RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2008

Przebranzowienie i prosba o kontakt

26 kwi

No tak. Specjalizuje sie w lapsusach jezykowych najwyrazniej. Nie wiem, czy mnie to predysponuje w jakis szczegolny sposob do branzy zwiazanej z literatura, zwlaszcza ze wiele lapsusow jest niekontrolowanych.
Prosilam o kontakt nie w celu zbierania ofert < hahaha >, bron Merlinie; ale moze ktos z P.T. Czytelenikow umialby podpowiedziec cos o tym, jak sie pracuje, co sie robi, co mozna robic i czy wyksztalcenie techniczne dyskwalifikuje w wydawnictwie nie-technicznym. Na razie mam tylko metne pojecie, ze druga Bridget Jones nie zostane. Brak mi je brawurowego tupetu polaczonego z unikalnym i wyjatkowym niewinnym wdziekiem. (Brawa dla Autorki! – Stending Owejszyn)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzien Antykomunikacji

22 kwi

O poranku (koło południa) Połowic poinformował mnei o usterce komputera. Komputer nie jest uprzejmy startować. Świeci, ale nie działa. Mam najgorsze podejrzenia związane z dużą ilością wilgoci w powietrzu. Ale jak prasowałam, to działał bez zarzutu… Odpaliłam więc lap topa (burżujstwo, nie?). Nie zdążyłam z kablem, kiedy bateria siadała – a raczej ja zdążyłam, tylko się kabelek rozłączył. Po obudzeniu nie działał internet. Po restarcie internet na razie działa. Duży komputer trzeba umówić na wizytę na weekend. Może nie dysk, może da się odzyskać. Wprawdzie zarchiwizowane mam jakieś 90% zasobów, ale zawsze coś tam sie uroni, np. nie mam pewności do zdjęć; moje Ulubione itp. może pójdą się paść…
Po paskudnym i pełnym mroczno-zgryźliwo-gorzkich myśli dniu pracy, podczas którego namnożyły mi się tylko wątpliwości i pytania, zawaliłam proces komunikacyjny z Połowicem i na obiad dostałam kanapki i jestem na to zła. A teraz przegrywa jego Liverpool i będzie smutno i ponuro przez parę kolejnych dni, bo chłopaki mają totalnego świra na punkcie Liverpoolu i piłki nożnej ogólnie. u Połowica z tą pasją wygrają tylko wyścigi konne, które doprowadzają mnei do szewskiej pasji.
Zły dzień. Jeden dzień.

Czy mogłabym spędzić jutrzejszy dzień z głową pod kołdrą?
Bardzo proszę?

Czy są na sali pracownicy branży wydawniczej? Czy można prosić o kontakt na koticzka@blog.pl? Cel: potencjalne przebranżowienie.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czarne szpilki czyli rzecz o pozorach

21 kwi

Modne są szpilki. Im wyższe i bardziej ekstrawaganckie, tym modniejsze. A już hitem jest palec na wierzchu.
Ale nie rozumiem paru rzeczy – jeśli w biurze przebiera się buty, to ze sportowych, w których się przyszło do pracy, na eleganckie, które się za chwilę zrzuca pod biurkiem, bo stopa boli. OK; ODROBINA sensu w tym jest – w biurze się mniej chodzi i jest równo. Ale jak można nosić takie buty na gołą stopę (pełne, te z wycięciem, to rozumiem, że na gołą), jak je to nie obciera??? I jak one wytrzymują, kiedy u mnei na trwaniku przed domem jets szron, nosi się masowo wełniane czapki, szaliki i zimowe płaszcze, a bardziej inteligentna część mieszkańców Dublina (w druzgocącej większości importowana) nosi tzw. kozaki zimowe, ocieplane. Irlandki nie. W klapkach paradują. Nie jest im zimno? No, pewnie nie, bo po paru minutach robią się fioletowe i zapewne tracą czucie. Nie rozumiem też, kto im powiedział, że czarne czółenka na bosą nogę to elegancja? Tego nawet Julia Roberts w Pretty Woman nie nosiła. Zdarzyło się też jednej, że się tłumaczyła, że butów nie przebrała w pracy. Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo ja miałam ciężkie buciory zimowe na nogach. Zresztą w nich też się zimno robi pod biurkiem; mój sąsiad lubi temperatury polarne, a jest szefem. Ups.
Wieczorami tuptają tiptopami od jednego pubu do drugiego, bo przebrać butów nie ma jak i gdzie, żeby SIEDZIEĆ w szpilkach w pubie. Porozbierane, w fruwających przezroczystych, zbyt obcisły i wpijających się w tłuszcz bluzeczkach i sukieneczkach. Na zewnątrz jest – zaznaczam – około zera, w porywach do pięciu. Jakaś Polka swego czasu się wypowiadała jako znawca w polskojęzycznym dodatku do gazety, że na początku też się zastanawiała, ale potem sama spróbowała i stwierdziła, że po paru drinkach się zimna nie czuje. No oczywiście, ululanie się na sztywno JEST jakimś rozwiązaniem. Bo nikt mi nie powie, że te gęsie skórki i pokurczone członki, usiłujące zasłonić makismalną powierzcnię ciała eksponowanego na przenikliwe i wilgotne zimno, to nowy trend w modzie.
I one się relatywnie mało przeiębiają.
Krytycznie? Nie osądzać? Hm, a moje narażone na szwank poczucie estetyki? Przecież nie chodzi o to, żeby nosić namioty i zasłaniać się kompletnie, dokarmiając kompleksy, zresztą mężczyźni i tak statystycznie preferują pulchne kobiety (ponoć to odruch atawistyczny) (albo coś koło tego). Ale wrzynające się za ciasne ciuhy, sine sadło wylewające się z tychże za ciasnych, sine z braku dopływu krwi i z zimna – co w tym jest ładnego, na rany Merlina i Morgany?! Nic. Wygląda to groteskowo i żałośnie.
Przy okazji, najśliczniejsza dziewczyna, jaką widziałam miała na sobie bardzo ładnie dopasowaną czeerwoną sukienkę bez ramion i jakieś 15 kilo nadwagi w stosunku do tego, co określa się normą. Było to w Polsce i było około 30 stopni, a ja jej zazdrościłam, bo w czerwonym wyglądam okropnie, nie mieli mojego rozmiaru tej sukienki (na szczęście) i jestem za dużym tchórzem, by w takiej paradować (w gębie to sobie może mocna jestem… na blogu ;P). Wszystko było na miejscu, zwłaszcza jej niechude ciało, które NIE wylewało się z sukienki, bo sukienka miała właściwy rozmiar. Czyli nie była za mała. Jakaż ona była szczęśliwa, to emanowało z całej postaci. I ja jestem z nią razem szczęśliwa z tego jej szczęścia – nawet dziś a było to lat temu ponad dziesięć.
Jest też kwestia robienia makijażu w autobusie. PEŁNEGO makijażu, z nanoszeniem podkładu i maskowaniem pryszczy, plam i innych niedoskonałości skóry. Po co im ten makijaż, jak i tak mają te rozlatujące się, brudne i śmierdzące trampki???
I po co się malują, skoro i tak wszyscy widzą, że przed makijażem wyglądają inaczej (czasem lepiej…). A te upapruchane kosmetyki, chmury pudru, tłuste mazidła i kosmetyczka, do której strach po takim spektaklu wsunąć rękę. Z ciekawostek, bardziej krytycznie wypowiadają się na ten temat panowie niż panie.
W poprzednich notkach była mowa o gazach. Biologicznych. W sensie trawiennych efektów specjalnych. Rozumiem mieć katar. Pociągnąć tym nosem CZASAMI. Ale to jest normalne tutaj i powszechne – że nie używa się chusteczki, tylko – mocny wdech.
Lubię czasem być przesadnie ułożona; siedzieć z rąckami w ciup po to, by następnego dnia w dżinsach klapnąć na podłodze. Ale to smarkanie mnie drażni. Bo smarkają wszyscy, wypindrzone paniusie i krawaciarze, młodzież szkolna i marginalna, a także ta, co się tłumaczyła z nieprzebranych szpilek, ta sam, która przyczłapuje do biura w rozdeptanych walonkach (takie modne, hit, zwłaszcza jak się już ociepla…).
Dziś pociągnął również mój szef.
Czuję się skonsternowana ;>

Abstrahując od kataru, który potrafi pozbawić apetytu, a wracając do kwestii ubrań. Niech mnie okrzykną romantyczką, ale cóż jest jeszcze do poznania, do odkrycia, cóż interesującego w takiej kobiecie, w takiej, która wszystkie swe sekrety i słabości obnaża publicznie? Czy ulica i autobus nie są już miejscem publicznym? Moja własna kobiecość doznaje uszczerbku w moim odczuciu, bo kto uwierzy, że lekko frunę z gracją na wysokim obcasie (dobrze, nie noszę zbyt wysokich obcasów, ale MOGŁABYM), że mam nieskazitelną cerę (nienajgorszą w okresie mniejszego stresu) i własne promienne oko (nie wiem, które bardziej, lewe, czy prawe zezujące). A teoretycznie mogłabym mieć, ale jak facet sobie przypomni takiego farfocla, który wpadł do autobusu z naręczem kosmetyków w plecaku (w Eire nosi sie torbę, plecak i do tego reklamówkę…), z prysznicową przydymioną opaską frotte na czole na wilgotnych po prysznicu włosach, to ja normalnie mam szczęscie, ze Połowic autobusem za dużo nie jeździł, bo skojarzyłby i nawet ciemność pubu by mi nie pomogła! A pomalowana nie byłam, był chłodny październik, a ja miałam na sobie zbyt obszerny męski sweter z kaszmiru z ciucholandu i spodnie, dziś chyba już za ciasne i zamaszysty, namiotowaty śliwkowy płaszcz. Mam te ciuchy do dziś. Tylko buty tuż przed Sylwkiem wywaliłam, bo się schodziły i udało mi się dorwać nowe. Za to byłam jedną z nielicznych osób, które umiały się płynnie porozumieć z Połowicem w jego ojczystym języku. W tym świetle nie było innego wyjścia, musiałam się objawić aniołem; a anioły są piękne same w sobie. A Połowic opwiadał i kłamał, i kłamał, traciłby punkty, ale jakoś wiedziałam, że kłamie…
No to teraz ma :P

————————————–
Się poprzednia notka poprawiła, bo jak Się Połowic niepokoił, co ja o nim piszę, to mi parę akapitów się zgubiło. Ja tlyko chciałabym wiedzieć, skąd on to wiedział, ze znowu o nim? ;)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dialogi przyrodnicze, historyczne i sportowe (wszystkie dzisiejsze…)

19 kwi

Robię w kuchni lasagne, Połowic włączył program przyrodniczy o lampartach (żeby moc później przeforsować swój wrestling…). Pangur wskakuje na zlewozmywak i pcha się ostrożnie w stronę parapetu – musi przespacerować  się w tym celu po blacie.Połowic śpieszy na ratunek:
- Pangur, chodź zobacz tatusia w telewizji!

Właśnie przeczytałam o tym, że Irlandia oglosiła neutralność 2 września 1939 roku. Zaskoczył mnie ten fakt nieco (historię w LO zakończyliśmy na 1922 roku czy w okolicach, bo za długo nam zajmowało notowanie cytatów Władimira Ilicza…). Mówię do Połowica, żeby się odczepił, nie odzywał do mnei i mnie nie dotykał, bo Irlandia ogłosiła całkowitą neutralność dzień po tym, jak Polska została zaatakowana przez Niemcy. Połowic nie tracąc zimnej krwi:
- Jestem Francuzem. Je t’aime, mon cheri.

Połowic z czymś na pograniczu irytacji w głosie:
- Koti, czego ty tam szukasz?
Ja: Ja??? (patrzę nań zdumiona znad komputera; Połowic gapi się na kota wciskającego się w 5-centymetrową szparę między fotelem a podłogą)
Połowic (strzelając się w czoło) Znaczy… ten.. no, co to było za słowo… KITEK!
Tak się Połowic uczy polskiego.

Połowic: Liverpool ma nowego gracza! Zobacz na ich stronie, spodoba się Twojej przyjaciółce! Andre Vron. Nie ma takiego? To może Veron…
Ja (z bezczelnym i ostentacyjnym politowaniem): Andriey Voronin!
Połowic (uradowany): No właśnie, przecież mówię!
Tia, Dżersy Dudek…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miedzy nami jaskiniowcami i inne powiedzonka

18 kwi

Z poczty okolicznosciowej nt. irlandczykow i ich gierek para-dyplomatycznych:
Ja: Wiesz, to troche zabawne z drugiej strony obserwowac, jak slamazarnie i nieudolnie usiluja knuc :) Nie maja pojecia o podchodach biurowych np. o nasylaniu kontroli ZUSu i SANEPiDu czy US na innych ;> petaki :P:P:P
Ona: Faktycznie, nie bardzo wiedza, jak sie zachowac w biurze, ale trzeba pamietac, ze oni jeszcze 30 lat temu to boso po polach biegali. Teraz maja dopiero pierwsze i niedoswiadczone pokolenie urzednikow. Tak sobie mysle, ze gdyby zostawic ajriszow samych sobie – to mogli by szybko powrocic do dawnego stadium boso-blotnego . Wyobraz sobie, ze nagle wyjezdzaja z eire wszyscy emigranci i ci zeslani tam przez macierzyste komorki. Kurde – chaos to pikus przy tym co tam by sie dzialo
Ja: {rozmarzylam sie…}

Jakis czas temu sie owej Onej zalilam (jakis czas temu – wczoraj? dwa dni temu?), ze moje poczucie wlasnej wartosci zostalo sprowadzone do pozycji takiej, ze obstukuje sufit w poszukiwaniu dna.
Dzis padlam pod wrazeniem osiagniecia jednej z moich mlodziutkich polskich znajomych i pozalilam sie Onej, ze „Jestem pod wrazeniem. I sie zastanawiam, czy jest po obstukiwac ten sufit.”
Mialo byc jeszcze jedno powiedzonko, ale mi sie zapomnialo. Bedzie moze pozniej.

Kot sie dzis klocil z psem za plotem. Znaczy kot siedzial pod drzewem i syczal (w koncu to Slizgonski kot ;)), a pies darl morde za plotem.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sprostowanie albo przerwa na reklamy

17 kwi

Ten blog został zasponsorowany przez Traszkę; bo był problem, że te granice jeszcze wcale są w zjednoczonej niby Europie.
Ten blog został zasponsorowany – Traszka i tak znalazłaby tu swoje miejsce, bo to poniekąd moja Traszka od lat, podobnie jak Neta, podobnie jak Merle czy Maelen, choć każda z nich na inny sposób. Jeszcze inaczej mój jest Połowic, który też znajdzie tu miejsce.
Ale to nie jest blog sponsorujący. Jeśli ktoś chce zamieścić ogłoszenie, poreklamować swoją stronę z testami płodności, jurności, sexapeale’u, promować Viagrę, oprogramowanie czy filmy dla niekoniecznie dorosłej i tym bardziej niekoniecznie dojrzałej widowni o wysokim stopniu niespalanego temeramentu, zostanie wywalony bez skrupułów, miłosierdzia, apelacji i wahania.
CHYBA że jest to promocja przy okazji komentowania, to MOŻE. A jeśli ktoś komentuje, wypowiada się, rzuca temat i po protu zaznacza istnienie SWOJEJ OSOBY, a nie działalności bardziej lub mniej komercyjnej, nie swojej strony internetowej, blogowej, oceniającej i nie napraszając się o komcie (te wzbudzają we mnie szczególny dreszcz obrzydzenia), to przecież nie wywalę dlatego, ze zamieścil link.

Innymi słowy – nie przewiduję przerw na reklamy.

Ale przerwy na gawędziarstwo i dywagacje – czemużby nie :) To Koticzkowo, czyli targowisko RÓŻNOŚCI, a nie próżności.

Chyba że mojej własnej :D:D:D

———————————————-

Zawsze mówię, że podawanie na początku indeksu pojęć i definicji jest jak najbardziej na miejscu, jak w dobrym kontrakcie. Zdefiniowawszy, że będę wywalać te zwykle jednolinijkowe wtręty natrętne niczym Seksmisyjne „Weź pigułkę”, bo to blog do pogadania, nie do sprzedawania, chyba możemy przejść do porządku dzienno-nocnego :) A w szczególności – nie na temat też można, jak najbardziej. Ale są granice. Jak wspomniałam na początku.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O tym, jak kot Połowica na spacer prowadza (opowieść w obrazach)

16 kwi

Pangur z Połowicem 
Tak, tak, ściana czeka na domalowanie. Od zeszłego roku.

Kot wskoczył był na ścianę tuż przed zdjęciem zdjęcia. Nie zdążyłam.

Pangur z Połowicem 

Dzielny Pangur, mało podkopu nie robi, jak się czołga po ogrodzie. Nie widać go, taki płaski ;>

Pangur z Połowicem 

Kwiatki, kwiatki… Zdjęcie kiepskie, ale trawnik usiany niezapinajmajtkami jak niebo gwiazdamiw pogodną noc  w górach…

Niezapinajmajtki 

Zdjęcie kolejne – prawie takie samo, bez sensu. Ale one tak ślicznie niebieścieją, a pewnie mi je chłopaki wkrótce kosiarą wygolą :( Numer z kosiarą jest nie do wynegocjowania. Obsesja koszenia trwaników; fobia jakaś…

Niezapinajmajtki 

I Tulipani.

Tulipan z tulipanową 

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inteligencja i przestrzen zyciowa

16 kwi

W nawiązaniu do komentarzy z poprzedniej notki.
1) Usunęłam reklamę testów inteligencji, które zachęcały do podwyższenia średniej krajowej. Tym samym tę średnią krajową obniżyłam. I nie czuję się winna. To mnie niepokoi ;) Usunęłam również w ramach porządków podwójny komentarz Kruka. Kruku, wszak tyś nie papuga, to musiał być błąd gdzieś po drodze do serwera ;) Czy ja wspominałam, że dla lapsusa językowego zrobię prawie wszystko? Słabość mam do gier słownych… I wstręt do komentarzy nie na temat.
2) A propos inteligencji… Nie, a propos systemu trawiennego. Wczoraj mnei ten mailik podbudował na duchu, niemniej nie mogę się oprzeć drobnej analizie. My sobie tu chichamy i śmiechamy, a to faktycznie głęboka mądrosć życiowa. Pomyślcie – niezauważone przejdą wielkie emocje, dramaty życiowe i silne uniesienia – i te w górę, i te w dół… (tak, uniesienie w dół… postęp wsteczny) Za to za drobną (no, zależy u kogo) niestrawność, której, dajmy na to, nie uda nam się opanować, wszak nie zawsze z naszej własnej winy i woli, zostaniemy napiętnowani. Za coś nieznacznego, pomijając aspekty kulturowe. Problem żołądkowy, który nie ma znaczenia dla życia jako takiego, który nie zadecyduje o naszej przyszłości, de facto o niej decyduje – w sensie społecznym. Czy to nie jest jakiś totalny paradoks, nieporozumienie, że zwracamy uwagę na rzeczy bagatelne, a pomijamy i kryjemy głęboko to, co naprawdę się w życiu liczy?
To było pytanie retoryczne. Naturalnie.
To tak a propos tego, że może ja powinnam się grochówki nażreć przed pracą. Niech to wystarczy za cały komentarz obecnych stosunków międzypracowniczych w nowej strukturze organizacyjnej w moim zakładzie pracy.
Przy okazji prześwietlenie głowy (standardowe przy uciążliwych migrenach) pod szyldem szpitala publicznego kosztuje 350 euro, ale do tego trzeba mieć skierowanie od lekarza, które przesyła się do rzeczonego szpitala, który ewentualnie decyduje CZY i KIEDY. Za takie pieniądze to chyba taniej zaczyna wychodzić zdrowotna wycieczka do Polski.
Ja już dziękuję za tę Europę, czy ja mogę już do naszego rzekomo zacofanego kraju?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filozofia

16 kwi

Otrzymałam wczoraj pocztą:

Czasem, kiedy jesteś smutny, nikt nie widzi twojego strapienia….
Czasem, kiedy płaczesz, nikt nie widzi twoich łez…
Czasem, kiedy jesteś szczęśliwy, nikt nie widzi twojego uśmiechu…
Czasem, kiedy się śmiejesz, nikt nie widzi twojej radości
Ale weź tylko pierdnij…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bąbelki

13 kwi

Polowic usiłując się zrelaksować w kąpieli, zapytał mnie, czy mamy jakieś dodatki w postaci płynu do kąpieli, którego on mógłby użyć. Połowic ma bardzo suchą skórę od tarczycy, więc chętnie kupujemy np. nawilzające żele pod prysznic, a absolutnym przebojem byly płyny Nivea, po których można się w wannie zabić w poslizgu.
Poszukałam, dowaliłam troszkę do wody, patrzymy – nic; ani bąbelków, ani koloru, tylko pachnie ładnie. No cóż, musiało wystarczyć.
Przed chwilą, juz po kąpieli patrzę na ślady po kocie, jakie owo stworzenie było uprzejme zosatwić na przedramieniu Połowica.
Ramię Połowica lśni delikatnie. Niczym przysypane perłowym brokatem.
Musi magia miłości.

—————————————————
Uwaga, na tym blogu zaproszeń do komentowania nie wysyła się ;) Się oczekuje, że jak ktoś ma coś do dodania (krypotoreklama Dody całkowicie przypadkowa), to doda (j.w.).

Blog niniejszy jest blogiem otwartym. Wszelkie komentrze konstruktywne, krytykujące (krytyczne???) ;), dotyczące treści bloga są bardzo mile widziane. Usuwam jedynie reklamy nie na temat.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS