wczoraj na dobry początek obejrzeliśmy „Wielkie żarcie”. Dzisiaj dla równowagi – „Głód” o strajku głodowym żołnierzy IRA w więzieniu w Belfaście. Teraz pilot „Twin Peaks” i rozkoszną perspektywę całej pierwszej serii. Na później zostają nam jeszcze „Pociągi pod specjalnym nadzorem”.
„Wielki Błękit” i „W mgnieniu oka” z Rutgerem Hauerem są na obu wyspach niedostępne na DVD – jedno można najwyżej sobie przywieźć z Francji, drugie z USA. O smutku.
Idę sobie dalej kichać – witaj wiosno, witaj alergio. Chyba że (daj, Merlinie Wielki) to tylko cebulka szatkowana w piątek do pasta vegetariana a la Koticzka. Bo jak pyłki, to przewalone do listopada.
Można by rzec: kicham na politykę.

——————————————
Małe uaktualnienie:
Połowic przepadł. Po Ally McBeal zachorował na Twin Peaks. No jakoś i to przewidziałąm. Prorok czy jak? ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Walenty

13 lut

Generalnie nie lubię. Zasadniczo nie obchodziłabym (niczego własciwie poza świętami typu Gwiazdka czy Wielkanoc…). Ale jestem w obcym kraju, kraju mojego Połowica, małżonka, było – nie było. Ale polubiłam własnie przed chwilą. Wspaniała wymówka, zeby kupić więcej książek – legalnie, w ramach prezentu.
A mówimy o naszym wspólnie ulubionym Paolo Coehlo. Sztuk trzy, czemu mam się ograniczać…
Dalej nie wiem, jak się go czyta.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

HipHip dla tytułowanych naukowo

12 lut

HipHipHipHip HURRRRRAAAAA!
Gratulacje Ewciu! Od Połowica i kota (Pangura) też!
A o czym doktorat?

Teraz czekamy na kolejną Panią, której zostało najcieższe i najdłuższe pół roku – bo ostatnie.

A tak na marginesie to interesujące, że czas moze się wlec i umykać jednocześnie. W związku z tym właśnie i ze zbabieniem (no bo faktycznie, zdziadzienie nie pasuje, jak słusznie zauważył Junior) nie stać mnei fizycznie i psychicznie na dalszą regularną edukację. Wystarczy, że w pracy dostaję w dupsko. Poza tym mam po godzinach 5-minutowe konwersacje po rosyjsku z jendą ze sprzątających pań :) Bardzo miła :)

Mała – Pangur płakał (miau! miau!), że mu w łapki zimno i chodził jak baletnica. Zabraliśmy hojraka do domu, bo się trząsł z zimna (ale dalej chciał się łajdaczyć, podał się na mnie).
Polacy nie dostaną premii – naiwnym nie dają; niestety. Za to jeden dzień więcej wakacji może zwiększyć produktywność ;) Uczę się, prawda? Wreszcie. Oby mi naprawdę w krew nie weszło, bo moi szefowie to nie Ajrisze.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Usiadłam na brzegu rzeki

09 lut

Zgodnie z powiedzeniem starym – i płynie.
Powiedzenie mówi (lapsus się zrobił):
„Usiądź na brzegu rzeki i zaczekaj, a trup twojego wroga sam przypłynie.”

Południowiec ma dość, pęka emocjonalnie. Zostały u niespełna dwa miesiące. Przybrał postawę pasywną, mruczy pod nosem i usiłuje się bronić i tłumaczyć, że nie jego wina, kiedy szukają odpowiedzialnego za wpadki projektowe.
Jesteśmy winni wszyscy, właściwie ja trochę też.
Nie mam w pracy czasu na pracę. Wyspecjalizowałam sie w gaszeniu pożarów. Dziś już kilka zostawiłam, niech płoną jak ognie świętego Wita na moczarach. Jestem pionkiem. Królową nie zostanę i łatwo mnie odstrzelić, ale zawsze mogę polec zasłaniając kogoś przed szachem. Tylko w imię czego?*)

Ale róbcie, co chcecie, ludzi, trenerem jeszcze raz nie będę – poszłam z tego na emeryturę.
Zarzekam się, a w środę mam ruszyć do akcji… Ups.

*) odpowiedź znajduje się w moim ulubionym filmie PSY na końcu: W imię zasad.

—————————–

Zaraz. Moment. Ktoś czyta ten mój blog???? Ale numer; jakieś komentarze spoza kręgu krewnych i znajomych zauważyłam! I ot, osłupiałam.
Poza tym dowiedziałam się szokującej rzeczy, że istnieje jakaś zasada wewnętrznej cenzury i politycznej poprawności na blogu. Może, ale nie na moim.
I że teraz dzieci się na informatyce o tym uczy; biedne dzieci, grozi im dojrzewanie w kratach przeciętności. Żenada. Pewnie uczą o tym koeldzy moich byłych studentów. Moi studenci na pewno nie. Starałam się im wpajać liberalizm i zamiłowanie do wolności.
Chociaż styl, daty i interpunkcja sugerują, że to jedna i ta sama osoba, ciekawe, czy dobrze zgaduję kto to :) NIEWAŻNE! ILE JA TERAZ MAM KOMCIÓW!!! HURA!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS