RSS
 

Archiwum - Październik, 2007

Pumpkin

31 paź

Z trudno wyjaśnialnych przyczyn moje serce jest dziś rozdarte bardziej niż zwykle. Tato stracił dostęp do internetu i tak ciężko wytłumaczyć jak na GG się loguje na ten sam numer – zreszą to ma drugorzędne znaczenie. Dzieci sąsiadów dały sie w końcu skusić i obdarować Haloweenowymi smakołykami, co rozweseliło Połowica. Popatrzyliśmy na parę sztucznych ogni wybuchających w powietrzu i poszliśmy robić obiad. Kolację. Potem byli goście – szwagierstwo ze swoimi dziećmi, Ci od psa, co się nie nauczył siusiać na zewnątrz. Są bardzo mili, jedni z nielicznych ludzi, z jakimi możemy normalnie porozmawiać, tak bliżej, serdeczniej. Dziś wieczorem przekonałam się, że nie zniosę Sylwestra w Irlandii i nie chcę tu spędzać Gwiazdki – z Rodzicami byłoby znośnie, ale wolę w Polsce i cena biletu spada na dużo niższą pozycję. Niestety jej poziom pozostaje makabrycznie wysoki.
Szwagierstwo wymyśliło dwa możliwe imiona, które nam przypadły do gustu: Pangur i Pumpkin. Oba mi się bardzo spodobały :) I zostanie chyba Pangur the Pumpkin. Pogrzebię jeszcze w sieci, może znajdę małego rudego włóczęgę? Pangur Ban znaczy mały biały kot (a ne przypadkiem włóczęga?) po gaelicku i jest imieniem słynnym z powodu pewnego
VIII-wiecznego irlandzkiego mnicha:
Pangur Ban wierszem oraz prozą.
A teraz mała rekompensata za jakość pierwszego zdjęcia. Kolejne są też nienajlepsze, ale przynajmniej się dorobiłam nowych baterii i się lampa naładowała.
Na zdjęciach może tego nie być tak widać, ale na dobrą sprawę brak mu tylko butów, kapelusza i podkładu Antonia Banderasa. Tylko ciapa z niego czasem tak koszmarna…!

drugie.jpgtrzecie.jpgKróki film o nie-czytaniu gazety – format *.AVI, z Połowicem i Szwagrem w tle dźwiękowym statystuje ręka Połowica; 2,8 MB.

I ten cały Pangur ma niby 4 miesiące?! Ale jest żywy, wesoły, delikatny, cwany i nauczony tacki. Na szczęście. Się zastanawiam, kiedy one zaczynają znaczyć teren…?

Poza tym: Ogólnopolska Akcja Przepraszania Lecha Kaczyńskiego „Who the duck are you?” DOSKONAŁE! XD

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trzeci facet w domu…

30 paź

Tylko jak ja mam uwierzyc, ze TO-TO ma dopiero cztery miesiace?!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Skarpetki i Jak zepsuc weekend

25 paź

A, jeszce szwagierka psa chce podrzucic na dlugi weekend. Pies nie zostal nauczony siusiania poza domem, nie umie chodzic na spacery, w zwiazku z dziecmi i siusianiem i temperamentem trzymany jest zamkniety w pokoju i od tego zaczyna dziczec. Ostatnio zaczla warczec i grzie, jak mysli, ze mu sie cos z pyska chce zabrac. Mam ochote szwagierstwu przywalic.

Skarpetki. Poszlam kupic skapretki, bo mi zimno sie zrobilo w stopy. Wyszlam bez skarpetek, za to z nowa spodnica, nowa bluzka, para butow i para kapci. No kruca, co za kraj.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piórka zebrane czyli pierzyna

24 paź

Jestem sobie zła. Nie wiem, może to jakieś plamy na słońcu. Mam ochotę gryźć i drapać, walić parasolką kogo i gdzie popadnie. Osoby wrażliwe uprasza się o zaprzestanie lektury na tym etapie, znów będę się skarżyć.
Najbardziej męcząca jest walka z samą sobą. O optymizm, uśmiech, siłę woli, wytrwałość i codzienne wstawanie w środku nocy. Dosłownie dobija mnie wewnętrzna walka z własnymi marzeniami i własną niemocą i brakiem energii, by dążyć jeszcze (kiedykolwiek) do ich spełnienia. Bradziej niż kiedykolwiek zdaję sobie sprawę z bezlitosnego upływu czasu. Mam wrażenie, że zwalniam – nie w wyścigu szczurów, w nim nigdy nie brałam chyba udziału, nie mam natury konkurencyjnej. Wolę wytrwały, energiczny marsz od biegu. Faktem jest, że w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek prawdą jest, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa, a ja w dodatku mam sporo do nadrobienia. Jeszcze nigdy tak bardzo nie przeszkadzała mi bariera językowa- nie umiem zadać pytania. Problem w tym, że pytanie trudno byłoby sformułowac i po polsku, i w tym, że nie do końca wiedziałam, o co pytam, bardziej opierając się na mojej intuicji. A zdawałoby się, że język IT jest już na tyle międzynarodowy, że nie powinno być problemu. Nie, moi drodzy. Nie jest. Ale to tylko złość. Jest też chyba już tradycyjna troska o pracę, która zaczyna się około października, która mocno zakłóca moje marne zdolności planistyczne, które przejawiają się w silnym rozdarciu wewnętrznym odnośnie wyjazdu na Święta. Rzecz w tym, że nawet jak nie ma czym się martwić w temacie praca, to ja już mam wypracowaną przez trzy lata nerwicę. A tymczasowa pracownica mnie po prostu dobiła. Z jej wad mogę wymienić brak umiejętności malowania rzęs oraz nieproporcjonalnie masywne siedzenie (wygląda jak hybryda, bo góra jest szczupła; nie wiem, jak te Irlandki osiągają tak intensywny kształt butelki). Precyzyjna, inteligentna, niemiecki, francuski i rosyjski (sic!), zna Accessa i rozumie, co się do niej mówi. Więcej. Ona słucha i myśli. Marzyłam o takiej osobie, która zechciałaby popracować na tym stanowisku – o takiej, która nie spieprzy najprostszej tabelki, jaką się jej da do zrobienia. No i wiadomo, jak Merlin chce komuś zrobić na złość, to spełnia jego marzenia. I teraz się boję, bo ona chyba zdatniejsza ode mnie… Niedobrze. Jest kwestia zakupu mieszkania – chcem, ale się bojem. Muszem też i może właśnie to we mnie powoduje rozdygotanie wewnętrzne, rozterki, niepewność itd. Najgorsza jest chyba niepewność co do Świąt; całokształt sytuacji powoduje natężenie tęsknoty za krajem łojczystym lat dziecinnych (no, prawie, bom niby urodzona na Śląsku, a przecież serce zostawiłam w górach). Czuję się potwornie rozdarta. Nie tylko dlatego, że JA chcę. Czuję coś w rodzaju zobowiązania, którego może mi nie dane będzie w tym roku dotrzymać i doprowadza mnei to do szału. Obiecałam Połowicowi, że pojedziemy do Polszczy jesienią, ale wszytsko szlag trafił i diabli wzięli i plany poszły się paść. Mam raptem 5 i pół dnia urlopu do końca roku, jakbym się nie gimnastykowała, to nie udaje mi się wpasować w loty i dni wolne od pracy tak, żeby nie było jakichś wariacko-ryzykowanych podróży. Mogłabym np. jechać lub wracać 1 listopada. Albo 1 stycznia. W innym układzie się nie chce za bardzo ten wyjazd pomieścić. Jak do tego dodam ceny biletów, to przychodzi mi na myśl tylko „Call of Xmas!”. Wymyśliłam więć, że może łatwiej ściągnąć familię tu. Wtedy powinniśmy z kolei zrobić mały remont, wymienić / zakupić meble i wymienić okno, a najlepiej wynająć na ten czas jakiś inny dom. Warto by też oddać komuś Szwagra, choć na czas Gwiazdki; może by go tam się dało nawet zostawić… Ugh. Kiedy przygotowywałam moją część obiadu (mięsko), Szwagier przyszedl tradycyjnie na inspekscję – obwachać kuchnię, czy żarcie jadalne. Na ogół wtranżoliłby nawet zupę na obierkach bez przypraw, byle była gęsta, ale odkąd zacęliśmy stosować dietę niskosodową i lekkostrawną (z przewagą gotowanych i niesolonych dań), Szwagier zwiększył samodzielność i częstotliwość odwiedzin w tzw. Chipshopie za rogiem (fast food czyli MacDonald dla ubogich; chyba jeszcze gorzy – tam się prawdopodobnie nabawił zatrucia pokarmowego Połowic miesiąc temu). Wkurza mnei to Szwagrowe obwąchiwanie i inspekcje. Wpiernicza mnie fakt, że kupuje sobie ‘gorące kubki’ owsiankowe zamiast normalnego ekonomicznego pudełka płatków. Krezus normalny, pomyślałby kto, bez butów i w ciuchach po starszym bracie. Nie poradzę nic na to, drażni mnei to potwornie – to jest postawa charakterystyczna dla Irlandczyków, lubię nie liczyć się z groszem. Im kto biedniejszy, tym bardziej szasta pieniędzmi. ZERO gospodarności. ZERO. Bo gospodarność i ekonomiczne zakupu, podobnie jak noszenie zakupów ze sklepu oddalonego o 15 minut od domu zamiast zamówienie taksówki to wstyd i hańba w opinii Szwagra. Latem zakupiliśmy 4 plastikowe przesełka do ogrodu. Poszliśmy w trójkę, Szwagier do towarzystwa wyłącznie, bo krzesła niosłam ja i Połowic. A Szwagier narzekał, że się za nami oglądają. Powinien się chyba cieszyć, że nie dostał w łeb kartoflem.
Szwagier ma zakaz siadania na tych plastikowych krzesłach. W odróznieniu od owsianki i jego osobistych poglądów krzesła nie są jego.
Kocham jesień, a październik w tym roku nader miłosierny – suchy, pogodny, taki jak lubię – ze szczyptą przymrozku i szelestem opadłych liści, z mglami tajemniczo lewitującymi nad budzącymi się polami (mam okazję te pola, a może konkretnie jedno, oglądać z okna autobusu… Jak ja nie lubię świtania i wschodów słońca…). Ale chwilowo nawet ona mnie nie podbudowuje. Dziś rzężę resztką samozaparcia.
I jeszcze szef zapowiedział mi piątkową sesję z moim nie wiem, czy takim ulubionym Accessem na 9:00, a na 10:00 mamy mieć analizę przypadków z dyskusją, do której trzeba się z tych przypadków przygotować – a ja jakoś nie zauważyłam, żeby te przypadki dotarły mailowo. Będzie obciach, bo ja nie widzę jakoś takiej możliwości, żebym się mogła do tego porządnie przygotować.
Po zjedzeniu jenego cappuccinowego „Ciasteczka z Krakowa” (tego samego producenta, którego wypieki kilka czy kilkanaście lat temu Tato przywoził z miasta stołecznego; Kraków był i nadal jest miastem stołecznym – nikt tego nie odwołał) na chwilę krótką mi odpuściło. Ciasteczka kupujemy u ruskich, w sklepie Rasputin. Szwagrowi nie smakują. Są zamiękkie i za słodkie. I zamiast się cieszyć, że nikt mi nie zeżre (haha, a Połowic to co?), to mnie to wkurza, że on wyżej ceni herbatniki krasnoludzie ichniej produkcji, na których już paru znajomych sobie zeby złamało (ja nie na herbatniku; ja na krakersie typu maca).
Dowodem na mój brak równowagi wewnętrznej niech będzie to, że mnie nawet Połowic irytował dzisiaj przez chwilę. Ale już mi przeszło i to samo z siebie.
Pewnego rodzaju przepustką do większej pewności siebie i odbudowy poczucia własnej wartości mógłby być powrót do pisania. A tu dupa i totalna impotencja.
I jeszcze chcę ten czarny gofik z cieniuśkiej i mięciuśkiej dzianinki bawełnianej, ale szkoda mi wywalać 30 euro za tak marne wykończenie :/ Nie łudźmy się, że marka zobowiązuje do odpowiedniej jakości.
A wszystko dlatego, że jestem cały czas niedospana i każdy problemik staje się górą, każde piórko ciężarem, pod którym zaczynają mi się uginać kolana. Bo taka pierzyna na przykład, to z piórek jest, a ciężka przecież.
Jeszcze dwa dni i bardzo długi weekend – dłuższy od zwykłego długiego weekendu o całą tę oddaną godzinę, co to ją niesprawiedliwie kradną na wiosnę i się im wydaje, że tak lepiej. Jak lepiej, to czemu od razu ludzie niewstawali o godzinę wcześniej? Coś w tym chyba było, nie? A nie przestawianie porządku świata na siłę.
Tymczasem jdnak będę tę godzinę świętować, może mi się coś objawi dzięki niej.

Internet jednak łagodzi obyczaje – uchichrałam się na koniec dnia :)Rozmowa z szefem

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Katastrofa

23 paź

Otwieraja Starbucksa kolo mojej pracy. Czarno widze stan portfela. Dobrze chociaz, ze mufinki maja dietetyczne… khem. Sie wkrotce przekonamy, czy na pewno ;>

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Doskonaly poranek poniedzialkowy

22 paź

Hurra, bedzie Disneyland zamiast Kaczogrodu!!!!
A my bedziemy zasuwac za minimalne stawki I obslugiwac zagranicznych gosci.
A mogli my byc w naszej gminie pany pelnom gembom, co nie? ;>

Pierwsza sesja nowego parlamentu przewidziana jest na 5 listopada.
Hm… Sie mie kojarza spisek prochowy Guya Fawkesa i „V for Vendetta”:
Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot…

Na dobra to wrozbe aby?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Irlandzkie mieso

21 paź

Pare dni temu Polowic zakupil mieso zmielone u rzeznika – sie kupuje tak samo jak u nas; kawalek i sie prosi o zmielenie. I oczywiscie razem ze swoim kawalkiem dostaje sie kawalek z wymiany – poprzedniego zmielonego… To poprzednie chyba bylo baranina. Po przyrzadzeniu spaghetti bolognese, jednej z moich ulubionych potraw, doznalam przykrego rozczarowania, bo miecho smierdzialo. Doslownie capilo, jakims starym niemytym psem albo wlasnie capem. Fuj. To nie byl jednakowoz smrod zepsutego, tyle dobrze.
Irlandzkie mieso od rzeznika, irlandzka ‚rasowa’ szynka – smierdza. Maja taki smrodek i niektore nasze produkty, nie do konca wiem nawet jakie, bo ich unikam, bo tego smrodku nie moge strawic.
Unikam tych produktow tez tutaj, w tym np. Irlandzkiej pizzy czy kanapek z szynka. To okrutnie zaweza moj jadlospis w ciagu tygodnia, w restauracjach, tzw. coffee-shopach, do ktorych trafiam na lunch. Podobnie jak swieza cebula, od ktorej kicham i ktorej nie lubie. Kicham to malo powiedziane, mam na nia uczulenie w postaci postaci kichania i smarkania przez kilka dni, a moze wlasciwsze jest okreslenie hey fever – sienna goraczka? I nie wiem, skad sie dziadostwo wzielo, w PL nie mialam problemu. A ta cebulka sie zrobila tez lekkim problemem, bo ja ochoczo dodaja rowniez do wszystkiego, w tym do mojego ukochanego tunczyka.
Odpadaja zatem kanapki z szynka, kanapki z tunczykiem, zostaja mi pyszne i zdrowe panini z mozarella i pomidorami suszonymi na sloncu :) No jest jeszcze pare innych paskudztw, ale to moje ulubione akurat.
Pizza… Jesli nabywamy pizze do domu, to dla mnei nabywamy bez cebuli i bez szynki, ktora mi przez gardlo nie lubi przechodzic. Ale jesli tak jak dzis, chlopaki sie zapomna i zezra moja pizze, to pozostale kawalki z szynka laduja do kosza. A ja – tak jak teraz – siedze glodna na te moja zezarta pizze. I zla, i rozzalona.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powroty

17 paź

Miałam niezły dzień. Przydałam się, znalazłam ważne dla mojej pracy rzeczy w internecie. Popołudnie było śliczne. Zanim doszłam na przystanek, był wieczór, bus nie podjeżdżał prze pół godziny, a potem podjechał i otworzył drzwi dziesięć metrów od przystanku, Tam, skąd ja sie ewakuowałam rezygnując z innego busu, bo był zatłoczony. I dobrze, że w ogóle wsiadłam. Następnym razem wyjdę wcześniej i pójdę na poprzedni – pierwszy przystanek. Codziennie wieczorem sobie to obiecuję. I codziennie zapominam.
Idę wzdłuż rzeki i zapominam skręcić. Rzeka dość mizzerna, Wisła na poziomie Krakowa to to nie jest. Może jakaś ćwierć. Proporcjonalnie do kraju. Boję się jej czarnej przestrzeni pod taflą. Często z masochistycznym zacięciem wyobrażam sobie, jak to jest, kiedy zacyzna brakować oddechu i nic nie można zrobić, bo przestrzeń wciąga niczym czarna dziura. Jest lodowato zimna i przywiera do każdego cala duszy… Jakaś fobia. Ale latanie przeraża mnie bardziej.
Idę pod drzewami, zadzieram głowę, patrzę na ptaki, niektóre lądują na wodzie, inne pływają – łabędzie już odleciały, kaczek też nie widać… Czemu ja się dziwię, koniec kampanii, teraz będą w wyborach uczestniczyć, to pozbieraly kuperki w garść i frrruuu poleciały.
Rankiem w drodze na autobus szuram nogami w opadłych liściach i jest bardzo jesiennie. W centrum jesieni mniej, może tylko w oczach ludzi. Potem jest ciemno i stukam do drzwi w marnym świetle miodowych latarni. Nasz dom jest ciemny. W przedpokoju zapala się światło. Za chwilę znów szur-szur w opadłych liściach i wielogodzinne oczekiwanie na ten marszobieg wzdłuż rzeki na przystanek o zmroku.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Internet, internet…

16 paź

Tego gostka to chyba wczesniej w eircomie moim ulubionym zatrudniali. Moze powinnam sie z kims zalozyc, ze to on mi doprowadzal siec?…

Koticzka do WP
Login: koticzka
Email: koticzka@wp.pl
Typ: Pytanie
Serwis: Poczta
Tresc wypowiedzi: Probuje wyslac e-mail korzystajac z Outlook Express, ale otrzymuje komunikat:
An unknown error has occurred. Account: ‚Koticzka WP’, Server: ‚smtp.wp.pl’, Protocol: SMTP, Server Response: ’550 [IP:......]
polaczenia z Twojego adresu IP sa zablokowane administracyjnie / mail from your IP address is administratively disabled’, Port: 25,
Secure(SSL): No, Server Error: 550, Error Number: 0x800CCC69
Moge logowac sie na poczte przez strone www i moge sciagac bez problemow wiadomosci. W czym tkwi problem? W obecnej lokalizacji? (Irlandia)
Pozdrawiam
(Koticzka)

WP do Koticzki
Witam
Nawiazujac do problemow z wysylaniem korespondencji przez serwery pocztowe Wirtualnej Polski (komunikat „DNS error”) pragne wyjasnic, iz wprowadzilismy dodatkowe systemy zabezpieczen naszych uzytkownikow przed niechciana korespondencja (tzw. spam).
Od dnia 24.06.2004 wszelkie transmisje kierowane na serwery WP musza pochodzic z systemow majacych prawidlowy wpis w DNS oraz rev-DNS.
Zarzadzanie wpisami DNS lezy w kompetencjach administratora sieci komputerowej, z ktorej nawiazywane jest polaczenie do WP. Proponuje wiec jak najszybciej zglosic ten problem odpowiednim osobom.
Pelny tekst polityki antyspamowej WP mozna znalezc pod adresem: http://profil.wp.pl/polityka_antyspamowa.html
Pozdrawiam
———————————–
(moze jednak mu oszczedze, zawsze zdaze wkleic, jak miz a skore zalezie, kto zacz…)
Specjalista ds. obslugi Uzytkownika
Zespol Obslugi Klienta
Wirtualna Polska S.A.

Koticzka do WP
Bardzo prosze o wyjasnienie jak przecietnemu uzytkownikowi bez solidnego przygotwania informatycznego:
Komu mam zglosic problem? Zarzadowi eircomu??? (nie kpie, po prostu nie wiem).
Co to jest rev-DNS?
Kto ustala DNS? Czy ja na to mam wplyw? Jaki i w jaki sposob?
Czy ja mam rozumiec, ze WP wprowadzila takie zabrezpieczenia, ktore uniemozliwiaja korzystanie z Poczty przez Outlook Express osobom, ktore korzystaja z uslug najwiekszego irlandzkiego dostawcy owych?? Dlaczego nie mam tego problemu z poczta na Interii ani na Onecie?
Dlaczego tego problemu nie mialam DO DNIA 16 pazdziernika 2007 (Z MSOExpress korzystam regularnie i od dawna; ostatnim razem wysylalam poczte przez Outlook bodaj 2 pazdziernika 2007; operacja zakonczyla sie sukcesem, dostalam nawet zyczliwe odpowiedzi od przyjaciol…)
Bede wdzieczna za odpowiedz.
Pozdrawiam,
(Koticzka)

Ciag dalszy nastapi, juz ja o to zadbam.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A po nocy przychodzi dzien

15 paź

No troche mnie wieczorem zaklopotala wiadomosc, ale rano mialam juz kilka rozwiazan gotowych trzy przystanki od wsiadniecia do autobusu. Nie ma to jak sie przespac z problemem.
Problem przesunal kwestie Pupencji na dosc odlegly plan dopoki jej nie zobaczylam. ZGRZYT. Kolka sie zaciely, usmiech tez (zanim sie pojawil). Jest stare Fremensko-indianskie przyslowie: usiadz na brzegu rzeki, a trup nieprzyjaciela sam przyplynie. No i dzis sie nadarzyla okazja pokazac, ze jednak czasem mi cos zaswita. Nie wiem, czy dobrze zrobilam, ze sie popisalam, czas pokaze – chodzilo jednak nie tyle o popis, co o konkretne dane, o ktorych poinformowalam. Dane byly po polsku i o ile chcialam sie lekko ppopisac, to wlasnie zdalam sobie sprawe, ze moze styl byl to nieco zbyt obcesowy. Albo bezobcesowy. Nigdy nie wiem, ktory jest ktory.
Poza tym znow ida zmiany. Odwagi. Zasadniczo wszak na te zmiany czekalam, ale jest jeszcze jedno Fremenskie przyslowie, ktore mowi, ze po latach obcowania z boskoscia prawdziwe objawienie jest szokiem.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS