RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2008

Nieużywane zanika

31 gru

W języku gaelickim nie ma słowa wąż.

W Irlandii nie ma węży. Podobno wyprowadził je stamtąd święty Patryk, który żył między ósmym a dziesiątym wiekiem i był cudzoziemcem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Aniołek

31 gru

Podsumujmy:

Połowic dostał od Aniołka 20 par skarpetek.

Zużyliśmy w okresie świątecznym około 40 paczek chusteczek higienicznych.

Mnie Aniołek z Mikołajem przynieśli łącznie 8 motków włóczki. Sama dokupiłam sobie kolejnych dziewięć (na sweterek z kapturkiem dla Połowica).

Zostałam również szczęśliwą posiadaczką 3 tub balsamu do ciała: mojego ulubionego różanego, kokosowego i poziomklowego (kryptoreklama: Naturia truskawkowa ma zapach świeżych poziomek!!!)

Cztery bankomaty oświadczyły, że nie zamierzają obsługiwać mojej karty; w tym Bank Zachodni oraz Euronet (czy jakoś tak; we wrześniu nie mieli objekcji)*.

Nie liczę, ile wydaliśmy; jeszcze się zdążę zdenerwować.

Ale zakup jedynie 4 książek to czysty skandal.

A kurs Euro – no jakby Gwiazdka była czy co ;) Malowanie, pyszny!

*) Wielkie brawa dla WBK, który pyta, w jakiej walucie obciążyć konto, podaje przelicznik oraz kwotę w wybranej walucie, pyta, czy nam to odpowiada oraz drukuje to wszystko na życzenie. I to jest bezcenne.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Aspiryna

30 gru

Miało być w Stolycy z wytęsknionymi przyjaciółmi. Ale po tym jak trzy autobusy z rzędu nie pojechały i po rozmowie bardzo ciekawej z moją lokalną psiapsiółką – będzie tu. Będzie z Rodzicami. Ostre totalne przeziębienie z wodospadem z nosa, kaszlem, bólem głowy, gorączką.
Początkowo ogarnęła mnie rozpacz, że sie nie zobaczę z Merle i Johny’ym, ale cóż… nadrobimy. Kiedyś.
Ciągle czuję presję – kiedy zbliżają się powszechnie świętowane dni typu Andrzejki, Śledź, Sylwek, ogrnia mnie panika, że trzeba COŚ Z TYM ZROBIĆ.
IDIOTYCZNY NAŁÓG.
W tym roku z przypadku, z powodu załapanego choróbska spędzę Sylwestra blisko łóżka. Biorąc pod uwagę, że po półtorej pinty piwa zaczynam potężnie ziewać i zaczyna mi być zimno – czyli po prostu robię się wściekle śpiąca, to jest bardzo dobre miejsce. Zwłaszcza jeśli znów zacznie mnie brać gorączka. Miejmy nadzieję, że
nie, bo 2 wsiadamy i ruszamy w dwudniowy busowy rejs powrotny. Z rodzicami, z którymi widuję się tak rzadko, zbyt rzadko – dwa, może nawet trzy razy do roku.
Ale nagle zdałam sobie sprawę z tego, jak głupi jest ten pęd. Jakiekolwiek znacznie przypisywalibyśmy temu dniu, jest ono bardzo symboliczne. I nie będę na maskaradzie, nie będę w Wenecji ani w Rio. No i co? Bardzo romantyczny spacer brzegiem morza polskiego ze złotym zachodem słońca był z jednej strony bardzo miły, ale z drugiej – wtedy też zmarzłam. Albo Sylwek pod ruinami. Przepraszam – WE ruinach; WE SAMYCH ruinach (niegramatyczna forma zamierzona). Nie pamiętam tego dlatego, że to Sylwek. Tylko dlatego, że to było z przyjaciółmi i w ruinach. Jakby się to zdarzyło 3 lutego, wcale nie pamiętałabym tego mniej! Są pewne wydarzenia, które doskonale pamiętam, a nie wiem, co to była za okazja. I sa Sylwki, które niekoniecznie wspominam z rozmarzeniem, chociaż są częścią nieodłączną mojej przeszłości :) Bardzo sympatycznie  wspominam sobie niektóre momenty Świąt sam na sam ze sobą i z innymi… postaciami :) Wieczór beduiński z fają przydarzył się właściwie przed Sylwkiem (dwa lata temu chyba).

Będę tęsknić. Jestem zła, że nie dotarłam do empiku, lokalne księgarnie wyprzedały książki, których szukałam. Nie jestem pewna, jak zniesiemy tyle czasu razme w mieszanym towarzystwie – z Połowicem, któremu wszystkow będę musiała tłumaczyć. Z mamą, która może zacząć być złośliwa wobec taty i mnie. Albo się może awantura zrobić :( A może będzie miło i sielankowo :) Cokolwiek.
Ale w tym roku BĘDZIE inaczej: nie będę uciekać przed samą sobą.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Małe uzupełnienie

25 gru

Tylko Połowica szkoda.
Ma uczucia pomięszane totalnie, wręcz schizofrenicznie.
Z jednej strony jest tu dla niego pięknie, cudownie, czuje się bardziej akceptowany i mniej samotny niż w Eire, otoczony przez życzliwość i nią zabijany (ha! sic, po kądzieli tak z pokolenia na pokolenie). I to jest bardzo źle, bo to nie jest normalne :(
Z drugiej ogarnia go ogromne poczucie izolacji. Normalny syndrom imigranta, zwłaszcza nie znającego języka. I to jest bardzo normalne i chyba nieuniknione, nawet jeśli nauczy się języka :(

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Polska, Polska uber alles!

25 gru

Jak w tytule ;)
Jak widać nie do końca wychodzi mi NIEmyślenie o tym padole łez, jakim jest cholerna robota w Eire w szkopskiej instytucji, ale się staram.
Tymczasem na powysyłane SMSy i e-maile do psiapsiółków dostałam głównie dwa smsy z tak zwanego metra. W związku z tym, że mnie nie było trochę, a promocje szaleją, szaleją, szaleją, się śmieją, pomyślałam – zmieniły numer. Upewniłam się z trzecią psiapsiółką, która mi mo poważnych kłopotów dzowniła, smsowała i pogadała ze mną chwilkę – nie zmieniły numerów. Nie ma SMSa, nie ma e-maila… co się będę narzucać. Może mają za złe, że się dowiedziałam PO pogrzebie o tym smutnym wydarzeniu.
Dobrze (hm…), że się w ogóle dowiedziałam…
Kondolencji nie złożyłam. Przełamię się, zrobię to.
Poraził mnie natłok ciężkich wiadomości. Jak zawsze. Jak co roku.
Pewnie przez to czuję się coraz odleglejsza – ja sama samej sobie. I obca. Oswajając samą siebie dzień po dniu.
Symtpom zużycia czy narodzin?

A Polska taka piękna. Nawet dziurawe drogi. Białe ulice i błoto, świece pożarowe Mamy i stary pyr-pyrek Taty (produkcji niemieckiej, khem). Szopki, zamknięte sklepy i miasto pełne ludzi obfotografowujących odświętnie przystrojoną fontannę obok teatru, choinki większe od Duplińskiej i anioła stróża na skrzyżowaniu. Świecącego, nie mundurowego :) Jutro lub pojutrze pójdziemy po zmroku, bo o ile za dnia robi wrażenie, to po ciemnku jest oszałamiająco, a odkąd zaczęłam eksperymentować z długim naświetlaniem w naszej idiotenkamera cyfrowej, nocne zdjęcia mie się najbardziej podobają :) Gdybym jeszcze wykombinowała, jak tu się Tacie podpiąć niezależnie lap topem bez kabla i rozprowadnika sygnału ;)

Wesołych Świąt!

Musi Boże Narodzenie
Must Be Xmas...

Choinka Bankowa
Choinka Bankowa

Anioł Stróż…
Anioł Stróż...

…i Diaboł (dla równowagi)
...i Diaboł

Fontanna świateł (z obcymi ludziami, ale już mi zimno było  w paluszki)
Świetlista fontanna

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niedziela

21 gru

Polska. Po prostu. :) Z całym dobrodziejstwem inwentarza.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozwazania o duuzym powazaniu

17 gru

Wreszcie nadchodzi ten moment, Kiedy następuje lekkie przeciążenie i zaczynam mieć to wszystko gdzieś. Całe wszystko. Koncentruję się wreszcie na podróży i dpoięciu priorytetowych spraw – rodzinno-świątecznych. I to jest ten zdrowszy objaw, choć niekoniecznie ze zdrowej przyczyny.

Ostatnie dni były jakimś koszmarem totalnym psychologicznym z elementami socjo-dramatu, więc bardzo mnie cieszy stan ducha. Inni też już myślą o Świętach.

Odwaliłam kupę, naprawdę kupę durnej roboty i teraz musze ją domknąć, drukując parę dokumentow. To mój dobry dzień – skończył się proszek w drukarce i czekamy na wymianę, bo do tego jest specjalny człowiek i nie zamierzam pozbawiać go stanowiska pracy w wyniku mojego nadmiaru samodzielności. Poza tym mam luźne zadania, dwa dni robocze, w tym piątek, kiedy malo co się dzieje i wrednie będę nadużywać tego stanu, odliczając dni do pozbycia się kolegi dłubiącego w nosie. A czy doliczę do tego czasu, to się okaże…

Poza tym idę sobie na wideo-konferencję, o ile się dowiem GDZIE ona jest, na polecenie, NIE WYSTĘPUJĘ (JUPI-JUPI-JUPI-AJ-EJ!!!! Dzięki, się nawystępowałam w życiu aż mi się przejadło i zaczęłam mieć lęki przed publicznością; teraz został tylko zdrowy, normalny wstręt) – więc zabieram ze sobą notatniczek i piórko! (JUPI-JUPI-JUPI-AJ-EJ po raz drugi) – a może się czegoś mądrego i tak dowiem :) Radość jest tym większa, że cały wczorajszy wieczór walczyłam z żalami i kompleksami, że ongiś i że dziś, a w ogóle to jaka ja jestem biedna, nikt mnie nie chce, nikt mnie nie kocha. Posłanie na konferencję w postaci słuchacza nie jest przejawem niczego wielkiego w odniesieniu do mojej osoby. Dalej jestem zła lekko (ale mija mi jak Michnikowskiemu), że nie jestem na tyle godna zaufania, żeby mnie wypuścić między ludzi i pokazać publicznie, a nie daj Merlinie dać się odezwać do całokształtu. To się nazywa dwoistośc uczuć… Nie, nie wiem, jak się nazywa, pewnie „bycie pogiętym”, „bycie człowiekiem” lub coś w tym guście. Cóż, zaczynam w końcu budować moją pozycję od nowa po raz – który to? W tej samej instytucji – trzeci?… Jeśli uda mi się jeszcze nie słyszeć, jak południowiec podkrada mi zadania… to będzie całkiem przyjemnie – względnie oczywiście.

Cholibka. No nie mogli być bardziej zajęci?

Drukarka działa :/

—————————————
Updejt wieczorny.
Dzis jedna siostra z rodzina. Jutro druga siostra z rodzina.
W piatek rano wychodze do pracy i wracam 4 stycznia.
Irlandczykom gratulujemy pomyslowosci. Odwiedzaja nas raz w roku. Nie. Dwa razy. Pierwszy raz jest na Halloween, kiedy pedze na zbity leb do domu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czar Poludnia

09 gru

No i tak mu przycinałam, że nerwowo nie wytrzymał i napisał e-mail. To że napisła, to betka. Ale że go skopiował do wyższego szczebla, to jest bardzo źle. Cokolwiek nie odpowiem, a odpowiedziałam najlepiej jak umiałam – i tak jutro będę głową tłuc w biurko, że zrobiłam potworne głupstwo – to i tak jego słowo przeciwko mojemu :( Co znaczy moje słowo przeciwko jego? On jest pupilkiem (lap dog…) naszego szefa, zna się na statystyce, trochę na ekonometrii, a ja ledwie pamiętam, co to jest średnia ważona. Właściwie to tego już też nie pamiętam :( Pamiętałam jeszcze jakieś dwa trzy miesiące temu. Alzheimer?… A czemu nie…
Nie, to raczej stres i brak porządnego snu i odpoczynku, a przede wszystkim organ nieużywany zaniknął był we mgle.
Mniejsza o moje wątpliwe i mało przydatne najwyraźniej inne zalety, umiejętności, wiedzę, doświadczenie, co tam.
To, że zagroził, że się poskarży szefowi, że jestem ironiczna, napawa mnei nagłą i krótką wesołością. Krótką, bo ten debil, kawał skurczybyka i idioty w tym samym zdaniu, w tej samej części się skarży, że się poskarży, że mu nie posyłam maili dotyczących naszego projektu.
No jasne. Ja po prostu mam masowe ważne informacje. WSZYSCY JAK JEDEN MONŻ do mnie piszą o tym projekcie. A do niego nie.
UWAGA dla tych, co się nie połapali: WŁAŚNIE BYŁAM IRONICZNA.
I mi wytknął, że on mi przesyła wszystko. Nic mi nie przesyła, gówzik prawda. Czasem, może i większość, ale na pewno nie posyła wszystkiego, nawet nie oczekuję, bo po kiego grzyba. A że facet trzyma wszystkie pliki u siebie na dysku, to inna betka. A ja wszystko zamieszczam na dysku wspólnym. I w sumie tyle mam na swoją obronę. Że jestem nieważna w tej organizacji, że się czuję zbędna i że faktycznie nie chcę mu niczego posłać. Nie chcem, ale muszem, a profesjonalizm przede wszystkim. I zawsze tak było, że nawet kiedy jakieś prywatne emocje wchodziły w grę, starałam się za wszelką cenę być bezstronna. No pewnie, że się nie da czasem. I w dodatku faktycznie. Ostatnio posłałam bodaj dwa maile, w których go pominęłam. W jednym przypadku się będę zapierać, że nie wiedziałam, a w drugim… cóż. Sama potem go tłumaczyłam przed koleżanką. Sama osobiście poszłam i sama się przyznałam, że samowolnie maila posłałam. Żeby uniknąć większych kłopotów, a żeby na dobro firmy wyszło. Dla świętego spokoju. Ale poszło o inny e-mail i to o sprawę jak zawsze bagatelną i wręcz GUPIĄ. Ale brak profesjonalizmu to mi pierwszy raz chyba wytknęli.
A teraz siedzę i się gnębię.
A ci, co mnie znają zaraz będą głowami kiwać ze znaczącymi uśmieszkami, że Koticzka to zawsze temperamentna była. Otóż owszem. Ale nie poznaliby mnie już :( Sama nie wiem, skąd tyle cierpliwości we mnie, bo pokorą bym tego nie nazwała, choć samej mi trudno uwierzyć, na jakie traktowanie sama się zgadzam – nie ZŁE. Tylko z moją wiedzą i doświadczeniem to jest śmieszne. Pilnuję np. testów – oni je roią, koresponduję, a ja kopiuję odpowiednie kawałki, bo im się nie chce. Albo sprawdzam i potwierdzam listę użytkowników tego oprogramowania, którym się aktualnie bawię. Nie, przepraszam, to JEST wyczyn, bo nikt nie wie, kto teraz komu podlega za bardzo. Jaja są jak berety w tej kwestii. Niemniej polega to na wysłaniu maila i ewentualnym podaniu dalej piłeczki, która wraca z jednym zdaniem od jednego dupka, o którym nic nie słyszałam: Sugeruję przemyśleć listę odbiorców. I nic więcej. No i moja lista poszła z błędem.
Właściwie nie poszła, bo się nie dołączyła. Ale ja wiem, ze ją kopiowałam do tego maila, nie śniło mi się. Tylko że kopiowałam metodą przeciągnij i upuść, czyli myszką, a to się okazała bardzo zawodna metoda.
Ile spraw można spieprzyć w tak krótkim czasie, no ile…
W okresie tuż przed decyzjami o zwolnieniach. A ja tylko chciałam tam pracować i przeczekać aż on się przeniesie do tego innego działu, gdzie chciał iść. I nawet bez bonusa jeszcze bym chciała pracować – a on stracił cały zapał. Choć chyba mu kierownik obiecał coś, bo się ostatnio ożywił. I kij mu w oko, ale mógłby przynajmniej zrozumieć, że to nie zabawa w biwak i harcerzyków, do cholery…
Nie, no w życiu wiele ludzi mnei jak debila traktowało, słodką idiotkę, debilkę, ale tak spłycona i spłaszczona się jeszcze nie czułam. I w sumie z własnej winy, bo faktycznie przestałam wytrzymywać.
A było się zaciąć w sobie, może jakoś te trzy miesiące…

Kot uzależnił się od chrupków Whiskas. Chyba w nich nie ma waleriany, bo kot cipieje. Chce kopulować z łóżkiem. Ten sam kot, którego z wielkimi wyrzutami sumienia zabraliśmy do weterynarza parę miesięcy temu do pozbawienia go zapędów seksualnych.

A najgorsze, ze jutro też będzie dzień. Qwa jego kwa.

——————————–

Jak zakupilam półkilogramowe opakowanie daktyli irańskich w sklepie  Polskie Dobro bodaj rumuńskiego właściciela w centrum irlandzkiej stolycy obsługiwana przez Polkę, to ja wspieram właściwie jaki kapitał?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Irlandzkie przed-Gwiazdką między jednym Szwagrem a drugim

07 gru

A właściwie okresu przed.
Na nic nie ma czasu.
Rodzina, która przez cały rok ma nas w nosie i nie pamięta o naszym istnieniu, nagle urządza masowo spotkania i kolacjo-obiady, z któych nikt chyba nie czerpie przyjemności – oni co najwyżej mają poczucie spełnionego obowiązku, Połowic zgagę, ja mdłości od zbyt ciężkiej kuchni oraz poczucie zobowiązania i winy, bo my ich nie zaprosimy i nie zamierzmay zaprosić, bo nie ma kiedy – w weekendy jestem zbyt zmęczona. Ja pracuję ONE nie.

Prezenty – większość sobie życzy vouchery czyli bony. A jeszcze lepiej gotówkę ??!!??!! Co się stało z tradycyjnym wazonem zielonym przekazywanym zgodnie z odwieczną tradycją z rąk do rąk?!
Jest kilka spotkań biurowych – nawet jak się odwoła przyjęcie (Christmas Party, zmora), to i tak sie COŚ organizuje. Tylko wtedy organizują to wszyscy w sposób pozbawiony koordynacji i kończymy z kilkoma spotkaniami mniej lub bardziej oficjalnymi.

Jak co roku, zgodnie z Pierd&*^**ną irlandzką tradycją zaczynam trzepać portkami o pracę. Nawet jeśli będę przgygotowana na taką sytuację, to szukanie nowej postrzegam jako skrajny koszmar. A o obecnej sytuacji to już nawet nie wspomnę… Posłużę się emotikonkime z Gadu-Gadu: < ściana >
Jest niewątpliwa konkurencja w kwestii prezentów dla tych nielicznych osób, które nie dostaną bonów ani gotówki. Połowic naciska na organizowanie wyjazdów i zaczyna stawiać ee… te…. ultimata…? Emocjonalne ultimata, pierwsze odnośnie wyjazdów, drugie odnośnie podróżowania i spotkań, oraz zaczyna tracić kontrolę (której nigdy nie posiadał) nad ciasteczkami pochłanianymi w nieprawdopodobnych ilościach. Odaje swoje nowe, prawie nienoszone ubrania Szwagrowi, w związku z czym Szwagrowi nie ma co kupić. Bo wszystko ma.

Nie ma czasu na przygotowania, drzewko będę ubierać do drugiej nad ranem, tylko najpierw trzeba jakieś nabyć, zanim znów chłopaki zorganizują jakieś plastikowe pomiotło za 10 euro, które najlepiej owinąć w czarną folię i wynieść po kryjomu nocą na śmietnisko daleko od domu. Chłopaki pomogą. Znaczy Szwagier przyjdzie i powie, że ładne, a Połowic będzie pomagał fizycznie. Nie, ubierania drzewka nie oddam i będę ubierać do rana, bo to jest dla mnie namacalny dowód Świąt.

A poza tym Szwagier zapakował prezent od nas dla innego Szwagra, zrobił to brzydko, papier pomięty, tony taśmy klejącej i nie podoba mi się papier. A prezent jest od nas. Jak przepakuję, to się  zorientuje. Jak nie przepakuję, to mnie będzie wstyd. Poza tym preznt jest OD NAS, nie od niego i wyraźnie zaznaczałam, że sama zapakuję. I w końcu przepakuję, co urazi wszystkich, bo nie mogę na to patrzeć. I cierpi moja duma.
To nie koniec. Szwagier puszcza piosenki świateczne u siebie. Głośno, bez względu na to, co my oglądamy/robimy. No trudno mu z jednej strony uwagę zwrócić, zwłaszcza że Połowic ma poczucie winy, że Szwagier zostaje tu na Święta. Idąc w jednym dniu do jednej, w drugim do drugiej i pewnie na Sylwka też u którejś wyląduje. Więc niech już puszcza. Nawet tę jedną ulubioną, mój koszmar – Walking in the air…

Ale dlaczego musi śpiewać.

A kiedyś Gwiazdka była takim przyjemnym czasem…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dopiero teraz sie dowiedzialam :(

02 gru

()()()
[][][]

:(

< przytul >

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS