RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2009

Blisko ekstazy

30 sty

Bogaty w wydarzenia tydzień. Po pierwsze uruchomiła wreszcie cholerny ostatni projekt, który nie chciał działać. Dziś działa, interaktywny layout działa ślicznie. skończyłam i posłąłam parę zaległych dokumentów, będę się martwić, jak dostanę jekieś odpowiedzi :)
Południowiec potwierdza, że od 1 kwietnia zyka do innego zespołu. Nie ma poczucia humoru, więc to nie dowcip na Prima Aprilis :)
Ocena roczna – świetna; zaskoczyłam szefostwo postawą, dzięki postawie południowca, jupi aj ej. Wykazałam się pozytywnie też inicjatywami, wiedzą i takimi tam, ale owa postawa najbardziej mnie satysfakcjonuje. Jestem górą. Dostałam nowe zadania – podobają mi się, rozwijałyby mnei w pożądanym przeze mnei kierunku. Wieść gminna głosi, że nasz dział na jakieś dwa lata ma gwarantowane stanowiska pracy, a cięcia mają być bardzo ostre.
Prasa donosi, że z mojego banku zamierzają zrobić śmietnisko finansowe (albo bank zombi, jak kto woli tudzież bankowy agregat), co jest pozytywną wieścią, bo świadczy o tym, że są plany, by nas utrzymać w stanie comy przynajmniej. A coma znaczy, że potrzebni są ludzie do podtrzymania tej comy. Tylko że…
Żeby zrobić bank zombi, muszą nas odłoączyć od reszty grupy. Jak odłączą, tracę szefa. Akurat teraz, kiedy zaczyna się układać. No i nie do końca mam pojęcie, jak ta nowa struktura miałaby wyglądać, chociaż wierzę, że będziemy kontynuować pewne prace, to nie wiem, jak one mają wyglądać.
Paradoks – moje marzenie o powrocie do starej ekipy się może spełnić… na moją niekorzyść. Khem, starej… Ja tam chyba najstarsza jestem może poza dwoma osobami!

Pożyjemy, zobaczymy! Bylebyśmy zdrowi byli!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rewolucja w drodze?

27 sty


http://ft.onet.pl/10,20425,gdy_europa_zaczyna_pruc_sie_na_brzegach,artykul.html

Może się to wydać nie na miejscu, że autor siedzący w Londynie przewiduje kryzys strefy euro. Funt leci w dół a niektórzy porównują brytyjskie tarapaty do przykładu Islandii. Ale z tego, że Brytania ma kłopoty, nie wynika, że strefa euro poradzi sobie lepiej. Przeciwnie – zmierza ku głębokiej recesji z bezrobociem prognozowanym na ponad 10 proc. w roku 2010.
Jak mógłby wyglądać kryzys w strefie euro? Miałby trzy aspekty: finansowy, gospodarczy oraz polityczny. Część finansowa może nastąpić, kiedy kraje strefy euro o słabszych gospodarkach skonfrontują się z faktem, że rynki coraz niechętniej finansują ich deficyty budżetowe. To właśnie mają na myśli obserwatorzy, gdy biją na alarm z powodu „rozwarcia się spreadów”: inwestorzy żądają coraz wyższych odsetek by kupić włoski lub grecki dług (w porównaniu z ceną za dług bardziej zdyscyplinowanych fiskalnie Niemców).
Kryzys w realnej gospodarce objąłby wszystkie szkodliwe zjawiska – recesję, bezrobocie, upadłości. Ale istniałby też bezpośredni związek z problemem finansowym. Ponieważ rynki wymagałyby od Włoch, Grecji, Hiszpanii, Portugalii i być może Irlandii wyższych odsetek, kraje te zaczęłyby mieć coraz większe problemy z utrzymaniem swoich budżetów. Jak zauważa Simon Tilford: „Bycie w strefie euro chroni przed ryzykiem walutowym, ale ryzyko walutowe może zostać zastąpione przez ryzyko kredytowe”.
(…)Jeśli bycie w euro zmusi kraje Południa do głębokich cięć w budżetach w środku recesji – na żądanie rynków lub biurokratów z Brukseli – to może doprowadzić do nacjonalistycznego buntu. Brytyjscy eurosceptycy zakładają, że w takich warunkach Grecy nie wytrzymają i wyjdą ze strefy euro.

Ale rozumowanie to nie docenia, jak głębokie jest zaangażowanie na rzecz jedności na południowej flance UE. Włochy, Grecja, Hiszpania, Portugalia i Hiszpania należą do najgorliwszych członków Unii. W przeciwieństwie do wiecznie niezadowolonych Brytyjczyków, kojarzą Brukselę z dobrym zarządzaniem, a Unię z dobrobytem oraz, w niektórych przypadkach, wręcz z demokracją.

Ale mimo że UE jako taka nie stanie się celem politycznych ataków, to inne części systemu politycznego znajdą się pod silną presją. W ostatnich miesiącach doszło do wybuchów niezadowolenia społecznego w wielu krajach od Łotwy po Grecję. W miarę jak czasy staną się coraz cięższe, południowi Europejczycy mogą się w końcu zwrócić przeciw Brukseli. Ale jest równie możliwe, że skierują swoją furię na lokalnych polityków – zresztą o wiele łatwiej jest ich dopaść.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Literatura i list

25 sty

Dzięki komentarzowi aniu46 przypomniał mi się kawał.
Siedzą dwa robole, w karty nie grają, bo im się znudziło, nie piją, bo im się znudziło…
- Ty, a może by tak rewolucję jakąś zrobić?
- Tfu, cholera, wypluj to słowo! A jak znów wygramy?!

———————————

Do rzeczy:
Ja jednak jestem pogięta mocno.
Mogę znów zwalić na Obczycnę, ale to nie to.
Przeczytałam recenzję książki, napisaną w 2006 roku, gdzie się kobieta czepia Prachetta. A co mi to przeszkadza… No ale się czepia i jeszcze wymądrza, a racji nie ma. Się czepiła tłumaczenia. Bezpodstawnie. Się czepiła autora, że to nie tak, tamto nie tak…
no to napisałam… maila…. z wyjaśnieniami…
ALE CO MNIE TO, KURKA WODNA GOMBROWICZOWSKA, OBCHODZI!?
Jak mi brakuje pisania listów, to czemu się nei zabiorę za maile? Jakiś mam chyba uraz, jakąś fobię, czy cóś…

———————————

Ale napisałam:

Droga Pani,

Pani recenzja ksiażki „Carpe Jugulum” powstała
bardzo dawno – w 2006 roku; zastanawiam się czy jest szansa, by dotarła ona do
Pani.

Przyznaję się: Terry Pratchett jest zdecydowanie
moim ulubionym autorem. Jest nim za poczucie humory, za sarkazm i ironię, za
mistrzowstwo w rysowaniu charakterów i za powagę w dowcipie i dowcip w powadze. Kilka wirtuozerskich fragmentów porusza mnie
do tego stopnia, że gardło mi się zaciska, a łezka staje w oku, co jest zresztą
nieco krępujące, jako że lekturze oddaję się najczęściej w autobusie (niestety i
na szczęście, bo przynajmniej prawie codziennie).

Większość książek czytałam dwukrotnie; niektóre w
obu językach – nie tylko daje mi to ich głębsze zrozumienie, ale też podwójną
dozę rozrywki z racji dodatkowych wartości dodanych przez pana Cholewę.

Przyznaję, że miałam podobne wątpliwości co do
„Carpe Jugulum”, jak i Pani, ale udało mi się dojść do takich oto – wbrew
pozorom całkiem prostych odpowiedzi:

Zachowanie wampirów w końcu książki jest jak
najbardziej logiczne. Babcia Weatherwax używa swoich dwóch, a właściwie trzech
darów:

I) dar pożyczania – pożycza sobie ciała wampirów;
nie przejmie ich w takim stopniu, jak ciała gęsi, jest spychana na bok, być może
w podświadomość, ale ciągle wywiera wpływ na wampiry. Staje się ich częścią,
częścią ich osobowości i wierzeń.

II) dar głowologii – czyli psychologii. Podobnie
jak bodaj w „Maskaradzie” – zasieje ziarno zwątpienia, a potem zasadzi cały
gąszcz słabości – swoich…

III) …przesądów. Babcia święcie wierzy w czosnek,
święconą wodę i to, że za dnia wampiry powinny utracić moc. Utracą moc w obliczu
krzyża, wody święconej i po przekroczeniu bieżącej wody (rzeki). Nie stałoby się
to, gdyby nie to, że część umysłu Babci zespoiła się z umysłami wampirzymi. A że
rodzina hrabiego Magpyhre – w odróżnieniu od głowy rodziny – nie miała tak
silnego przekonania, jak on sam, o własnej odporności na tradycyjne remedia
antywampirze, w które za to święcie wierzyła Babcia Weatherwax.

Te trzy czynniki – dar pożyczania, głowologia i przesądy Babci zniszczyły wampiry niczym wirus niszczący obcych w „Dniu Niepodległości” (a nawaisem mówiąc, to było naprawdę bez sensu).

Autor nie wyśmiał wampirów – są niebezpieczne, Są piekielnie niebiezpiecznie (zupełnie jak w wierszyku o srokach Niani Ogg) – bo Babcia Weatherwax wymaga poważnego przeciwnika – przez sam szacunek autora do Babci. Ośmieszenie przeciwnika odbierze Babci jej powagę, osłabi szacunek dla niej. Na tej samej zasadzie na końcu większości książek Samuel Vimes jest pogłaskany i posłany do budy, w drodze do której dowiaduje się, że wszytskie decyzje są dawno podjęte daleko poza nim, i mimo że ocalił świat, jest jedynie szarym pionkiem w grze.

Niektóre wampiry chcą być normalne, zasymilować się z resztą świata; inne pozostają konserwatywne. Są takie jak Sally w straży, lady Margolotta w różowym sweterku i takie jak Magpyre’owie – żądne krwi i władzy.

Feniks – nie jest nie do zabicia. Nieśmiertelność osiąga poprzez wieczne odradzanie się z własnych popiołów. Jego cechą jest to, że zbudowany jest z ognia – ze światła, które wampiry zniszczy. Światło w dużym natężeniu niszczy także wampiry z Ankh-Morpork czy Uberwaldu (np. Otto – fotograf). Przypuszczalnie związane jest to z ilością luxów na cm kwadratowy lub czymś podobnym ;)

Terry Pratchett często bawi się interpretacjami zjawisk zaawansowanej fizyki czy matematyki. Moją ulubioną jest L-przestrzeń w Bibliotece Niewidzialnego Uniwersytetu, którą mało kto kojarzy z przestrzenią L-wymiarową, mimo że zamieszczony jest w książkach bezpośredni jej opis…
Feniks pojawia się już na początku książki – są przejawy jego obecności, starannie ukryte przez Autora (jakże dla niego charakterystyczne). Nie odebrałam go jako bardziej niespodziewanego niż rozwiązania w innych książkach serii Świata Dysku.

Klan Nac Mac Feegle pojawia się jako tzw. zajawka kolejnej powieści. Podobnie można znaleźć Nobby Nobsa w powieści „Hogswather” albo „Prawdę” i inne gazety, których powstanie w Ankh-Morpork opisano w tomie „Prawda”, a przecież nie muszą się tam pojawiać, nikt nie musi grać w grę thud – dyskowe warcaby z krasnoludami i trollami (por. „Thud!”). Innymi słowy, czytelnicy „Kapelusza pełnego nieba” dowiedzą się – aha, to ten klan, który osiadł w Lancre, kiedy wampiry najechały królestwo.

Kapłan omniański to krytyka katolicyzmu, którą można umieścić razem z wampirami i niezbędnymi nagle czarownicami w szerszym politycznym kontekście, niekoniecznie szukając konkretnych odniesień, bo Pratchett sięga daleko poza to. Być może odpowiedź znajduje się w „Pomniejszych bótwach”, które czekają w kolejce… Nie zmienia to faktu, a może wręcz dowodzi, że warto rozdzielić – podobnie jak w życiu, bóstwo od jego wyznawców i struktur, jakie tworzą.

Tłumaczenie i niejednoznaczność zdań – nie jest to nieudolność pana Cholewy, a jeśli nią jest, to zupełnie przypadkowo odzwierciedla sposób pisania książki. Tylko uważny czytelnik wyłapuje delikatne niuanse takie, jak przytoczony przez Panią Król Henryk, który de facto łapie swojego opiekuna… Tak, ten fragment również czytałam kilkakrotnie – w oryginale, nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Chodzi o zabawę z Czytelnikiem. Kolejny wyraz kokieterii pana Pratchetta, ot co.

Przytacza Pani „potknięcia pana Cholewy:
O kapeluszu lepiej nie wspominać, ale jeśli już trzeba o nim wspomnieć, to w terminach czegoś wielkiego, czerwonego i obwisłego
– tłumaczom zdarza się czasem przeoczyć „fałszywego przyjaciela”, ale redakcji wypadałoby poprawić „w terminach” na „w kategoriach”;

Nie widzę nic złego w użyciu słowa „termin”; nie jest to fałszywy przyjaciel – angielskie term można przetłumaczyć jako termin w sensie pojęcie. Popieram decyzję redakcji.

Agnes była przekonana, że najlepsze, kim można być, to kimś żyjącym bardzo daleko od Lancre, a przyzwoitym drugim wyborem to być sama we własnej głowie
– z polską składnią to zdanie ma niewiele wspólnego…

Tak, tutaj redakcja powinna była dodać ogonek w słowie „sama”: „być samą we własnej głowie”. Wtedy to złożone zdanie, również charakterystyczne dla Pratchetta i rzadkie w języku angielskim…

Moją ulubioną serią w Świecie Dysk jest Straż Ankh Morpork; chociaż Babcia
Weatherwax pierwsza podbiła moje serce.

W „Carpe Jugulum” jesteśmy bardzo daleko od centrum Dysku. W Lancre nie pojawia się nasz ulubiony Lord Vetinari, a o Samie Vimesie pewnie nikt nie słyszał. Jest to inna książka. Jest mhhrrroczna, gotycka, pełna przesądów i kultury ludowej, jak całe Lancre. Podobnie jak „Panowie i Damy” czy „Straż nocna”, niedawno przetłumaczona. Podobnie jak cała seria z Lancre.
O ile dziś możemy spisywać niektóre przemyślenia, zjawiska czy epizody w treści na karb choroby pana Pratchetta , to w moim odczuciu jego refleksyjność związana jest w najprostszy sposób z wiekiem i jego własnymi rozmyślaniami na temat przemijania. Pojawiają się one dużo wcześniej, niżbyśmy sami przypuszczali, co jest mało zrozumiałe dla ludzi młodych.

Przede wszystkim jednak wydaje mi się, że do całego Świata Dysku warto podejść z dewizą „dla każdego coś miłego”. Jedni będą tęsknić za niefortunnym Rincewindem, inni za czarownicami, za Śmiercią (Śmierciem???), a inni pozostaną w światłach wielkiego miasta. Gdziekowleik się nie wybierzemy, nie będziemy odizolowani. Nawet w najbardziej zacofanych zakątkach Świata Dysku, który zawzięcie broni się przed postępem, koniec końców wszędzie nastanie wreszcie Wiek Sardeli…

Pozdrawiam serdecznie

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wierszyki ludowe

25 sty

1. Siedzi sroczka na płocie
w czarno-białej kapocie.
Myśli Kubuś: Będą goście…
O, już dudni coś na moście!
A ja zapomniałem umyć szyję!
Chlust-chlust! – Kubuś się myje.
Wieczór się zbliża, Kubuś się złości:
Po co się myłem?! Nie było gości!

Skoro już o srokach mowa:
2. One for sorrow,
two for joy,
Three for a girl,
Four for a boy,
five for silver,
six for gold,
seven for the secret
never to be told.

3. Wiedźmia odmiana (o ile znajdę w sieci szybko, bo nie chce mi się biegać znowu na górę!)

One for sorrow

Two for mirth

Three for a funeral

Four for a birth

Five for heaven

Six for hell

Seven’s the Devil his own sel’.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Walkyrie

24 sty

Byliśmy, podbało nam się. Pod koniec głupia koticzka się bobecała i stwierdziła, że ma w dupie i nie musi być zawsze obiektywna i że oni najpierw najechali koticzkowy kraj, a teraz chcą rozpierniczyć przedsiębiorstwo, gdzie koticzka pracuje, w związku z czym to skończone dranie.
Połowic lojalnie przytaknął, przytulił i uprzejmie zignorował mocno dosadną formę koticzkowej wypowiedzi.
Poza tym GG nie chce zastartować. Akumulator czy co?

——————————

Ostatnio mnie rozbawili:
Aniu46 – Amerykański emeryt z butelką whiskey idzie na
ryby, francuski z butelką szampana idzie na dziewczynki, a polski z
butelką moczu spędza dzień w przychodni.
Aglais (aglais, wybacz, ja to MUSZĘ zacytować, łazi to ze mną wszędzie odkąd przeczytałam!) – Kaszana roku w skali świata – kaczka po brukselsku (na blogu Aglais jest dużo więcej podobnych!) :)

——————————

Mae – no myślę! Jutro jakiś mecz, to spokojnie będzie można pogadać…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Południowiec

24 sty

Ale dał plamę….. ;>
Wypuściłam faceta trochę, fakt. No ale jak mam poprowadzić szkolenie smarkając i kaszląc. Więc przewidziałam dla siebie dwa punkciki i już. Resztę prowadził Helmut (poprawnie, poważnie, odpowiedzialnie; zapunktował, chyba nie tylko u mnie). Resztę czyli właściwie on zaczął, potem miało być na zmianę blokami. Ale mieliśmy już poważne opóźnienie na wstępie, gdzie ja dałam plamę – technicznie nie przygotowałam połączenia z zagranicą, która miała się przysłuchiwać. No nic, nauczę się, mam drugą szansę…
Bo to było tak, że jak Południowiec przejął pałęczkę, to się tą pałeczką tak zabawiał, tak ją pieścił, tak się podniecał jej posiadaniem, że zaczął w stylu „no to może w takim razie ja…”, po czym się nieopatrznie rozkręcił i sypnął technicznymi szczegółami budowy cepa w sensie wytrzymałości uchwytu i parametrów mechanicznych uchwytu, gdzie słuchali go wprawdzie chwytający, ale zainteresowani cepowaniem i bynajmniej nie cepy, ale niekoniecznie też technicznie zapaleni.
Zaczęli wychodzić. A Południowiec rozkręcony opowiadał nie na temat. Kłócił się z użytkownikami, którzy usiłowali mu przekazać pewne informacje, ale on propagował własną wizję. Odpowiadał arogancko i wdał się w spór z Niemcem na środku. A ja patrzyłam i z pełną premedytacją nie zrobiłam niczego, by zapobiec katastrofie. Zasadniczo powinnam interweniować jako stary wyjadacz. Ale po co i… no… jak. Znowu będzie awantura.
Jak wyszły 2/3 uczestników, jedna z dziewczyn, temperamentna, jakby się w Zakopcu albo w Beskidach rodziła, wstała, oświadczyła, że przyszła posłuchać o ważnych sprawach, inna zaprostestowała, że właśnie, już tyle siedzimy i słuchamy, zakończyło się wyjściem temperamentnej (lubię ją, równa kobieta i mądra) z trzaśnięciem drzwiami. I tyle było treningu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności najbliższy termin, kiedy możemy dokończyć jest początek lutego – urlop Południowca. Zostaję ja i trzej Niemcy, w tym dwaj w Munich. I ten ważniejszy może wtedy przyjechać, hura, może się załapię ;>
Po tej katastrofie mieliśmy krótką dyskusję połączoną z seansem otwierania oczu i moim palnięciem – również z premedyatcją, o czynniku sukcesu w przekazaniu wiedzy uczestnikom takich spotkań. Czyli krótko – podejście – od ich strony. Nie od naszej. Że oczekują tej wiedzy, ale podajnej inaczej – normalnie. Oni widzą stronę internetową, a nie zielone literki spadające po czarnym tle, jak w Matrixie.
Ale jaja…
Jakby to ktokolwiek z moich znajomych widział…
Stan wiedzy o organizacji, psychologii, grupacjh społeczneych – jakieś minus pięć w skali jeden do dziesięć. Takiej naiwności i ciemnoty nie oczekiwałam. A wszystko naprawdę mogło pójść sprawnie, gdyby nie zaniedbać jednego czynnika: mamy do czynienia z GRUPĄ LUDZI ZŁOŻONĄ Z INNYCH GRUP LUDZI ZŁOŻONYCH Z JEDNOSTEK LUDZKICH. A to kryje oceany i nadprzestrzenie czynników, które mogą wszystko spierniczyć i takoż się stało. Przynajmniej prawa Murphy’ego znają. Niektórzy.
A Południowiec studia skończył, statystyką się zajmuje, ale jakoś nie skojarzył, że L-przestrzenie (poprawnie mówi się chyba przestrzenie L-wymiarowe) to z Banachem się wiążą. Banacha pewnie nie zna. A czytanie fantastyki uważa za stratę czasu.

A teraz mamy koniec uprawnienia i zaczyna się małżeństwo: Połowic przyniósł deskę do prasowania, bo mu obiecałam nanieść naklejki na koszulkę Liverpoolu (klubu piłkarskiego), bo mecz jest. W niedzielę wprawdzie i mogłabym się w głowę postukać, ale mu przyprasuję :) Ucieszy się. Dwie minuty roboty, deskę i tak sam odniesie. Albo i nie, może lepiej sobie już zostawię, bo muszę poprasowć i tak jutro bluzki na przyjazd mojego niemieckiego bosa (nie tego od treningu, jeszcze innego)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Połowic

23 sty

Ja zarabiam, Połowic się zajmuje domem. W stereotypowo męskim stylu – Z luźnym podejściem do porządku itp., ale się stara.
Się nie umawialiśmy. Tak wyszło. Przeszkadza mi odrobinkę, że ja lepiej gotuję ;>
Nie pozbędziemy się predyspozycji z racji płci, ale to nie one
determinują, kim jesteśmy. Jak to ktoś powiedział mądrze: „To nasze
wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze
zdolności”
Np. czy facetem, który się nie boi odkurzacza i nie okazuje
szowninistycznego wstrętu do pralki, czy też płytkim kretynem o zbyt
wąskim horyzontach, żeby się w nich zmieściło coś więcej niż jego
członek. W wersji damskiej to będzie ograniczona idiotka o wyprasowanym
mózgu, feministka kierowana zachwianą równowagą hormonalną czy kobieta
podążająca w ybranym kierunku z własnego wyboru. Mamy też pośrednie
typy.
Chcemy być partnerami z równym wkładem i udziałem. Czasem wychodzi
bardziej, czasem nie wychodzi. Ale czy nie najważniejsze jest to, żeby
końcem dnia położyć się, spojrzeć wstecz na kolejny miniony dzień i być
z niego, z siebie i z życia zadowolonym/-ną?
Mamy Połowica, który
nabył po drodze przekonań odnośnie roli kobiety i mężczyzny (nie
zapominajmy, że mówimy o Irlandii, dzie kobiety nabyły równe z
mężczyznami prawa dopiero po 1971 roku), po czym je zrewidował i udaje,
że się z nich wyzwolił. I Koticzkę, która z podobnych powodów oraz z
własnej i nieprzymuszonej woli jako kobieta wyzwolona w weekendy i
początki tygodnia nadrabia bycie kurą domową, a w przerwach oddaje się
ulubionym rozrywkom takim jak malowanie. Pionowych powierzchni
płaskich.

Ścian.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do trzech babka wróżyła

22 sty

Proszę usiąść.
Rząd niemiecki może się zgodzić na wydzielenie mojej organizacji z grupy, by pozwolić jej upaść.

Tłumaczenie: w dniu, kiedy nas wydzielą, to ja całuję klamkę budynku, w którym mieści się moje biurko, razem z blisko 300-ma moimi koleżankami i kolegami w Dublinie i ilomaś-tam na świecie. Teraz to ja nie wiem, ilu nas wszystkich jest, ale jak było 300, to nam jakoś szło. A po modernizacji, reorganizacji i wszystkich usprawnieniach… to ja poproszę prozac.
Byle do jutra, rano wypłata :) Idę sprawdzić, może to już?….

————————–

Nie ma jeszcze. Ale.

O EKSTAZO NADPŁACENIA! W amoku chorobowym spłaciłam swoje zadłużenie wakacyjne na karcie VISA najwyraźniej dwukrotnie, dzień po dniu, raz na bieżąco, raz w postaci odroczonego wyroku na konto. Jestem do przodu!!! Jej.

Żeby było śmieszniej, wcale nie zrobiłam sobie źle. A działanie podjęte odruchowo przyniosło mi wiele radości. Może ja jednak wiem, co robię, choć tylko podświadomie? Przypomniałam sobie też o cacanym oczekiwanym zwrocie podatku, bo jak mnie skrobnęli po bonusie na 50% rok temu, to ja wiedziałam, że nie ma co się na to rzucać od razu, tylko poczekać, bo się przyda. No i teraz mam jako jedyna w moim banku bonus! :D:D:D I to bez względu na stan banku, haha.

Muszę tylko wyłączyć logikę, bo jakąś mam niedoszlifowaną. Albo przeszlifowaną i luz jest i nie ma tarcia…. To ja się wyłączam i idę robić slajdy na jutro. W ramach wyrazu wdzięczności na wyrost za tę jutrzejszą tfutfutfu wypłatę.
Dodam jeszcze, że wczoraj nie miałam głosu; ja do pracy, a on poszedł na chorobowe. Zmusiłam się do picia syropu wyksztuśnego. Dawno nie miałam nic równie obrzydliwego w ustach, chyba kasuje ser kozi. Albo to owczy jest, taki cuchnący. No, po tym syropku poznalam, co to jest KASZEL. Podczas spotkania, naturalnie, żeby nikt nie miała wątpliwości, że ten mój dzień wolny w poniedziałek to jakiś kac czy coś… Chyba wiedzą już, że nie :P

A jakby aniu46 miał wątpliwości co do tematyki swojego bloga, to debata na serwisie www.blog.pl jest pod hasłem – wesołe jest życie staruszka i dotyczy życia na emeryturze, które to życie niedawno aniu46 tymże hasłem określił.
Poproszę jeszcze raz kawał o emerytach różnych nacji – może być w komciach ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Varia bez przesłania

20 sty

Bardzo zabawne, debata „Czy czujesz się bezpiecznie”, a my mamy „The Strangers” na ekranie. Ale sobie wybrałam film…
Nie ma za bardzo o czym pisać, skoro już wiadomo, że końcem kwietnia mamy dawno oczekiwane odwiedziny! Trzeba jeszce wymyśleć, jak rodziców ściągnąć ;> Mam drobne wątpliwości co do Mamy lotu samolotem… Może nie polubić Tato też miał objekcje… pomyślimy o czymś alternatywnym.
Chciałabym jeszcze jednych odwiedzin, też obiecanych  w marcu. A potem juz tylko planować, jak z tą Hiszpanią na ślub Rosy i jak do PL. I kiedy. A za co to wolę nie myśleć.
Do lekarza nie poszłam. W PL bym nie polazła, czemu mam to robić w Eire? I tak mi lepiej; został kaszel. Ja się kiedyś wygrzeję to mi przejdzie ;P

No nie, przy tym filmie się nie skupię. A jeszcze Połowic poszedł siusiu i zostawił mnei z widokiem na ciemny ogród z tyłu domu.
< snif, snif > i z kopcącym kominkiem…?

Zasadniczo to miły i nieco nudny dzień jak na razie. Poza tym jednak chyba nei będą nas chwilowo nacjonalizować, bo na to musiałby się zgodzić niemiecki parlament. Bundestag, tag?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak, skąd, kiedy, dlaczego?!

18 sty

 Musi przez sieć coś zarwałam, bo zaczęło się od niewinnego bólu gardła, a potem bylo tak około 38 w nocy. Auć.

Memo: zamykać drzwiczki do pralki przy praniu brudnych gatek ;)

Ciężko się pisze. Cholibka.
A propos komentarz – czasem nie ma co powiedzieć. Czasem tylko człowiek łebkiem przytaknie. A czasem człowiek chciałby coś powiedzieć, a raczej napisać, ale nie do końca wiadomo, co. I człowiek łazi z taką notką na myśli i się męczy. Gdyby to twarzą w twarz było, to by z jednego spojrzenia można wyczytać wszystko, co nienazwane, a w jednym uścisku wyraziłby więcej niż jakiekolwiek słowa mogą opisać.
A tak na odległość to dupa.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS