RSS
 

Archiwum - Październik, 2008

Druty i magia

31 paź

Wczoraj siedzialam w nocy już praktycznie i gapiłam się w ekran komputera, zastanawiając się, jak zrobić sobie takie cosie na łapy, bo mi zimno. Tłumaczę Merle, o co mi chodzi. Ona podsyła link, by potwierdzić, co ja sobie próbuję na te łapska zrobić:

http://druciarnia.wordpress.com/2007/12/18/jacoby-mitenki/

A ja poprzedniego wieczora wpatrywałam się w to:

http://www.berroco.com/exclusives/jacoby/jacoby.html

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rzeznia nr 5

31 paź

Jestem wściekła na rzeźnika i rzucam mięsem. Jutro idę ich zaszlachtować. Za cene schabu sprzedano Szwagrowi dwa plastry ochłapu, z którego po okrojeniu kości i twardego tłuszczu zostało mniej niż 50% masy zakupionej. Mięso jest stare i zeschnięte (przynajmniej na wadze nie oszukali…), sos naturalny szary i mętny – a bez zasmażki, trąci jagnięciną i starością. A że nie był to pierwszy przypadek zrobienia Szwagra w konia, w dodatku w dużej mierze za moje pieniądze, uznałam, że pójdę wylać brudy, bo nie będzie mi irlandzki rzeźnik z Merlinowej łaski rzucać mi mięsem w twarz. Kości zostały rzucone – a raczej będą jutro – na ladę jako corpus delicti.

Nie mogę się doczekać. A zapewniam, że wkurzona Koticzka jest straszniejsza niż meksykańska masakra teksańską piłą łańcuchową.
Kto widział, ten wie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

PROTEST

30 paź

Tak?! TAK???!!! Godzina do tylu?! Chyba w plecy!!!!
I gdzie jest ta moja godzina?!
Jest PO POLNOCY, a ja jeszcze tyle chcialam zrobic!

Znow mnie ktos okradl z czasu.
I doskonale wiem KTO!

UGH!!!!!!!!!!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kosmici i koci zwirek

28 paź

Dowody na istnienie życia pozaziemskiego i wizyty kosmitów na Ziemi:
1) struktura kości i ścięgien w udzie indyka (gotowanym na wolnym ogniu)
2) Południowiec u mnie w pracy. Z tym, że wierzyłam, że prześcigają Ziemian inteligencją. Ale może to banicja.
On jednak nie zmieni pracy w kwietniu. Nie zdąży. Ubiję go.
3) Szwagier. Zarzeka się, że nie korzysta z łazienki. Ergo – ma odmienny metabolizm. Reszta faktów też jest przeciwko niemu. Znaczy ZA teorią.

Ponadto dziękuję serdecznie za porady lekarskie Wyspiarce. Z myciem szarym mydłem 3 razy dziennie… hm. Może być żółte? Żartuję :) Wiemy, co to szare mydło :) Proponuję nawet myć to razem z całą resztą ciała! :D

Zła i zmęczona jak zawsze, chociaż muszę przyznać, że się duuuużo lepiej wstaje godzinę później, a z racji moich nałogowych nadgodzin i tak nie widzę różnicy w niby późniejszej porze wracania.

——————————–
W ramach bycia obowiązkową żoną prawie idealną,choć naburmuszoną i pyskatą na chwilę obecną, zmieniałam koci żwirek. Żwirek był uprzejmy wylądować w wannie. Worek bowiem nie posiadał dna.
Wolałabym, by to był worek z moimi pieniędzmi w sensie wysypywania ich.
Żwirek usuwa się z wanny bardzo niefajnie, zwłaszcza jak wanna jest mokra, a żwirek dość higroskopijny, aczkolwiek w ograniczonym zakresie.
Do wymiany jest zmiotka i szczoteczka.
Jak się w końcu pisze (c)higroskopijny i (c)handra.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziubaski

22 paź

No ni huhu nie mialam pomysłu na tytuł.
A ja chciałam serdecznie podziękować Pocieszyciel/k/om. Chciałam wczoraj, ale kot się przebiegł po klawiaturze parę razy, a potem się na niej już całkiem rozsiadł, wyłączjąc przy tych czynnościach komputer i przestawiając klawiaturę na numeryczną. Mowa o lap topie – było śmiesznie, bo zapomniałam, jak się toto przełącza. Jak juz sobie przypomniałam, co właściwie prawdopodobnie kot zrobił. Ale że się między tym jego joggingiem a moim olśnieniem zrobiło późno, to już odpuściłam.
Ja naprawdę jestem tylko małą histeryczką, ale bliskie spotkanie trzeciego stopnia (czwartego?) z Ajrisz NHS, jak to wdzięcznie określiła Mała, napawa mnie przerażeniem niczym wizyta UFO w ogródku sąsiada. Albo i własnym.
ZERO zaufania.
Znaczy ja do nich zero zaufania. No, blisko zera.
W polskim się tak nie denerwowałam, ale to ja tam byłam jako obiekt i przedmiot. Podmiot. Oba, zależnie od stanu znieczulenia (nie narkozy, bo jej nie miałam).
Pewnie dlatego się boję latać – już dawno się domyśliłam. SIę nie tyle tego latania boję, co tego, że ktoś inny ma kontrolę, a ja nie mam jej kompletnie.

Poza tym niech mój Kierownik już sobie jedzie do swojego Monachium, rodzina tęskni, przyjaciele nie mają pewnie z kim na spóźniony October Fest pójść… A ja spokojnie dalej będę zostawać poo godzinach i gonić termin. Bo postępy są wolne chwilowo. Ale potem już szurnę szybko, jak się koncepcja ustabilizuje i zakorzeni. W podstawówce około 6tej klasy dostałam przezwisko Koncepcja Matematyczna. Nie funkcjonowało w postaci wołacza, ale było.

I jeszcze niech się Połowicowi już mocno zasklepi, bo by się go przydało mocniej przepłukać w  jakiejś wodzie z mydłem… ;>

A niech tam, najważniejsze, że znowu będziemy sobie razem leżeć (Mała; na kocu elektrycznym, naturalmente) :D:D:D 

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Irlandzki jezdziec Apokalipsy – sluzba zdrowia

21 paź

Kiedyś wspomniałam, że to jeden z nich. Dobrze. Wspaniała pielęgniarka na pierwszej zmianie. Zmierzły babsztyl na wieczornej. Pielęgniarka przypisana do pacjenta, kobieta z powołaniem. Wieczorna bez jakiegokolwiek powołania. Może na kata. Albo urzędnika skarbówki.
Zawsze się boję irlandzkich lekarzy i modlę, by trafić do obcego. Irlandzcy rzadko tłumaczą cokolwiek; obcy – rozmawia z pacjentem i odpowiada na pytania i wątpliwości. Nie mam zaufania do irlandzkiej wiedzy medycznej i do ich doświadczenia (ze świętą przerwą na lunch). Lekarze byli irlandzcy. No trudno. I tak właściwie widziałam jednego, który odezwał się do Połowica RAZ. Wow. No dobra, szpital publiczny, co będziemy wymagać. I tak konsylium na początku było, wyjaśniło, co robią i pytało Połowica, czy mu to odpowiada i czy na pewno po to go tu przysłali. I z której strony ma właściwie tę przepuklinę. Połowic na szczęście wiedział, więc nie musieli za dużo szukać.
A potem Się Połowic zaczął budzić. Co 5 do 10 minut ktoś wchodził i pytał o to i o owo. Połowic chciał się zdrzemnąć. Ale nie bardzo mu było dane. Potem przyszedł Szwagier na nasze własne życzenie – z ładowarką do umierającego telefonu, bo Połowic zdecydował, że za słaby i że woli zostać. Znaczy pokornie się zgodził. No cóż. Ścięło mnie, bo cały czas byłam przygotowana na jego powrót wieczorem i marudzenie przez resztę dnia – do późnej nocy itd. Ale nie na samotną noc :( No cóż. Szpital w końcu obfituje w lekarzy, więc przynajmniej nie będę się denerwować… aż tak… Po zmianie dziennej pielęgniarki z powołaniem przybyła zmierzła wieczorna, która WRESZCIE przyszła po tym, jak ja poprosiłam osobiście (o kaczkę zresztą), po czym Połowic dzwonił na nią dwukrotnie. Czyżby sprawdziła, w którym pokoju właściwie siedzimy?… I że on nie jest sam? Jakoś mi się to mało prawdopodobne wydaje, ale niech będzie. Tyle, że potem też z równym entuzjazmem się kwapiła do pomocy. No dobrze. Nie było niebezpieczeństwa, pewnie wiedziała. (Jasne. Jasnowidzka. Lepsza od lekarzy.)
Połowic miał odpocząć, pozostać pod nadzorem i wrócić rano.
Rano pani przyniosła kromkę „chleba” tostowego i dwa masełka i herbatkę. Połowic nie chciał. POpołudniu pani przyniosła dwa kawałki „chleba” tostowego i dżemik i dwa masełka. Pół godziny później pojawiła się inna pani z herbatą. Połowic nie dał rady, bo go mdliło.
Potem pod wieczór pojawiła się pani i oferowała… Uwaga: FRYTKI, FASOLKĘ W SOSIE POMIDOROWYM (JAKO SAŁATKĘ) ORAZ GRILLOWANE KIEŁBASKI. No bez jaj. POPOŁUDNIU??!! Typowe irlandzkie śniadanie oferują w godzinach popołudniowych? Pogięło ich?
Załamałam się.
W bufecie widziałam sałatkę, ryż, kurczaka chyba gotowanego itp. Ale Połowic nawet tych frytek nie chciał, więc musiał czuć się marnie. Połowic, który nie chce frytek, to nie jest normalny Połowic.
Szwagier przyszedł na wszelki wypadek z ładowarką, bo podejrzewaliśmu już, że Połowic raczej zostanie. Szwagier darł papę, zamiast dać się Połowicowi przespać – a pewnie doszedłby do siebie wystarczająco, żeby mnie męczyć w domu… Nie, genialny Szwagier ze swoim nieograniczonym współ-czuciem (nie mylić ze współczuciem) i wyczuciem momentu zabawial wszytskich rozmową i czuł się potrzebny, ważny i dorosły. W końcu faktycznie ma mało takich momentów. Miało być tak, że ja sobie siedzę cicho w kącie, o ile Połowic nie zażyczy sobie mojej aktywności. Miałam książeczkę, gazetkę i nic więcej nie potrzbowałam. Ale w pewnym momencie Połowic nie wytrzymał nerwowo. Zrozumiał chyba, że nie ma szansy, by Szwagier się zgodził wycofać, poza tym nie chciał, żebym sama wracała. W związku z czym miałam wątpliwą przyjemność wracać ze Szwagrem. Sama znalazłabym bus bezpośredni (jest jeden taki), ale wracaliśmy dwoma, przy czym Szwagier mało się orientował, że jesteśmy juz przy nabrzeżu rzeczki. Jak na osobę, która mieszka w tym kraju od tylu lat, ile trwa jego nie takie króciutkie (daj mu, Merlinie, jak najwięcej szczęśliwych lat) życie, to ja się doskonale orientuję w Centrum Duplina. A on chyba wcale. Wie, gdzie są dwa przystanki – do wsiadania i do wysiadania. A kierowców to wszystkich o wszystko pytał, na wszelki wypadek, nie? W końcu jest ZE MNĄ, to musi uważać, żeby się nie zgubił. GRRRRRR….
Pół nocy spędziliśmy przy słuchawce, bo Połowic miał naturalnie kolejne ataki paniki, dwa, po tym, jak się z nim pożegnałam – pożegnałam na jego własne życzenie. Była to paskudna noc. Obrzydliwa. Samotna i zimna, gorsza od tych całkiem samotnych, bo samotna nie powinna była być, nie miał być. I żałowałam, ze się dałam namówić, żeby wracać do domu. Zmierzła szczykawa miała wszystko w dupie.
Ale to za mną. Dzięki Merlinie, za internet i za przyjaciół, bo jak się trzymałam, to wieczorem nagle wymiękłam. Spadło na mnie nagle i niespodziewanie. Kot latał, zaglądał w okna, w końcu pełen wrednej satysfakcji ułożył mi się na brzuchu i spał. Tylko co jakiś czas pomrukiwał i przewracał się na drugi boczek. Wredne rude fałszywe bydlę. Przynajmniej mordki nie darł, bo ostatnio łazi i miauczy. I ni cholery nie wiadomo, czemu. Mam swoje teorie, ale ma być o Apokalipsie. Której właściwie nie było; ale nie uprzedzajmy wypadków.
Połowicowi nic nie było prócz mdłości i słabości (ba!)Ale jak chciał zostać, to został. Przenieśli go do innego pomieszczenia, z chłopakiem, który podczas ucieczki przed policją skakał z wysokości takiej, ze złamał obie kostki. Chłopak miał XBox i słuchał bardzo głośno muzyki; żeby mu nie było smutno, odwiedzali go jego znajomi z pogranicza marginesu. Z tego dalszego pogranicza. Klnący i hałasujący. Połowic nie jest super święty. Chociaż woli kląć po polsku, tak jak my po angielsku. Ale takich słów w ustach dziewczyny się – mówi – nie spodziewał. Reszta, która akurat nie była w pokoju, była pod oknem, gdzie klęła, krzyczała, paliła papierosy i rzygała. Przyjmowano też parę osób, które przedawkowały narkotyki. Tak upłynęła Połowicowi noc, przetykana atakami paniki, bólami, na które popołudniu miał dostać jakieś kroplówki, ale czekał na nie do wieczora dzięki uprzejmości zmierzłej szczykawy.
Rano o 7:04 dostałam SMSa, poszłam grzecznie do pracy, bo urlop miałam na jeden dzień, poza tym Połowic sobie zażyczył, że da se radę. No dobrze.
Lekarz miał przyjść o 10:00, ale gdzieś skręcił po drodze. Nikt z obsługi (masa pielęgniarek różnego stopnia i rodzaju) nie wiedział gdzie jest. Zjawił się niczym objawienie na Synaju po lunchu, zapewne blisko końca zmiany.
Połowic nawet nie wiedział, czy ma te swoje piguły na tarczycę brać i inne, czy nie. A bez tych piguł to on tak nie za bardzo funkcjonuje. Lekarzem nie jestem, ale no one chyba jednak SĄ potrzebne, nie? Ale co tam, lekarz ma ważniejsze sprawy niż zajmowanie się pacjentami!
Wreszcie mam Połowica z powrotem, Szwagier przywiózł :) Już wszystko OK. Jestem jasnowidzem chyba, bo wiedziałam, ze tak będzie aha-aha, ja wiedziałam, ze tak będzie! Połowic w trzy godziny od powrotu do domu ożył, rozruszał się, uspokoił i rozweselił. Wraca do normy i jego potworne zmęczenie minęło, choć ma nieprzespaną noc za sobą.
Wprawdzie Szwagier prawie nie oddał reszty za 20-eurową taksówkę z 40 euro, które mu zostawiłam… Ale PRAWIE robi wielką różnicę ;> Nie chcę być małostkowa, ale nie jestem jego siostrą, to raz, a dwa, poprzednich reszt też nie dostałam. I dzisiejszej jednej też nie. I jeszcze się podpiął pod ciasteczka i chrupki w czekoladzie Milka!
Cudowne ozdrowienie. Po prostu stres spłynął i dali mu spokój. Więc może nie jestem aż taka najgorsza zołza? ;)

Szwów Połowic nie będzie miał ściąganych. W drodze jasnowidztwa Irlandia jako kraj wstąpiła na ścieżkę cywilizacji i dysponuje nićmi rozpuszczalnymi. Tato sugerował, ze mam nie narzekać na irlandzki pocięty budżet, bo Połowicowi szwy zamienią jeszcze na gorsze i będzie. A ja podejrzewam, ze jak mi zaprezentują rachunek pomniejszony o dofinansowanie z ubezpieczenia, to ja będę na kolanach wszytskich urzędników prosiła, żeby ze mnie ten ciężar ubezpieczenia zdjęli… No dobrze, zobaczymy. Co mi tam. Połowica mam z powrotem! :D:D:D

Koc elektryczny jest podstawą. Zanim nastała jego era, bywały noce, że z zimna sie trzęsłam i zasnąć nie mogłam. A zeszłej nocy to już w ogóle bez tego koca sobie wyobrazić nie potrafię. A spałam w szlafroku frotte!

Tak naprawdę, to nie rozumiem, czemu tak to przeżywam, chyba dlatego, że mnie przez zaskoczenie wzięli. Z drugiej strony spokojna byłam, tylko jakoś tak bez Połowica było okropnie pusto… Jemu też beze mnie :P Bo my to już takie cholerne papużki nierozłączki jesteśmy.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smutno :(

20 paź

Połowic załatany, tylko że ta narkoza to mu nienajlepiej zrobiła. W związku ze wszystkim razem, w tym niewzięciem tabletek Połowic ostał się jednak na nockę :( Wysłał mnie do domu. I to jeszcze ze Szwagrem razem :( A ja jutro nie mam urlopu, a jak będzie wychodził, to w środku dnia :( A kierownik z Centrali przyjeżdża i powinnam być, również w związku z projektami, niedoczasem i dbałością o pracę w sensei jej posiadania… Albo dowiedzenia się, jaką przyszłość planują dla mnie…
Jestem taka zmęczona.

I nie umiem się pozbierać tak daleko od Połowica. Żałuję, że się dałam przekonać, żeby jechać do domu :( GUPI Kot. Lepiej by mi było tam na fotelu niż tu w tym pustym łóżku, nawet z kocem elektrycznym na full :(

A kot biega i szuka, przez okna wygląda :( Mam ochotę biegać z nim, tylko ja wiem, że nie mam po co…

No kurcze, no nie umiem się z Połowicem rozstawać na dłżej niż dzień roboczy. On też nienajlepiej to znosi. Tak, tak.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobranocki :)

18 paź

Dziwne, czemu mi wczesniej do głowy nie przyszło pogrzebać w
http://www.youtube.com/
.
Chciałam Połowicowi pokazać jedynie Hanię Banaszak naszą wspaniałą. A teraz mam w jednym oknie otwartego Bodo, w drugim Kabarecik, ale ja nie o tym, znowu dygresjonuję.
Otóż Połowic zna niejaką Mayę the Honeybee oraz – uwaga: TADAAAAM! – REKSIA!
O Rumcajsie, Barbapapie i paru innych już wcześniej wspominałam, ale Reksio! REKSIO!!!! NASZ, MÓJ REKSIO!!!

Z Bolkiem i Lolkiem nie miał przyjemności. A szkoda, bo są niemal jak Połowic i Szwagier, tylko się ‚symptyczność’ rozkłada mniej równomiernie.

Poza tym czuję się zdechła emocjonalnie i psychicznie. Wykończyły mnie chyba głównie te jazdy po krawędzi bankructwa… Ciągle jestem pod wrażeniem faktu, że wielka instytucja finansowa może faktycznie paść od braku płynności będąc nadal wypłacalną. W praktyce wszystko jest tak inne… Na szczęście pozostaje to nadal teorią. Niemniej, kto wie, co niesie przyszłość. Mam wrażenie, że życie uczy mnie drugiej mądrości po tej, żeby się nigdy nie zarzekać – że wszystko jest ulotne jak diabli…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Po godzinach

18 paź

Wyszłam z pracy przed 20:00. Tak zmęczona, że zapomniałam w sklepie 40 euro gotówką.
Jestem zła.
Jakie są szanse, że będą na mnie czekać jutro?
Sklep jest w centrum.
Tak bardzo chciałabym móc za to kogoś obarczyć winą.
Helmuta może?

To chyba tyle nt. uzupełniania tematu oszczędności…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie, nie będzie MNIEJ marudzenia. Absolutnie.

13 paź

A propos debaty: Czy się boję kryzysu? Nie.
Ja jestem posikana ze strachu.
Czy wycofuję oszczędności?
Co to są oszczędności? :P

Źle na mnei działa oglądaie Naszej Klasy. Wpadam w kompleksy, że nie mam dzieci, jeszcze jednego dyplomu, zdjęć z tysiąca podróży w egzotyczne miejsca i że nie wiem, gdzie jest Kapadaocja. Muszę sobie sprawdzić. Wygooglam sobie, bo mi się zapomniało. A może nigdy nie wiedziałam.
Mała jest szansa, że pojadę do Egiptu, bo dla mojego lubego to troszkę za gorące miejsce. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zobaczę panoramę z Magurki, bo mój luby może po płaskim godzinami, ale pod górkę mu w ogóle nie idzie. Znam go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, gdzie się nie da zaciągnąć.

Kaliope, Erato, Euterpe, Melpomena i Polihymnia siedzą i gryzą palce, w związku z czym są bierne, Talia chyba zawsze była lekko niedorozwinięta, niemniej stwierdzenie w Wikipedii, że miano dziesiątej muzy filmu i kina w starożytności  przypisywano Safonie, poetce, służy Talii niczym maseczka z pierwszej klasy jogurtu.

A na chwilę obecną mam takie słodkei marzenie, żeby mnie nie zredukowali tfutfutfu, żeby ktoś za mnei zapłacił rachunek telefoniczny (Ha.Ha.Ha. Dream on, babe) i żeby już przestawili czas na prawdziwy, bo na to, że się wyśpię w najbliższym czasie szanse są również znikome. A najbliższy weekend dopiero za 5 dni. No dobra, za 4.

Mogłabym jeszcze raz ewentualnie wyjść za mąż, za tego samego faceta zresztą, bo czuję niedosyt paradowania w pięknej sukni ślubnej w centrum uwagi. A szanse na bal kostiumowy czy jakikolwiek bal są mniej więcej takie jak na Magurkę. Wielkie imprezy w pracy się pokończyły i moje „następnym razem” jest równie aktualne jak kursy akcji Lehman Bros.

Czy JESTEM przez to gorsza? Absolutnie nie. Jestem dzielną kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję, wyglądam na dorosłą, ale dużo młodszą niż jestem.
Ale czy się CZUJĘ gorzej? Ano tak. Jakoś tak trochę się gorzej czuję. Nawet czuję się GORSZA.

A bo to wszytsko przez tego helmuta, o! Na kogoś musi być.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS