RSS
 

Archiwum - Listopad, 2007

Film trwa

29 lis

Masakra nie wyszla na jaw, ale w koncu sie dowiedzial. Zreszta film z krainy dreszczowcow konczy sie dopiero 8 grudnia. Wtedy odetchne. Na razie jestem nieufna. Mimo wszystko.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Grzywka

28 lis

Zapuszczam. Moze mi bardziej do twarzy i mnei odmladza – i wlasnie dlatego zapuszczam.
Mam silna alergie na traktowanie mnie jak glupia i/lub gowniare. Objawia sie ona gwaltowna produkcja negatywnej adrenaliny i atakiem furii. Mam taka alergie na kilka rzeczy, ale ta jest jedna z silniejszych, a ostatnio sporo alergenu w srodowisku. A im mlodszy alergen, tym silniejsza reakcja.
No jak strzele w ten glupi mlody pysk, to ona sie nogami nakryje. Az szkoda szczawia. Grrrr. Uf. Dobrze, ze tu moge popyskowac, ale gula dalej mi chodzi…
To moglo byc zabawne przed moja druga 18-tka, ale z czasem zaczyna sie nudzic, a w koncu irytowac niczym chinska tortura. A propos – cos mi sie w piete stalo, chyba mnie cos dziablo i bardzo mi niewygodnie w kozakach teraz. Ani zsunac, ani obejrzec, ani pomasowac, bo ja mam rowniez alergie na brak elegancji w miejscu pracy jako miejscu publicznym (czyli jesli nie mozna sie zamknac w odosobnieniu).

A popoludniu Dublinska masakra niemiecka pila tarczowa… Odliczanie…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Poniedzialek (z opoznieniem technicznym)

28 lis

Pomalowalismy plot przed domem. W nocy przyszedl deszcz. Chyba bedzie wygladac mimo wszystko.

Czy stwierdzenie, ze kierujemy swoim losem nie jest z lekka przesadzone? Mialam byc dotkorka ekonomii i matka. Jestem analytyk za granica.

Przypominaja mi sie te filmy typu wojna I szybka akcja, gdzie dowodztwo wydaje rozkazy – zrobcie to, zrobicie tamto. I slysza tylko relacje z miejsca akcji. Potem my, szczesliwi widzowie jestesmy za sprawa rezysera przenoszeni w miejsce akcji, a tam totlana kaszana, nic nie widac, dymy, wybuchy.
I teraz pytanie, kto ma racje – dowdztwo na miejscu, kwatera glowna czy rezyser? I czy tam aby nnie ma jakiegos nienamierzalnego Predatora? Albo czy zza rogu nie wyloni sie Dementor poza kontrola Ministerstwa Magii? I co w takiej sytuacji ma zrobic nieletni czarodziej w obronie wlasnej I mugoli I jak do tego owo Ministerstwo sie ustosunkuje? I co, jesli rezyser dokona wlasnej interpretacji lektury, jak to sie stalo w przypadku amerykanskiej wersji “Trzech muszkieterow”, po ktorej poddalam sie do dyspozycji. Tyle o stabilnosci mojej sytuacji, o ktorej zostalam zapewniona przez osobe, ktora nie wie, czy jej nie przeniosa w blizej nieokreslone miejsce, dobrze jak w Europie.

A co do srodkow zaradczych, podobno generalnie weterynarz czy lekarz internista wyleczyc moze.

A przy tym wszytskim czuje sie niesprawiedliwie opieprzona (??!!), wytracona z rownowagi chyba glownie przez fakt, ze JA sstracilam cierpliwosc, JA, ktora tej cierpliwosci miewalam w ilosciach masowych, I zastanawiam sie – przepraszac? jak? I jak to zrobic, zeby naprawic, a nie spierniczyc do konca… To sie nazywa miec wladze nad kims. I wcale nie chodzi o Polowica.

Przy tym wszystkim, przy calym choasie porannym, siedze na wprost drzwi salki, w ktorej chyba wlasnie teraz zwalniaja ludzi.
Czuje sie jak w oku cyklonu I sie modle, zeby sie nie przesunelo.

Blizej poludnia:
Saint Kitts i Nevis – kto zgadnie, co to jest?. Myslalam, ze zespol popowy XD.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Samotnosc w sieci

23 lis

Internet opustoszał jak dom po wyjeździe gości – ze wszystkimi smutnymi aspekatmi i ani jednym przyjemnym. I na kija mi taki internet. Wychodzi na to, że moje życie wirtualno-towarzyskie toczyło się głównie (wyłącznie?) w godzinach pracy.
W domu sfera Przyjaciół to straty; w pracy – śmierć. I nic nie pomoże, że czasem tak się właśnie czuję. Nie sądzę, by usunęła to poczucie gniotącej granitowo twardej samotności.
Już kiedyś wspominałam, ani nie umiem, ani nie chcę nawiązywać nowych przyjaźni – próbowałam i cieszę się, że udało mi się zdobyć jedną znajomość – Rosa z jej Donalem. I tyle. Znajomi z pracy? Hi, how are you? Grand, and you? Oh, not too bad at all. Great. Have a nice weekend. How was your weekend? Oh, great, great, lots of sleeping. Cinema. Restaurant. Great rest. Peace.
Love and under-standing.

Mam doskonałego szefa. Jest to jed(y)na z tych osób, z którymi się chce rozmawiać. Bo on rozmawia, nie mówi.
I okazuje się, że nie wiadomo, czy go będę dalej mieć. Jeszcze i to. W pewnym stopniu jego obecność i kontakty z nim łagodziły fakt, że zalązki usług bankowych były przez starożytnych bardziej pogardzane niż prostytucja (już na tym etapie, kiedy przestała mieć cokolwiek wspólnego z boskością i kapłaństwem).

Weszłam w ten związek z mocnym postanowieniem, że nie zdominuje on mojego życia pod względem towarzyskim. Zdominowała je za to Irlandia ze swoją zakamuuflowaną hermetycznością, płytkością i nieznośną lekkością bytu.

Kiedy Was nie ma, to świat traci 90% sensu i chce mi się wyć.
I cholerna ryba mi się rozgotowała. CO to w ogóle jest jakiś POLOCK???

Kabel się znalazł, ale mi się nie chce zdjęć przerzucać z aparatu.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Irlandzka oferta dla Polakow

22 lis

eircom1.jpg

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inż. Kot

21 lis

Kota pociągają komputery (ciężko się oprzeć temu łagodnemu klikaniu klawiatury); piłka (skoncentruj się:) DO ME-TA-LU*), klucze francuskie, śrubokręty i inne akcesoria im. Adama Słodowego oraz wszelkiego rodzaju przybory piśmienne tj. długopisy, ołówki. Wykazuje duże zainteresowanie drutami do robienia na drutach dzianiny (jak wyjaśniłam piłkę do metalu, to musze być konsekwentna) oraz różdżki.
Moja krew!

Dziś, klnąc na pewne aspekty związane z moim miejscem pracy, których wyjątkowo nie będę omawiać na forum publicznym, zadałam sobie rozżalona pytanie: I po co ja przyjechałam do tego cholernego kraju? Źle mi było?
I natychmiast odpowiedziałam sobie, czując, jak błogostanem ogarnia moje serce: Źle.
I teraz jest mi niby lepiej? -skontrowałam natychmiast.
Teraz jest mi źle inaczej – odparłam nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu.

Tak oto radowała mnie ta pewność i jasność sytuacji.
Kurcze, a tak mi było dobrze, zanim poznałam Połowica. No dobra, idę na inspekcję – naprawia Młodszemu szafę. Gnojek powinien dostać młotkiem po palcach, może się uda przywalić niby niechcący. W końcu kto powiedział, że kobieta inżynier musi umieć operować młotkiem? Są pewne rzeczy, których nie należy ujawniać, nie?

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na brak Teleranka najlepszy Vetinari – misz-masz poranny.

21 lis

Poranna prasa doniosła, że prawie(?)-monopolistyczny dostawca prądu grozi odcięciami, bo związki zawodowe się postawiły. W zeszłym bodaj tygodniu strajkowały autbusy, miesiąc temu pielęgniarki. Ja pierniczę, za chwilę nie bedzie teleranka. I nawet SKY nie będzie jak bez tego prądu oglądać. A bateria w lap topie starcza mniej więcej na godzinę. Internetu też nie będzie, bo modem jest na prąd.
A co do czasu, to może mi się trochę poprzestawiały terminy, bo – jak to przed chwilą określiła moja Mołdawska koleżanka – dni są tak jednakowe, że to jest recycling, nie życie. Przerwy w dostawach prądu mogą być zatem ciekawą odmianą. I przyrost naturalny gwłatownie wzrośnie, wraz ze spozyciem płynów rozgrzewających, hamburgerów i frytek.
Więc może jednak demokracja powinna być łagodzona dyktaturą? W Ankh-Morpork się sprawdziło :)
Ktoś gdzieś na jakimś forum pytał, za co kobiety kochają Lorda Vetinari. Może za to:
De Word: Racja, to niewyobrażalne, że Lord Vetinari kogoś zabił.
Vimes: Żartuje pan? To niewyobrażalne, żeby za to PRZEPRASZAŁ.
(cytat z pamięci, tlumaczenie własne, pewnie P. Cholewa lepiej przedstawił sytuację).
Układy społeczno-polityczne tego miasta przerastają całą strukturę Hogwartu i Ministerstwa Magii. Mrrr.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kochanie, kot się przypala.

20 lis

Po pierwsze w pracy na dzień dobry przygotowałam sobie dwa kubki – jeden z kawą i drugi z Cheerios – chrupkami śniadaniowymi na sucho. Popijałam kawę, zachrupywałam chrupkami, pomyślałam sobie, jak to oglądałam Harry’ego Pottera – sceny wycięte i scenę, jak Sybilla Trelawney podczas przmówienia miesza z obiadem, wywala talerz z jedzeniem, wsadza ręce do sosu przez omyłkę, i naturalnie sięgając po chrupka włożyłam łapę do mojej kawy.
Skończyłam kawę, poszłam po herbatę, włożyłam torebkę do czystego kubka i opamiętałam się podstawiając go pod maszynę do kawy.
Na zakończenie dnia, zrobiłam obiad, sprawnie usuwając kota, który usiłował partycypować. Na kominku nastrojowo buzował ogień (nie dla nastroju, tylko w tym domu zimno jak w psiarni, gorzej niż w naszym starym mieszkaniu!), na belce nad kominkiem zapalona swieca. Przyznaję, nie pomyślałam. Ale kot poszedł w moje ślady. Ja osobiście kiedyś – już jako nastolatka – wkręcałam śrubkę do kontaktu. tylko mnie po łapie siekło, na szczęście śrubkę wywaliło, korków nie – i mnie nie. Może tylko mózg mi się polansował wtedy ;> Cokolwiek to oznacza. Kot jednakowoż poszedł w moje ślady (te ze śrubką). Kot rozpoznawał temat świeca. Zgaszona – ta druga (bo dwie stoją). Tylko obwąchując zgaszoną, wsadzał ogon do płomienia, więc musiałam mu ten ogon trzymać z daleka. Już miałam świcę gasić, ale kot zregnował. Poszedł sobie. W powietrzu pozstawił ulotny zapach spalonego futra.
No i do głowy mi nie przyszło, że on tak bardzo w moje ślady pójdzie, że wróci i wsadzi tę łapę prosto w tę zapaloną świecę. No nawet jak patrzyłam, jak się przymierzał, nie wierzyłam.
Zgasił świecę, polizał łapę, a myśmy z Połowicem mało go do wanny z zimną wodą na siłę nie włożyli, żeby mu z tą łapką ulżyć. Skończyło się na odkręceniu kranu z zimną wodą, co stanowi kota względnie rzadką, ale chyba ulubioną rozrywkę. Bo woda leci, się ją czuje, ale się nie da złapać. I jeszcze gdzieś znika w dziurze. Fenomen.

Zdjęcie kota w ogniu w następnym odcinku.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kot (albo jak w kreskowce)

17 lis

Nie wiem, czy ktos jeszcze nie widzial tej malej kreskoweczki o niwinnym koteczku, a kto nie widzial, moze sobie obejrzec w celu dowiedzenia sie, jak moj kot zaaranzowal moje powitanie z nowym dniem (w srodku nocy o standardowej 6:15, kiedy to wstaje w dnie/noce robocze). Ide sprawdzic, czy sie mieso ni przypalilo.

Koci poranek – kreskówka z Youtube.com

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Praca – sine qua non

16 lis

Chroń swoje nerwy. Rzecz o tym jak współpracować z palantami – Ken Lloyd
To po pierwsze, przyda sie wielu osobom ;)

Po drugie zaczal sie weekend i mam liste postanowien.
Po pierwsze postaram sie nei myslec o pracy.
Sprobuje nie rozwazac kazdego slowa kierownictwa, nie ponownie. I nie jeszcze raz potem.
Znajde te cholerne rekawiczki, ktorych szukam od tygodnia. A moze nie, w koncu kupilam nowe.
Porobie troche tych rekawow dla Polowica. Wlacze dla odmiany polska czcionke w komputerze. Albo wlacze komputer w ogole (nie, tam nie ma Y) łykend się zaczął, czcionka włączona. Dobrze mi idzie.
Wyczyszczę i uporządkuję łazienkę, zanim S w feng-shui w moim rejonie kariery zamieni się w C. Ze szczególnym naciskiem (wody i myjki) na kuwetę kota, bo zdaje się chłopaki myją ją jeszcze gorzej niż talerze. A talerze myją bardzo… pobieżnie (niekoniecznie chodzi o bieżącą wodę).
Poczytam The Truth. Jak na razie to chyba najlepsza książka z cyklu Świata Dysku. O, a teraz jeszcze sprawdzę, czy przetłumaczyli Making Money. Pewnie jeszcze nie. Ale mnei się nie chce czytać oryginału. W tym wyjątkowym przypadku tłumaczenie pana Cholewy przewyższa oryginał. Mam taki zamiar szczytny, żeby zakupić brakujące częsci w PL sobie na Gwiazdkę. Znów będzie nadbagaż… Bo jeszcze buty i spódnicę i może spodzień… Ta i słonia w karafce, przynajmniej ten się zmieści w kieszonce. Kiedyś Wam pokażę. Na zdjęciu ;P
Poza tym – przede wszystkim – będę spać długo rano. Albo i w południe. Żadnych budzików. Rozkopana ciepła pościel. Holender. Już bym właściwie poszłą, ale jest bajka dla dzieci dopiero. Zresztą Połowic ogląda, bo to bajki jego dzieciństwa. No, faktycznie są bardzo dobre – lekka, nienachalna agitacja i edukacja w stronę wyższej klasy niższej (tej pracującej i bez nałogów może poza fajką) i klasy zdecydowanie średniej. Zero przemocy, delikatna muuzyka, takie ludzkie jak Miś Uszatek. Świat jest w nich uporządkowany i pogodny, nawet jeśli są kłopoty. O, jest Lord, bardzo grzeczny, wspierający i rozmawiający z robotnikami z tym poczuciem równości charakterystycznym dla osób, które są przkonane o własnej wyższości nad resztą świata. Każdy zna swoje miejsce, wszyscy są wobec siebie brytyjsko uprzejmi i opanoanie, bo to bajka brytyjska sprzed inwazji taniej i nad-kwalifikowanej siły roboczej ze świeżych pańswt członkowskich Unii Europejskiej. A lokomotywa jest przyjażnie czerwona bez żadnych żaluzji.
Most i dźwig również. Jakby nie brytyjska, to już bym zaczęła podejrzewać o jakąś ukrytą agitację.
Nie wiem, co jeszcze będę jutro robić, ale jak znam siebie i życie, to gotować obiad, odkurzać, dwa prania i jeszcze się przymierzę do malowania ogrodzenia, bo zaczęłam w zeszłym tygodniu, ale się rozchorowałam troszkę :P Ale ma lać, więc nie wiadomo :P
W niedzielę chcę zaciągnąć siebie i Połowica na wystawę malarstwa polskiego do Galerii Narodowej :) Może jakiegoś Matejkę pokażą; liczę też na Kossaków.

Na koniec bajki przedstawiciele lokalnej społeczności spieszą na wieczorną potańcówkę o 18. Pardon, o 6PM. Połowic zdradził mi, jak się nazywają: panie to Merle i Koticzka, a panowie Jasiek i *** (a.k.a. Połowic). Trzecia bajka to kreskówka o panu meloniku (nie, to nie TEN pan melonik, po prostu nie pamiętam jego nazwiska – jakoś Chigley? A wygląda jak Superman albo nasz kapitan Żbik). I ów pan się lubi przebierać. Ale podobno dzieciom nie szkodzi seks w TV, tylko przemoc.

A trzecia bajka to Bugpuss, który wygląda jak kiepska czarno-biała prezentacja w starej wersji Power Pointa przetykana animowanymi kukiełkami. Ma to swój niekłamany urok i wdzięk, podobnie jak Kubuś Puchatek, Colargol, Gucio i Cezar. W końcu pochodzą mneij więcje z tego samego okresu. No… Prawie.
Idę poGGadać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS