RSS
 

Archiwum - Październik, 2006

Ale za to niedziela!

30 paź

Kocham ostatnia niedziele pazdziernika. Lepsza niz gwiazdka. Podarowana jeszcze jedna godzina zycia. A biorac pod uwage, ze chcac nie chcac i tak trzeba sie zwlec w marcu, jak ja obcinaja, to bylo nie bylo, jest to dodatkowa godzina aktywnosci.

Zatem poswieciwszy godzin 2 i pol na poszukiwanie aktywne pracy (bank holiday mamy, wiec skorzystalam), wracam do kieratu.

Trzymajcie sie zdrowo.
A na Swieta najprawdopodobniej przybedziem samochodem ze znajomymi tuz przed Gwiazdka. Obaczym, szczegoly sie wyjasniaja.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z archiwow – 17 pazdziernika 2006

22 paź

Odkąd zmodyfikowano Microsoft Office – czy jakikolwiek inny zestaw narzędzi – rozpoczęcie dziennika zaczęło stanowić problem. Spędziłam około godziny poszukując oprogramowania/narzędzia/etc., które zadowoliłoby moje wymagania. Innymi słowy poszukiwałam mojego własnego, domowego BLOGA. Nie ma. No przecież nie podejrzewam Billa o konkurowanie, a już na pewno nie o zwycięstwo nad serwisem… (powinnam za to dostać bonus jakiś, nie?). Dlaczegóżby bowiem nie prowadzić nieocenzurowanego dziennika w zaciszu własnego odizolowanego komputera, nie uprawiając masowego ekshibicjonizmu emocjonalnego.

Nie ma. Nie ma w pakiecie niczego, co pozwoliłoby sensownie prowadzić dziennik, gdzie za pomocą magicznego kliknięcia przenosiłabym się do notatki z dnia… Oczywiście, ja sobie mogę sama powstawiać jakieś hiperłącza etc., ale nie jestem pewna, że o to mi chodziło.
Dziennik zasadniczo może mieć wiele funkcji, ten na przykład między innymi ma służyć do ćwiczenia pisania. Żebym nie zapomniała PISAĆ w sensie ogólnym i żebym nie zapomniała pisać PO POLSKU. Niekoniecznie mam ochotę ćwiczyć dodatkowe funkcje edytora tekstów. Ostatnie testy, jakim się poddałam prawie dobrowolnie i które zaowocowały już drugą ofertą pracy tymczasowej (ukłony i standing owejszyn dla Agencji), wykazały moją jego znajomość na takim poziomie, że może starczy na razie – nie będziemy dopingować kreatorów.

Pokajam się trochę na początek. Nie, żebym miała jakiś powód z drugiej strony. Tyle tylko, że ww. Agencja mimo mojego totalnie nieprofesjonalnego, a wręcz zblazowanego podejścia załatwiła mi robotę. Wreszcie jakaś agencja mnie potraktowała jako atrakcyjny w miarę towar. Po tym, jak mnie jakieś trzy czy cztery agencje pracy głównie czasowej zlały, i po tym, jak przesłuchująca pani pierniczyła niemal, że źle wypadam na wywiadzie. Ciekawe, jak ona by wypadła, kiedy wykonuje poważne podejście numer 48 do poważnej oferty pracy i się znów dowiaduje, że tej Koticzce dziękujemy, ale uprzejmie mnie przesłucha i przepuści przez test ze znajomości komputera, a na poprzednim teście wyszło, że może powinnam się nauczyć go włączać – ??? Nie wspomnę o zarwanej z przyczyny Połówka nocy. Ta, zaraz kosmate myśli; niestety nie, Połówek się źle czuł. Tym razem się przeprosiłam, wyniki testów mnie usatysfakcjonowały, może poza tzw. typingiem – cóż, 30 słów angielskich na minutę to faktycznie rekord. Po polsku idzie mi lepiej troszeczkę, zwłaszcza na własnej klawiaturze. A propos konia, ciągle tęsknię za specjalną malutką klawiaturą, która mi panowie Komputerowcy do Izby załatwili. Już takich ponoć nie robią, a szkoda, boć ona w sam raz dla moich drobnych paluszków stworzona była. No to i teraz pokutuję za komfort. Wracając do irlandzkich baranów, pani mnie opierniczyła, że ja nie wiem, czego chcę. I że jej nie daję żadnych wskazówek odnośnie pracy. Ja sadziłam, ze dałam jej całą masę (poza tym, że wcale z panią nie chciałam rozmawiać, na żaden temat). Ja się nigdy nie sprzeczałam, że wiem, czego chcę. W ciągu tych wszystkich warsztatów, treningów, konsultacji zawsze się czułam nieswojo i wymawiałam, że szewc bez butów chodzi. Druga wymówka, że jestem w agencji z powodu prac czasowych (temporary). Niedługo trzeba będzie prezentować portfolio, żeby się urodzić. Ciągle jestem przekonana, że w przypadku pracy czasowej to raczej człowiek nie zastanawia się za bardzo, czy za dziesięć lat ta praca będzie stanowiła poważny kamień milowy w jego/jej karierze. No chyba że się jest na etapie college’u. Albo jakiegoś kursu dla młodzieży itp. To jest chyba mniej więcej ten poziom naiwności. Jakoś trudno mi uwierzyć, że w wieku lat 46 ktoś stwierdzi z rozczuleniem, że to dzięki tej pracy czasowej z Agencji teraz jest prezesem ds. ABC LTD. Jeszcze nie spotkałam. Nie przeczę, że może bywają sytuacje, ale zasadniczo chyba nie są na porządku dziennym. Obym się myliła. Pani nie przeczytała ani mojego CV, ani listu, który jej podesłałam zgodnie z naszą wcześniejszą rozmową – nawet nie zajrzała. Może też była po jakimś kursie planowania kariery prowadzonym przez lekko zagubionego, ale dobrze przygotowanego do stwarzania pozorów konsultanta typu Koticzka-8-lat-temu (wiem, że JESTEM zblazowana, na własnym blogu, choć fundowanym, to chyba mogę?). Mnie się już nie chce stwarzać pozorów. Co więcej naiwnie liczę na jakieś śladowe przejawy inteligencji, świadczące o tym, że kobieta po, albo chociaż w TRAKCIE lektury takiego CV jakimś cudem wpadnie na podstawie historii zatrudnienia (nie będę się nadymać i nie nazwę tego karierą) i wykształcenia na to, że deklarując chęć podjęcia pracy czasowej nie zamierzam wybrzydzać, bo jakbym mogła, to bym nie siedziała z nią i nie gadała… głupot. To ta pani by do mnie przyszła i usiłowała mi swój kit wcisnąć. Powiedziałam jej w końcu, że marzenia to ja mam, ale jestem też realistką w takim wieku, że muszę większą uwagę przykładać do stąpania po ziemi niż bujania w obłokach. Tego, że moja wymarzona praca (także czasowa) to literatura czynna już jej nie powiedziałam. Może uda mi się to kiedyś jej napisać, niekoniecznie na blogu. Zresztą nie mniejszą ochotę odczuwam do zostania światowej sławy grafikiem komputerowym czy programistą i współtwórcą złożonych aplikacji i witryn. Albo cenionym rzemieślnikiem-artystą rękodzieła wszelakiego. A dzisiaj nawet poczułam lekki powołanie do medycyny. Zastanawiam się, czy to też pani powinnam powiedzieć?
W korytarzu Agencji nie omieszkałam skomentować Połówkowi, który mi towarzyszył do miasta, bo zostawianie go w domu samego nie jest dobrym pomysłem (a się upiera, że pójdzie ze mną, dobrze, że na wywiad nie wchodzi), że to strata czasu i nic z tego nie będzie. A owszem, liczyłam na to, że ktoś podsłucha.
Możliwe też, że pani się mściła za swoje niedopatrzenie – pozostawienie dawno nieaktualnej i bardzo dla mnie atrakcyjnej pracy na stronie internetowej. Pani życzymy szybkiej prezesury, zgodnie z prawem odwrotności poziomu kompetencji i miejsca w strukturze organizacyjnej firmy. Może powinnam tę metodę zacząć stosować. Chociaż ona kompetencje jakieś tam chyba nawet ma, tylko nie bardzo najwyraźniej wie, co z nimi zrobić. Tak, wiemy, co MOŻE z nimi zrobić. Jednakowoż ONA nie wie.

Niespełna godzinę po wyjściu z Agencji zadzwoniła do mnie… jej koleżanka. Ta, która naraiła mi już drugą pracę. Naraiła mi kochaną fuchę w świetnym miejscu, które polało miodem moje serce i zostawiło mnie z dużym pudełkiem czekoladek, kartką pożegnalną, gorącymi podziękowaniami za ciężką (???) i dobrą robotę przy układaniu korespondencji wg dat (no dobrze, może praca troszkę bardziej złożona, ale czy dobra, to się jeszcze długo nie przekonają; mam nadzieję, że nie schrzaniłam za bardzo…). Po trzech tygodniach czuję żal, że odchodzę, zostałam wyściskana, a ludzie się ze mną powymieniali numerami telefonów, mailami i się chcą umawiać na lunch. Może to dlatego, że jedna to Holenderka, druga Niemka. Bo w to, że jestem aż tak sympatyczna to nie uwierzę, nie w moim wieku ;)

Tyle o pracy. Jutro rankiem kolejna fucha. Zupełnie jak w kraju – tam też łapałam fuchy od czasu do czasu. Inne.

A tymczasem wszystkim nieco niedomagającym Rakom życzymy gorąco duuuuuużooooo zdrowia i wytrwałości Bliźniakom drodze ku lepszemu, a Bliźniakom udanych podróży z Ukochanymi do Ukochanych. Innym znakom, okrutnie zaniedbanym zresztą, też najlepszego. Uściski, ukłony i pokajanie za zaniedbania.

Tu następuje kolejna przerwa techniczna do kolejnego odwołania.

Spokojnej nocy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W biegu

22 paź

Zyje, zyje. Zabiegana tylko jestem. A powyzej – tekst sprzed paru dni – uaktualnienie. Obecnie siedze w banku (znaczy teraz w dziadowskiej kafejce, bo niedziela – wyszukuje danych i wprowadzam do arkusza excela. Podoba mi sie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS