RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2006

Przesady

30 sie

W zasadzie bez zmian.

Przesadna jestem nadto… Dziwne rzeczy mi sie zdarzaja. Np. trzy tecze jednego dnia. Raz widzielismy z Polowkiem tecze wokol slonca (pelny krag!). W zeszly poniedzialek tez widzialam tecze. Przedwczoraj mnie zlalo w sposob absolutnie niemilosierny. Ide wkurzona na caly swiat, pogode, kierowcow, robotnikow drogowych, ktorzy tez mokli itd., wlacznie z grawitacja i sila odsrodkowa. Buch – tecza na niebie. Mysle sobie – jak znowu zobacze trzy tecze, to bedzie dobry znak; ale trzy na niebie, to za duzo, wiec trzecia moze byc malowana. Dwie byly na niebie. Wrocilam do domu. W drodze na malutkie przyjecie rodzinne zlalo mnie po raz drugi. Dochodzi polnoc, ja sobie rysuje – wzielam gazete dla natchnienia, o teczach zapomnialam – a tu reklama i tecza malowana. Dzis ide, widze pajaka, wychodzac z mojego interwju (no, bylam na jednym, ale na razie nie ma sie co chwalic, zobaczymy, mam mieszane uczucia i nic wiecej nie powiem :P) – pajak na szczescie to raczej nie jest – mysle sobie. Przeszlam na druga strone i znalazlam moja pierwsza w Irlandii czterolistna koniczyne.
Moi drodzy. Jakos to bedzie, nie? ;P

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Conamara

23 sie

Jednodniowa wycieczka do Conamara

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sunday…

19 sie

Wiem, ze dzis sobota.

Obejrzalam Bloody Sunday. Taki film o Irlandii w roku 1972. Taki Polski Grudzien 1970. Tylko ze im urzadzili go Brytyjczycy i zasadniczo nastapil w wyniku – jak mi sie wydaje zbyt slabych nerwow albo zbyt silnej nienawisci na tle narodowosciowym (to sie chyba nazizm wlasciwie okresla…) jednego ze snajperow.
Zastanawiam sie, dlaczego splywa po mnie nasz Grudzien, a burze sie z oburzenia na mysl o irlandzkiej przeszlosci. Moze dlatego, ze jak sie zra ludzie we wlasnym gronie, to jakos inaczej niz uciskac NAROD? A moze sie oswoilam z naszymi wydarzeniami, a te irlandzkie wlasciwie zupelnie swieze?
Tak czy inaczej, Krolowa ma u mnie kreche jak stad do Londynu (przez Tokyo, Japan!). I z powortem – ta sama trasa.
A poza tym:
1) musze wreszcie sprawdzic jak to jest z ta Republika Irlandzka i glosowaniem w 1983 za przynaleznoscia do Wspolnoty Brytyjskiej…A tak, ciekawostka taka. I moze to wytlumaczy mi, dlaczego w irlandzkim rzadzie jest zaledwie Departament ds. Foreign Affairs, a nie minoisterstwo, jak w innych dziedzinach. Dobra, ja moge nie wiedziec, ale taka Rachel, taki konsultant miedzynarodowy, odpowiedzialny obecnie za kontakty miedzynarodowe jako pracownik szacownej instytucji reprezentujacej ponoc cale srodowisko biznesowe Irlandii, to powinna mi umiec wyjasnic, nie? A to ona sama sie zastanawiala. Chyba jej to wyjasnie, jak rozwiaze zagadke ;>
2) Conemara jest dla mnie niczym poutcheen – powala z nog i zachwyca; potem kac gigant przez kilka dni… mam ochote na specjalna strone ze zdjeciami i opisem, ktory to obiecalam Komus ;)

Na razie bez zmian, Polowek ma dwa dni laby extra, bo go jakis przykurcz zlapal, a ze w okolicach serca (bo jest czesciowo leworeczny – a-ha!) i zaciagnelam go na wszelki wypadek do konowala. Pardon, lekarza. Irlandzkiego. Ale imie ma jakby mu JKRowling wymyslila, tylko ze nie pamietam… :) Polowek miewa dosc intensywne objawy, jak mu sie bardzo nie chce isc do pracy i wie, ze niektorzy inni maja wolne (zwlaszcza wieczne wolne…) ;> wiec juz sie przyzwyczailam troche. A ze Polowek powiedzial, ze nie chce lekarza, bo ow mu uszu natrze… Nie ma jak dobre wsparcie wykwalifikowanej sily! Jednak jestem wredna, a co mi tam.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Błogosławiona niech będzie niewiedza

03 sie

Wierzę w znaki. Wierzę, że powinnam nauczyć się je czytać. Wierzę, że ta Siła, która dała nam życie, prowadzi nas, i wierzę, że usiłuje nas wepchnąć na słuszną ścieżkę, którą powinniśmy podążać – w ślad za naszym Przeznaczeniem.
Rankiem (nie przesadzajmy, raczej wczesnym popołudniem…) przeżywam silne stany zagubienia i praktycznie modlę się o jakiś znak, którą ścieżką podążać. Potem udaję się do kafejki, gdzie nie mogę pogrzebać w ofertach pracy, bo się każda jedna strona blokuje, więc po 30 minutach pie***lę to i wychodzę. A wieczorem dosięga mnie wiadomość, która nie dosięgła mnie przez sieć internetową – że moje ukochane Białe Mieszkanko ma być wkrótce na sprzedaż.
Od dłuższego czasu marzę o zakupie jakiejś przyjemnej nieruchomości, a w szczególności tego miejsca, z którym związanych jest tyle dobrych wspomnień. Jestem bez pracy i nie mam kwoty, która pozwoliłaby mi na zakup. Jedyne, co mogę w tej sytuacji odczytać, to: „nie oglądać się za siebie”.
I przy tych wszystkich słońcach, na które się porwałam z motyką, tego jednego nie umiem dokonać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS