RSS
 

Archiwum - Listopad, 2008

Dziesiąta muza i majsterklepka

30 lis

Poszliśmy do kina wreszcie na film „Kisses” - świetny irlandzki. Irlandzkie kino jest bardzo dobre – ambitne, świeże, żywe. Niewiele oglądałam ichnich filmów, ale żadnym nei byłam rozczarowana. Naturalnie, nie mówię o mydlanych operach czyli tasiemcach. Dzisiejszy był o dzieciach (ok. 11-12 lat chyba, ale się przestałam znać; tak się ten świat pozmieniał teraz…) z rodzin patologicznych, które uciekły z domu - pokazany jeden dzień i noc. Jak pisłam Merle – potrzepało mną.
Cała współczesna Irlandia pokazana, lekko złagodzona moim zdaniem. Po takim filmie wracasz do domu, po drodze na przystanek przechodząc koło bezdomnego nie wiesz, co ze sobą zrobić, bo ogarnia cię gniew, rozpacz i desperacja… A kawałek dalej koło pubu stoi facet zgięty wpół, myślisz – rzyga czy naćpany? O on – pewnie oba – tylko że jest zgięty, bo ma przedziurawione udo… Prawdopodobnie nożem podczas bójki – a może za karę, że nie opchnął dość prochów, a może zaplątał się w cudzy rewir… Kto wie – będziesz dociekać? Obok glina ze słuchawką w ręku… Pewnie wzywa karetkę. Powinien.
Po filmie zastanawiałam się, czy tutejsza Garda, która generalnie z tego, co widać, służy jako ruchoma dekoracja, bo nawet ruchu nie regulują, ale rzynajmniej też nie tamują na ogół, reaguje chociaż na to, kiedy widzi, że coś jest nie tak z dzieckiem, czy w ogóle WIDZI, że coś się może w domu dzieje niedobrego, czy reagują, czy dociekają, czy poinformują kogokolwiek… Z moich znikomych i mało dociekliwych obserwacji wynika, że w tym kraju z jednej strony kocha się dzieci, a z drugiej totalnie beztrosko podchodzi do sytuacji marginalnych, ekstremalnych, przy czym margines jest bardzo szeroki… :( W każdym kraju niemal porządni ludzie zapewne stwierdzą, że kwestia przemocy w rodzinie czy moelstwoania i znęcania się nad dziećmi stanowi wielki problem. Jedne przypadek nawet to jest wielki problem. Niemniej wygląda na to, że w tym kraju to jest istotnie bardzo szeroki problem. A może ja mam takie szczególne zezowate szczęście słyszeć o wielu przypadkach? O pornografii dziecięcej na przykład? Tylko wskażcie mji, w jakim innym kraju schronić się może zagorzały pedofil z nakazami aresztowania w innych krajach, podczas gdy znany jest jego adres, a w gazetach jego morda szpeci pierwsze strony gazet z nagłówkiem „PEDOFIL” wielkości 15 centymetrów, żeby się nikt nie pomylił.
Nie mówię o Michaelu Jacksonie, któremu nie udowodniono winy. Nie znam nazwiska typa, ale mieszka. I nie jest jedyny. O ponad 300 dzieciach, które zniknęły bez śladu pisałam jakiś czas temu.
Inaczej, choć równie mocno zapadł mi w pamięć świetny obraz o muzyce i wyborach (życiowych, nie politycznych) ”Once”, który dostał Oskara – a kiedy ja marzyłam o legalnym wejściu w posiadanie ścieżki dźwiękowej, chyba mało kto o tym filmie słyszał. Sala była prwie pusta :) Polecam. Piękny, spokojny obraz. Z przesympatyczną Czeszką w roli głównej :) taki para-patriotyczny motyw.
„wiatr w zbożu” (hm… „The wind that shakes the barley”, a jęczmień to charakterystyczna roślinka dla krajobrazu… BYŁA). Nie pamiętam innych tytułów, ale dobre to kwałki były. Z nieco innej muzy – Cecylia Ahern (córka byłego premiera Irlandzkiego, tak przy okazji) i Mariah Keyes (mogłam pomylić pisownię, ale nie sprawdzam, bo mi się spieszy przypudrować nos’) to również irlandki. A żeby nam nie było żal, to z cukry był król, a w dzisiejszym filmie w czołowych napisach widniał jak byk bez jednego byka Waldemar Kalinowski. Chociaż mogę się mylić, to z pewnością brzmiało całkiem z polska. Była jeszcze jedna pani Polka, ale nie pamiętam nazwiska, bo nie przypominało mi kolegi z podstawówki, a pamięć moja do nazwisk przypomina epilog Bolka i Lolka na dobranoc (czyli ok. 5 sekund)

Poza tym jak nas nie było, Szwagier odkrył, że oprawka na żarówkę lampy w holu na dole jest zepsuta, gdy usiłował żarowke wymienić na zamówioną przez mnei uprzejmie żaroodporną, bo jak ja nie wyłączę tego światła, to następną osobą do wyłącznaia jest kot, a potem długo długo nic i sąsiadka z naprzeciwka. Następmnei Połowic próbował wymienić, ale go kopło i wywaliło korki. Na szczęście tylko się odpstryknęły i dało sie łatwo włączyć, bo co do złotych rączek, to mam tylko dwie i najwyżej pozłacane, nie licząc obrączki). A potem jeszcze podczas naszej nieobecności Szwagier wymieniał baterie w pilocie do TV z satelity.
Baterie trzeba wsadzić do 10 minut, bo jak, domniemuję, pilot się pewnie rozprogramowuje… Szeagier włożył szybko. Do góry nogami, by tak rzec, z którejkolwiek strony bateria ma nogi. I tak są dwie i jedna była do góry nogami, a miała być nogami w dół. Cóż, Szwagier na złość tego nie zrobił, bo dlaczegóżby miał działąć na swoją szkodę… Otóż Szwagier oświadczył nam po powrocie, że pilot nie działa. Noooo, teraz już nie działa, nawet kiedy baterie założyliśmy jak trzeba…

—————————————

Aktualizacja czyli update:
Naprawił się pilot. Przez wrodzoną skromność nie chcę powiedzieć, że ja naprawiłam, choć to możliwe, bo w rzeczy samej bawiłam się nim przez chwilę według instrukcji w necie, mimo że żadnych widocznych skutków to nie przynosiło (pewnie po Tacie tak mam)… Jednakowoż działa. Przede wszystkim jednak bardzo pomaga, jeśli baterie wsadzi się odpowiednim końcem do góry…

Dobrze, że my tu nie mamy zbyt wielu kandydatów do złotych rączek, bo kandydat to jedno, a złoto głupców to coś całkiem odmiennego. To ja porobię moją sukienkę na drutach (to mam raczej po Mamie).
Kawał o kozie to może nie dziś, bo jak tego nosa nie przypudruję za chwilę, to się skończy jakąś katastrofą ekologiczną lokalną!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pro publico et boss meus bono

26 lis

No dobrze, zapomniałam delinacji i o tej godzinie nie zamierzam się wgryzać, czy pro to był biernik, czy jednak dopełniacz, choć chyba biernik.

Ważniejsze jest to, że mój kierownik, który mnie oszołomił zmianą, która wydaje mi się nadal nie do końca zgodna z ogólnie przyjętymi zasadami przejrzystości działań firmy, zwłaszcza, że chodz o jej własnych pracowników… W każdym razie mój kierownik po prostu się sypnął w kalkulacji. To znaczy może minus albo kropkę postawił w złym miejscu. I o ile w bankowości jest to powalające, to jednak błąd de facto drobny, a nie gruba podpucha i zamach na połowę instytucji, jak nie na całą…
Jego mechanizmy, które wprowadził po cichu, co mnei tak oburzyło, są naprawdę zmianą dużo mniejszą, niż się wydawało.
Trochę mi wstyd.
Że bardziej ufałam jego (ich?) zdolnościom matematycznym niż intencjom.
Z drugiej strony nie do końca się pomyliłam; gdyby sprawa zostałą wprowadzona w normalnym trybie, nie utajnionym, nie byłoby afery; z góry można by podejrzewać pomyłkę.
Dwie pomyłki popełnił. A mogła być jedna i niewinna…

Tak, czytałam, Wyspiarzu, i u Ciebie. Martwi mnie najbardziej, że ten palant to po lokalnej politechnice. O wstydzie, o sromoto. Na Święta mu dokopię!

Jak powtarza niejaki aniu46 – jest takie stare żydowskie przysłowie: niech mu Bozia da zdrowie (w tym przypadku inną pracę lepiej dostosowaną do jego predyspozycji i ewentualnych asiracji – powodzenia) i trzyma jak najdalej ode mnie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Et ego, Brutte, contra te! (pro publico bono)

26 lis

Trochę mi przeszło. Hiszpan ma absolutny zakaz wstępu do tego domostwa.
Zresztą wypadki dnia przesłoniły ten incydent… chyba wczorajszy.
Otóż, zaspiskowalam przeciw obecnemu szefowi, który wprowadził do modeli ograniczenia typu jak nie wiadomo, ile wół ma KÓŁ, to się mu przypisze mniejsza siłę.
Ale że owe modele były akurat w fazie testów, to się wydało.
Muszę przyznać, że zszokowało mnie, że zrobił to z drugim helmutem, dla którego miałam uprzednio poważanie, że zrobili to nie poinformowawszy nikogo i omijając, jak się zdaje parę reguł i regulacji wewnętrznych.
Podszepnęlam, żeby się przyjrzeć jeszcze raz, co oni właściwie testują. A potem się okazało, że inne zwierzaki tez mają sprawdzaną ilość kończyn, kół i śrubek – tylko sie nikt nie połapał, bo wszystko grało i bucało. Czasem się komuś wynik końcowy nie zgodził, to sie okazało, że źle wprowadził dane. I nikt nie zwrócił uwagi… No bo jak…
Się nawet Hiszpan i zesłany do Eire helmut dziwili: jakże to?….
Po minie tego helmuta widziałam, że chyba nastąpił rozłam na Niemcy Zachodnie i Niemcy Jeszcze Bardziej Zachodnie i znów nie wiadomo tak do końca, które są dobre, a które złe.

To, że ten mój kierownik takie jajo zrobił, to betka.
Mnie poraziły trzy myśli:
1) Na co jeszcze go stać i do czego się posunie w praktyce
2) DLACZEGO nie informował o zmianach i dlaczego to wszystko sprawia wrażenie, że chcą to zamaskować, przypudrować i przepchnąć chyłkiem, o czym nie została poinformowana było nie było jego przełożona, która zasadniczo lubi być informowana o szczegółach i z która jakoś chyba nie wypalili nawet połowy fajki spokoju – ale to bardziej moja intuicja…
3) Ta pochwała… Jednak aż tak nieszczera?… „O, patrz, tam ptaszek leci!”?….

Wbić sobie do łba – tylko opanowanie i rozwaga mogą uratować sytuację.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zabić dzięcioła ( a może to był drozd?)

26 lis

Bez polskiej czcionki, tak wyszło.

Ja wiem, ze nie jestem latwa we wspolzyciu, ale cholera, faceta musze przekonywac przez pol godziny, ze istnieje technicznie mozliwosc wprowadzenia takich danych do modelu, ze w wyniku wyjdzie, ze bezwzglednie mysza jest silniejsza od wolu. I ze moze nalezaloby sie zabezpieczyc przed taka mozliwoscia.
- A on mowi, ze logicznie nie widzi do tego podstaw.
No wlasnie ja tez nie, ale teoretycznie przy wprowadzeniu pewnych danych i to zgodnie z prawda, moze wyjsc, ze mysza jest silniejsza od wolu.
- Ale jaki bylby sens wprowadzania takich danych i przyrownywania.
No coz, moglo sie zdarzyc, ze sie okolicznosci zmienily i moze sie okazac, ze w wyniku uaktualnienia informacji mysza jest silniejsza od wolu – zgodnei z tym, co wyrzuci tepy komp, anwet jesli Analityk jest inteligentny. Model mu tak powie i co on na to poradzi, bedzie patrzec z rozpacza i moze sie sprzeczac.
- To komisja (skladajaca sie z czlonkow zarzadu) poprawi.
No oczywiscie, mozna by zasugerowac komisji, zeby zwracala uwage na takie drobiazgi, ale nei sadze, zeby w praktyce ktos im powiedzial – czesc, chlopaki (i dziewczeta) – sprawdzajcie, czy mysza nie jest silniejsza od wolu i jakby co, to poprawcie.
- Poszedl pogadac z jednym z Analitykow, wraca i mowi, ze to sa rzadkie przypadki, ze sie nie zdarza, bo jaka bylaby logika. I tu nie ma takiej kalkulacji.
No jest kalkulacja – tu i tu, wprowadzalam te kalkulacje do innego oprogramowania i jest kalkulacja
- Uprzejmie sie zgodzil, ze moge wiedziec lepiej. I poszedl sprawdzac w plikach . Nie ma kalkulacji, bo on sprawdzil.
No to dawaj, tez otwieram plik – jest kalkulacja i moze wyjsc, ze mysza jest silniejsza od wolu. Zabezpieczmy sie przed tym. Tylko w ktorym miejscu.
Nie wiem, ile z nim dyskutowalam, zeby przekonac i wydobyc – bo on troszke mial wiecej informacji. Jutro opisze to szkopowi, niech potwierdzi mi na pismie, bo to zmiana modelu jest :/ No i nie wiem, czy to przed komisja nie powino stanac. Lepiej go nie bede pytac.
A ze za przyklad robila tez Katalonia, to jeszcze Katalonie trzeba bylo sprawdzic, czy rowna sile wolu.
Za wol robila Hiszpania.
Powiedzialam – no tak, jak juz w danych wejsciowych jest sprawdzona ta sila wolu, to przypuszczam, ze Katalonia tez.
- On na to ze Katalonia jest czescia Hiszpanii i ze jesli ktos bedzie twierdzil, ze nie, to on sie stanowczo sprzeciwi.
Zapytalam smiejac sie glosno a ktos twierdzi tutaj, ze nie?
Szczerze mowiac na chwile obecna mam w dupie Kataloni i Hispzanie, obchodzi mnei chwilowo trojkat Niemcy – Irlandia – Polska, z naciskiem an to ostatnie. A jak sie Kaszuby i Slazacy chca uniezaleznic narodowosciowo, to to tez mam w dupie, se bede jezdzic nad moze przez inne kraje UE.
AUTOBUSEM.
Mam dosc. Znowu mi serce wariuje.
NIECH GO KTOS UBIJE NA RANY BOSKIE, BO ON MNIE NERWOWO WYKANCZA. SAMA OBECNOSCIA NA SWIECIE.
A logicznie mysli niczym Weasley, tylko nie jest taki sympatyczny i bardziej smierdzi.
Ide zapytac, jak jestem upierdliwa w skali 1 do 10 liczac na wynik ponizej 15. Ale moge sie zdziwic.
Tak, ostatecznie uprzejmie przyznal, ze mozna na wszelki wypadek sie zabezpieczyc przed tym, ze mysza jest silneijsza od wolu.
Przysiegam, nei wiem, po co debila pytalam.
Nastepne konsultuje tylko z gora, nie z … MARGINESEM INTELEKTUALNYM.

Chciałam jeszcze raz podkreślić, że rozważaliśmy porównanie myszy z wołem w kategoriach BEZWZGLĘDNYCH, bo tak to najsilniejsze i tak jest mrówka i jakby im przyłożyła obu w mordę, to by się nawet ta mysza kopytami nakryła.

I niech on uważa, bo sa takie dni w życiu koticzki, że musi komuś dać w mordę – i oby to był weekend…

Post scriptum:
Slyszalam o takim profesorku, ktory odchodzil z jednej uczelni na naszą. Jak odchodzil, to na tej jego macierzystej zrobili przyjecie z szampanem. Bynajmniej nie z rozpaczy.
I kto by pomyslal, Ewuniu, że takie suk..rczybyki są dostępne powszechnie na całym globie i to w masowych ilościach…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Google w Google

23 lis

Pokazywałam Połowicowi fragment serialu IT Crowd, gdzie Jen tłumaczy Zarządowi, że nie wolno wpisywać ‚google’ do wyszukiwarki google, bo można zepsuć internet.
Połowic skwitował:
- Hm. Ja mogę.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Komcie

22 lis

Kocpecja komentarza zmutowała i teraz nie nazywają się one komentarze tylko komcie, a wyglądają tak:

Komentarz1:
1/10

Komentarz 2:
2/10
itd.

Chroniczny brak mózgu powinien być karalny.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przychodzi facet do biura…

20 lis

Zawsze i wszędzie na pierwszy rzut oka rozpoznać można radośnie głupawy wzrok audytora.

(Ewciu – odpowiedziałam w poprzedniej notce na komentarz! Jakbyś nie zauważyła.
Poza tym teraz dopiero sprawdzilam, jak to sie ladnie moj Tato i Ewa zsynchronizowali z malpami i cyrkiem oraz Mlynarskim :))

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Tylko powiedz, tylko powiedz, gdzie to jest…” (A. Osiecka)

17 lis

Jestem kretynką, bo najpierw sama sobie podkręciłam antywirusa, a potem się dziwiłam przez cały weekend, że mnie na blog nie wpuszcza. Inna sprawa, że lap top okazał się lekko zainfekowany, co mnei wprawiło w lekką panikę, bo na niego bardzo uważam, jako że używam w celach oficjalnych. Znaczy finansowych. Za dużo emocji z lap topem, co?
To jeszcze żeby było mało w poniedziałek poszłam do pracy. Zobaczenie pająka na oknie rano nic dobrego nie wróży, prawda?
No i najpierw oficjalne notki prasowe zobaczyłam naszej firmy, że czekają nas trudne decyzje – jakież piękne wyrażenie – potem, zaraz potem, poszły oficjalne maile dotyczące tych trudnych decyzji. I znowu się denerwuję. nie jest dobrze na rynku, a mnie się już nie chce w kuchni czy sklepie pracować :( W dodatku Gwiazdka idzie – i jak tu inwestować w wyjazd, jak nie wiadomo, co będzie…
Ale przede wszystkim jestem zła. Bo nie zasłużyłam na te wszystkie nerwy. Jestem solidnym i obowiązkowym pracownikiem, daję z siebie więcej niż 100%. Zawsze. A co, że całe pokolenia nie zasłużyły, łącznie z powstańcami warszawskimi? I to mnei ma pocieszyć? A jak  dlaczego? Skoro tak, to czy tym bardziej nie powinno się skoczyć takie karanie za żywota?
Nie chcę kokosów, nie chcę jakiejś zabójczej willi z basenem, nie chcę jeździć na Hawaje ani mieć najnowszego modelu – nie wiem czego, Ferrari się zmienia? Nie chcę, autobus mnei satysfakcjonuje.
Chcę móc związać koniec z końcem i uciułać na kąt. To zapewne więcej niż większość rodzin w mojej ojczyźnie. I najwyraźniej DUŻO więcej niż przeciętna irlandzka rodzina. Bo na nieruchomość w Irlandii to trzeba zarabiać podwójną irlandzką średnią, żeby to spłacać do końca życia. koło Dublina mały dom kosztuje pow. 400.000 euro. Nie wiem, jakie są ceny apartmanetów czyli mieszkań, ale są to piękne mieskzania i potrafią być droższe niż te domki.
A ja chcę domek, choćby malutki w Polsce, korzystając z różnic kursów. I nie mogę od 4 lat uciułać na kapitał początkowy i opłaty, bo co chwilę coś się dzieje. Siedzę na starej kanapie, w której zapadają się siedzenia i która śmierdzi naszym kotem, bo ją spryskał, jak jeszcze miał czym. Kanapę chłopaki dostały od jakiejś ciotki, która ją wyrzucała z okazji zakupu nowszej.

I mnie trafia.

A wiecie co? A w Polsce mnie bardziej było stać na jakiś kąt niż teraz.
I musze sobie chwilami w tej złości na to wszytsko przypominać, że w końcu nie przyjechałam do tego kraju w celach zarobkowych.

Irlandia mnie chyba nie lubi. Ze szczerą i głęboką wzajemnością.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wylew zalu

11 lis

To jest chore. To, co nam się dzieje jest CHORE.
Są miejsca pracy, gdzie człowiek pracuje i doznaje SATYSFAKCJI. Za wyniki i dobrze zrobioną pracę go CHWALĄ. LUBI swoich kolegów. Nie podkładają mu świni i są KOOPERATYWNI. Są miejsca, gdize człowiek się nie boi, że go wypier–lą na zbity ryj, gdzie się ufa swojemu przełożonemu, a on jest PARTNEREM, nie panem, władcą i właścicielem/nadzorcą niewolników. Gdzie stres nie jest chlebem powszednim. Gdzie człowiek WIE, czym się ma zajmować, czym nie, gdzie ma się solidny zakres obowiązków, na którym można polegać. I on wcale nie musi być spisany
Przechodzę chwilę załamania. I usiłuję podsłuchiwać po niemiecku, bo się boję, o czym mogą też mówić.
Są miejsca, gdzie się FAJNIE pracuje. On są. Nie są cudem, nie sa wytworem ludzkiej wyobraźni, GORZEJ, DUŻO GORZEJ: one nie są rzadkością ani ewenementem.
No to dlaczego mnie tam, kurdesz nad kurdeszami nie ma???!!!
Nie powinnam się umawiać z Sarą.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sobota i reklamy

08 lis

Spałam do 12:00. A mogłabym dłużej.
Potem jakoś tak byłam rozkojarzona totalnie aż do wieczora. Śpiąca jestem dalej. Mam nadzieję, ze Połowicowi się odechce jutro kina. Bo mnie się chce maszynę do szycia wyciągnąć właśnie jutro. No i trochę duża podróż jak na pierwsze wyjście po dwóch… Trzech tygodniach? Niby łazi już, ale jakoś tak.
Kupowałam soczewki on-line i teraz się boję, bo mi przy jakimś potwierdzaniu Visy kazało podać LIMIT. Może jeszcze PIN i rysopis. Podałam, kliknęłam, a potem zaczęłam się powtórnie zastanawiać. No niby wszystko znane, ale jakoś tak… Sklep internetowy przez GG, system płatności znznay, a mimo wszystko. Chyba więcej już nie będę kupować przez sieć. Jednak co towar pomacany, to pomacany, nie? Na dodatek nie ma średnicy. Możliwe, że wtopiłam, ale teraz się będę cieszyć, jak wtopiłam tylko cenę soczewek, a nie limit karty kredytowej… Faktem jest jedna, że za 12 soczewek płacę mniej niż za 6 w sklepie tutaj.
Zbuntowałam się dziś – oswiadczyłam, że ja też nie będę po sobie sprzątać. W związku z czym zaraz będzie obiado-kolacja, a talerz z lunchu ciągle na stole.
 I chyba pójdę wcześniej spać. Chcę robić trzy rzeczy naraz, ale się wykluczają – robić na drutach (przy czym robię dwie rzeczy), szyć na maszynie i pisać. To ostatnie wymaga dodatkowego czynnika, jakim jest inspracja i koncepcja, więc koniec końców poprzestałam na drutach – wymagają mniejszego wkładu energii ;> i można przerwać w dowolnym momencie.
Poza tym mogę też oglądać film – przy czynności dowolnie wybranej z powyższej. Dobrze, że są lap topy ;) Idę po dvd. I słuchawki :) Poza tym jak będę oglądać film, to nie będę oglądać reklam. Połowa to świąteczne, które mnie rozklejają, a druga połowa mnie pcha na zakupy.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS