RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2008

Bez wazeliny

31 sty

Kiedys stwierdzilam, ze niby moglabym byc szczesliwa niejako niezaleznie od Polowica – no coz, moze chwilami. Szczesliwym i tak sie nie JEST tylko bywa.

Dzis po raz kolejny przkonalam sie, ze czasem brak poczucia szczescia u drugiej osoby moze spowodowac, ze caly swiat sie wali i traci sens.

JEBUT.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tesciki:

30 sty

Zeby nie bylo – tam sie mysli zyczenie i posyla potem do paru osob! ALe testy sa fajne, mnie sie podobal ten pierwszy
http://chinskawrozba.fm.interia.pl//wrozba.htm


http://atrapa.net/chains/dalaj.htm

A to na jutro:

http://www.paczekdlaciebie.pl/61440

Mniam!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kibel czyli KANAL

30 sty

Szwagier oswiadczyl, scierajac z deski toaletowej napis szminka, ze maja czyscic po sobie, ze on z ubikacji nie korzysta.
Przeciez nie wciskam mu kitu, ze korzysta z wanny, bo przeciez CZUC, ze nie!!!
Nie stac nas na wynajmowanie prywatnie – nawet jak Polowic pojdzie do pracy, bo MUSIMY kupic cos w PL – taka sytuacja, to nie jest zachcianka!

Czy jest na sali psychiatra i platny maniakalny morderca?

NO I CO JA MAM ZROBIC!!!!????

—————————————————————————
Dzisiejszy dzien to w ogole kijowy. Zle sie czulam – jakas goraczka mnie trawila i febra trzesla, ale po powrocie wszystko wrocilo w granice (gorne) normy. Cos, co mi wpadlo do oka dwa czy trzy dni temu daje teraz popalu. Nadaje sie do psychologa (od dluzszego czasu). Pozarlam sie z kolega z pracy, bo na koniec dnia, kiedy po raz trzeci przyszedl do mnei nie przyjmujac do wiadomosci, ze bylam mu uprzejma zrobic kalkulacje, ktorych on nie moze uzyc, ktore nie pasuja do reszty danych i ktore ODRADZALAM uzyc, ale wstawilam – i lepsze jest wrogiem dobrego, sama sobie zrobilam niedzwiedzia przysluge. Facet nie rozumieal, moglam mu tlumaczyc, pokazywac notatke, definicje tego, co usliowalam policzyc i formuly w Excelu. Nic. Tepota wrodzona. Gowniarz potraktowal mnie protekcjonalnie, ja stracilam panowanie, potem podszedl porozmawiac z moja kolezanka – wlasciwie chyba przelozona – i ewidentnie wykazla, ze nie zna struktury firmy, swoich zadan ani naszych zadan. I niezaleznie od rozwoju wypadkow bedzie musial wziac dupe w troki i sam sobie szukac danych. A Koleznka kazal mi isc do domu, bo nie umiala uwierzyc, ze JA stracilam panowanie. No, ja tez nie. Gowniarz dlugo na to pracowal.
W tzw. pokoju goscinnym (komorce na pranie z oknem) mamy silna kondensacje wilgoci i rzeczy mi zaczely plesniec w szafie. No kurde. no. Caly czas mowie – dom zrownac z ziemia i postawic nowy. Ta rudera do niczego innego sie nie nadaje.

Coz, dzisiejszy dzien raczej ni zalicza sie do udanych. Dobrze, ze juz ma sie ku koncowi, moze jutro bedzie lepiej.

A wszytsko przez burze na Jowiszu :P

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przez żołądek do serca

23 sty

Refluks wyglada mniej więcej tak: ostry ból w klatce piersiowej, czasem za mostkiem, czasem z jednej strony, czasem pod ostatnimi żebrami, to znow gdzie indziej. Albo czemu nie z lewej strony, tam nam się zdarza najczęściej. Czasem jest niczym kolka albo strzala, czasami następuje po nim palenie, czasem pali, czemu nie za mostkiem. Refluks to uderzenie treści żołądka albo kwasów żołądkowych w inne organy – przenikają przez błony i tkanki, powodują ucisk i podrażniają nerwy. Czasem towarzyszy temu rozpierające uczucie w korpusie – w brzuchu lub klatce piersiowej, innym razem jest to wrażenie ściśnięcia. Refluks bardzo łatwo można pomylić z innymi niebezpiecznymi dolegliwościami. Dopiero jakieś dziesięć, piętnaście, czasem dwadzieścia minut później pojawia się szereg dziwnych reakcji w postaci odbijania się, szczególnie z wyrzucaniem kwasów żółądkowych (u dzieci nazywa się to wdzięcznie ulewaniem) – to znaczy MOŻE się pojawić, ale wcale nie musi. Takie refluksy często zjawiają się po chorobach płuc albo towarzyszą problemom z układem trawiennym. Refluks może też spowodować zapalenia tych tkanek, w które się wdziera, np. płuc, chrząstek klatki piersiowej itp. Na dobrą sprawę refluks nie jest jakiś bardzo niebezpieczny.

O ile można z całą pewnością powiedzieć, że to refluks.

O ile się nie zacznie wpadać w panikę, że nie wiadomo, o co chodzi.

Zwłaszcza w nocy, kiedy wszystkie strachy mają wielkie oczy i można się jedynie pocieszać, że przynajmniej nie ma korków na ulicach.

A poza tym melduję, że nadal leje, i że w naszej wsi zakwitła różowa wisienka za rogiem.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trawa

22 sty

Kurczaki, nie chcę się chwalić, bo nie ma czym, w porównaniu z tym, jakie cuda niektórzy na blogach odstawiają, ale sami powiedzcie, jak fajnie na tej świeżej trawce, nie? :) I nie ma robali! ;)

I pachnie świeżym sianem z odległej łąki, nie ma wilgoci, jest rozkosznie ciepło i chyba zmierzcha, bo się Koticzce oczy świecą…
Z pobliskiej kwitnącej jabłonki opadają bezszelestnie białe płatki niczym śnieg, równie białe jak ośnieżony szczyt wulkanu kipiącego pomarańczowo-złotą lawą na horyzoncie. Na stole czeka wino i puchary dla wszystkich gości, kosze pelne owoców i łakoci, lśniące, nasycone barwami wszystkich stron świata skórki połyskują apetycznie w płomiennym blasku pochodni, a powietrze przesycone jest dziwnie znajomym zapachem, którego wspomnienie nieuchwytne kołacze się na krawędzi świadomości. Uszy oplata pajęczyna dźwięków gitary, odbijających się pogłosem i niepokojących serce, poruszanych dłonią nie miłosierną i demonicznie wprawną.
Słychać śmiechy i żarty, frywolne, swobodne, niewymuszone, ktoś ulega melodii i zaczyna tańczyć, a innym znów nie potrzeba słów, wystarczy dotyk dłoni, ciepło ramienia, a nawet czujne spojrzenie, czytające w zakamarkach duszy.

Nikt nie wypowiada tych słów na głos, ale wiszą w przestrzeni, niemal namacalne: Jesteś wolny. Jesteś wolna.

Za wszystkich dusz chorych i znękanych, za wszystkich znużonych walką i zmaganiami, dla samotnych, opuszczonych, za tych, którzy codziennie układają sobie życie we dwoje, za tych, którzy sądzą, że o nich zapomnieliśmy, za przyjaciół i za nas samych, za koniec najgorszego dnia roku i za moich dwóch wiernych pomocników, którzy wraz ze mną zastawili te stoły – wznieśmy toast.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Statystycznie najgorszy dzien w roku

21 sty

No nie mogę przegapić takiej okazji jak statystycznie najgorszy dzień w roku, który według badań przypada na przedostatni poniedziałek stycznia. Ze względu na nadchodzący termin zapłaty za prezenty i odległość wypłaty oraz zawalone już postanowienia noworoczne. Jako że Postanowień nie miałam, to mie to jedno odpadło. O dramatycznym bilansie wiem od dłuższego czasu (przesadzam, ale osiągnęlam chyba najniższy sytan konta od ponad roku), więc już się trochę pogryzłam. Gorzej, że ceny biletów idą w górę, a wypłata faktycznie nieprzyspieszalna. Czy ja prosiłam o wypłacenie mi poprzedniej z tygodniowym wyprzedzeniem? Nie.

Na razie jeszcze myślę, poza tym nie lubię zaczynać tygodnia od zakupów. To niczego dobrego nie wróży.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sukces dnia

16 sty

Przywróciłam belki zadań na pasku zadań. Nareszcie koniec z Alt+Tab i widzę, kto się odzywa na GG. A raczej CZY się odzywa, bo jakoś nie pamiętam, kiedy ostatnio rozmawiałam z więcej niż jedną osobą.
I jak dotąd nie ma skutków ubocznych

http://www.kellys-korner-xp.com/taskbarplus!.htm

Znowu się czuję wpłynięta na suchego przestwór oceanu, a raczje mokrego, wszak to Eire. Pewnie przez te kłopoty. Nie tęskniłam do lat szczenięcych ani studenckich. cchociaz wiele rzeczy wspominam z uśmiechem. Nie chciałam, by wóciły. Ale mogłam być wtedy bardziej lekkomyślna, a nie byłam. Teraz już nie mogę. Przepadło, trzeba poczekac do emerytury – a i to nie wiadomo :P

I dostałam maila z zadaniem specjalnym. Czuję się, jakbym kopała dziurę w ziemi… jak na tych filmach o mafii… Albo filmach gore, gdzie jakiś maniak lata z piłą.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Teatr mój widzę ogromny

15 sty

Nauczyłam się chyba uśmiechać sama twarzą.

Ale co tam, zobaczcie, co TU jest!:

http://nasza-klasa.pl/school/169816?target=%2Fschools

:D

Jakby TEGO było mało…

http://www.drewa.eu/slytherin

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W paru zdaniach

14 sty

Bardzo dziekuje tym nielicznym osobom, ktore czytaja moj blog – za wytrwalosc, zyczliwosc i te kilka komentarzy, ktore czasem zostawiacie – tak w sam raz (no dobra, czasem mogloby byc wiecej, ale nic na sile). To nie jest zbior reportarzy, a raczej list otwarty do Przyjaciol Polakow, jakby kto pytal, co sie dzieje, albo chcial kota obejrzec :) (Koticzke tez od czasu do czasu).

A w poprzedniej notce mialo byc tak: ten, kto powiedzial, ze w domu (w sensie budynku) to zawsze jest cos do zrobienia. W zwiazku z tym, ze nie zaliczylabym siebie do osob cierpiacych na nude, powinnam zdecydowanie wybrac mieszkanie; nie za duze, w budynku z pelna obsluga, gdzie wszystko robia za mnie.

No prosze, nawet jak probuje napisac JEDNO zdanie, to przegadam.

A teraz wszyscy P.T. Czytelnicy sa goraco proszeni o trzymanie kciukow za powodzenie, bo tyle rzeczy, ile sie naraz teraz moze porypac, to rzadko naraz sie zbiera.
Jakies trzy-cztery razy do roku.
Szczegolnie, jak mam kupowac bilety do PL.

Zdjecia jeszcze nie zrzucone.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dom

13 sty

(Prymitywne tło muzyczne:
http://www.pulsar.net.pl/bukowina/midi.htm
;
słowa i chwyty:

http://www.pulsar.net.pl/bukowina/spiewnik/sielanka.html
)
Kiedyś gdzieś wyczytałam, że w domu zawsze jest coś do zrobienia. No i chyba była to prawda. W naszym zawsze coś jest – sto tysięcy rzeczy pozaczynanych, jeszcze więcej planów. I jeszcze schody. W efekcie przyzwyczajenia do życia w mieszkaniu nie bardzo umiem się przyzwyczaić, że duża częśc moich rzeczy jest stacjonarnie na piętrze. Dla mnie to jest jakby była niemal u sąsiadów.
Dom to jest chyba dla kogoś, kto się nudzi. Ja się nudzę wyjątkowo rzadko.
I znów się miotam. Na szczęście mam sporo czasu, żeby zdecydować, czy właściwie nie wolę mieszkać w mieszkaniu, w bloku, gdzie słyszy się życie. Prawdę mówiąc to mi się bardzo podobało, kiedy mieszkałąm sama – wytłumione głosy innych ludzi świadczyły o tym, że nie jestem tak do końca sama. Ale może to była magia tamtej epoki, do której pewną częścią serca tęsknię (ale nie w sensie zamienić, tylko żeby było jednocześnie, tylko tak jakby się nie da). Magia Białego Mieszkania. Ono już nie istnieje. Zmieniło się za bardzo. Może dlatego, że własnoręcznie oczyściłam to miejsce ze wszystkiego – skrobiąc i polerując zapuszczoną podłogę, malując ściany i sufity, dlatego, że było puste i czyste jak niezapisany zeszyt, więc mogłam je wypełnić samą sobą, całą, nową i odrodzoną. Dziś wydaje mi się, że to było jak rytualna Wielka Ablucja. Aha! I wszędzie było bliziutko, na jednym poziomie, z wielkim balkonem i mnóstwem światła, było latwe do posprzątania i czyszczenia, i wreszcie nikt mi nie przeszkadzał, nie brudził ubikacji, nie paprał wanny i nie mieszał w kuchni. Tylko ja.
Tylko że ja chciałam wbrew pozorom ponarzekać, że cholerka, obudzili mnie rano, potem się pętałam, zeżarłam przygotowane dla mnie śniadanie, posiedziałam, pokazałam Szwagrowi zdjęcia (właściwie Połowic pokazał, ja służyłam wyjaśnieniami i komentarzem), ucięłam kilka badyli w ogródku i machnęłam dwa razy grabiami, żeby się pętało na jednej kupce, nie na dwóch, potem zdejmowaliśmy choinkę, szykowałam obiado-kolację i usiłowałam się dodzwonić w Ważnej Sprawie – znów się chyba sieci nie chciałaby dogadać, bo ja nie wierzę, żeby moja Koleżanka tak długo gadała… chociaż jak sie rozkręci, to potrafi :) Z drugiej strony… Sama nie wiem – jutro znów robię podejście. I mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku, tylko że jest późno, a tyle chciałam i powinnam była zrobić. A gdzie pranie i prasowanie? Czytanie książki chyba poczeka na autobus, drutów nawet nie dotknęłam. Podszewka płaszcza w totalnych strzępach, spodnie nie skrócone, a mnie się marzy pomalować ten kawałek ściany za ubikacją na terrakotę zmywalną… No i jest jeszcze półka do powieszenia w sypialni na ostatnim kawłaku wolnej ściany, bo kolekcja książek była uprzejma urosnąć w wyniku podrózy do Uojczyzny :) I już układam w eleganckie stery. Kotu dzięki temu coraz łatwiej wleźć na szafę, na której go nie chcę widzieć. O – i jeszcze mam wyczyścić rejestr w kompie i zrobić stronę ze zdjęciami. Mam na to niedzielę. I jak Babcię Weatherwax kocham, nie chę mieć na to za dużo czasu… Chcę zwlekać się z wyra i tłuc do roboty, wracać śpiąca, zmęczona wieczorami… Oczywiście w pewnym sensie, priorytety mam w miarę po kolei, np. wolałabym wygrać w totka – raz a porządnie, Albo nawet kilka razy. Może łatwiej będzie, jeśli zacznę grać.
Mogłabym sobie wtedy kupić wielki jednopoziomowy dom zbudowany wg zasad feng shui, z biblioteką, i szafę do sufitu, żeby kot na nią nie mógł wleźć. (nie chodzi o samo włażenie tylko o te miliony powciskanych tam dupereli).
Ha.Ha.Ha.

A wczoraj byliśmy na takim jakby przyjęciu z okazji zawarcia związku małżeńskiego. Bo tak – pohajtali się oni byli na Karaibach pare miesiecy temu. Przyjęcie było jak wesele, tylko skromniejsze, w hotelu. Się kupowało drinki, żarcie w końcu przynieśli. Było jakieś ciasto, na które się nie doczekaliśmy, ale mała strata, bo zwykle ich ciasta mają krem z czymś szorstkim, tak jakby niedorobiony i są na jedno kopyto. Irence czarnowłosej Robbie do dziś wypomina, że nam ciasto podebrała i twierdzi, że z premedytacją, bo taki było dobre i nie jestem go w stanie przekonać, że Irenka za takimi ciastami nie przepadała :) Tu się robi często tak – najpierw jest ślub, któremu czasem towarzyszą drinki i przekąski, potem wesele - tzw. recepcja. Panna młoda się przebiera trzy razy – na ślub w jednej sukni, potem się przebiera w inną gdzieś w połowie wesela, potem odjeżdżją razem z panem młodym – ona już w trzeciej sukni. Suknie są w nieco innym stylu niż u nas, bardziej wyglądają jak uszyte z porządnych zasłon, podobnie jak sukienki gości pełci damskiej. A potem się wraca z tych Karaibów, Kanarów, Maiorek itp. i urządza przyjęcie dla tych, których się nie zaprosiło na ślub albo nie mogli przyjechać. I jak tu się dziwić, że wskaźnik związków niezalegalizowanych rośnie… I obowiązkowo jest i orkiestra i DJ, pewnie też na obu – i na weselach, i na tych przyjęciach po. U nas był. Najpierw dwóch (w porywach trzech) facetów, świetnią muzykę grali, trochę roka, popu, folku – wszystkiego po trosze. Potem przyszedł DJ, puścił dwa kawąłki Abby i zaczęła się hałtura :/ Albo chałtura. I poszliśmy. Najbardziej podobało mi się z tego wszystkiego, że Połowic się świetnie bawił, i te dwie łyski (whiskey, Jameson chyba) na początku, po których poczułam miłość do połowica, potem do świata, falę szczęścia, seksualnej namiętności z trudem opanowanej, i po których tańczyłam z własnym mężem, który w zaparte idzie, że nie umie tańczyć. Mrrr.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS