RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2006

‚Legilimens!’

31 sty

Zatem zabralam sie za projekt.
I okazalo sie, ze nawiazalam kontakt telepatyczny z szefem – tyle ze innego dzialu, ktory realizuje w ramach swojego projektu to, na co ja wpadlam dzis rano.
Wole wierzyc, ze cechuje mnie nadzwyczajna wrazliwosc umyslu – tych mniej zbadanych czesci i odczuc – niz tuzinkowosc. I tej wersji sie bede trzymac, bo jak oni to robia i ja nie bede mogla, to nic procz wiary w telepatie mi nie zostaje.
A moj szef to chyba Oklumancje cwiczy. I niech mi Pani MdeW przywiezie szosta czesc HP, PLIIIIZ, na otarcie lez.
Milego wieczoru, wracajac do naszych ba… tfu! Do meza.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Roznice kulturowe z punktu widzenia Koticzki

30 sty

Instytucja ma gotowa usluge – w jezyku angielskim; dotowana czesciowo z funduszy unijnych.
Przychodzi Chinczyk i chce taka usluge nabyc dla swojej firmy – chce w jezyku angielskim, nie musi byc tlumaczona.
Polak sie bierze do roboty i opyla te usluge za slona kase po pelnych kosztach plus prowizja i oferuje tlumaczenie za kolejne 200% kwoty.
Irlandczyk nie widzi mozliwosci wspolpracy. Chyba ze to bedzie irlandzki Chinczyk, to ewentualnie mozna by sie przymierzyc.

U nas sie zapiernicza za satysfakcje i opieprz. Tu sie nic nie robi i narzeka. Chyba mnie wypierd…nicza, ale zaczynam chciec, zeby to bylo szybciej; albo niech sie cos zmieni na lepsze, bo jak nie, to – jak napisalam mojej kolezance w mailu – chyba powiesze sie przed koncem tygodnia. Z NUDOW.

„AS: A nie myślałeś o tym, żeby wrócić do Holandii i tam realizować się artystycznie?
RK: Nie, bo Holandia mnie nudzi. Tam jest łatwiej oczywiście i bezpieczniej, ale mnie się podoba pewna dzikość życia tutaj.”

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zyciowo niepelnosprawna

27 sty

Inteligencja w klasycznym znaczeniu to ponoc 1% sukcesu. Inteligencja emocjonalna – 26%. W tej dziedzinie odpadam.

Odpadam tez w wojnie na wytrzymalosc nerwowa w konkurencji zdobywania informacji od instytucji UE.
1 marca aplikacje na konkurs Socratesa maja byc juz w Brukseli. W ramach aplikacji wypelnia sie zazwyczaj okolo 2 ton papierow – w tym formularz wniosku aplikacyjnego, dolacza sie kosztorys, roczne sprawozdanie finansowe, a ze projekt miedzynarodowy – rowniez umowy partnerskie z conajmniej dwiema instytucjami partnerskimi z innych krajow UE. Poniewaz ani aplikacji nie znalazlam ani nie wyjasniono wielu szczegolow, ani tez nie jestem pewan interpretacji anglojezycznego belkotu unijnego, bynajmniej nie tworzonego przez anglojezycznych urzedasow (zwykle chyba mowili po francusku) – ktos stwierdzil, ze to nie angielski jezyk, tylko uijny, bo do angielskiego ma sie juz nijak, tak ewoluowal – i mam sto tysiecy watpliwosci, zaraz po przeczytaniu ogolnej i metnej instrukcji wysylam zapytanie do wskazanej jednostki.
Odpowiedz nie przychodzi. Szperam i szperam po wskazanych jako wlasciwe linkach, po zatoczeniu kilkakrotnym blednego kola trafiam na jakas strone, ktora – przynajmniej pozornie – pasuje. wysylam maila, po kilku dniach ktos przeczytal. Czas plynie. po paru dniach przychodzi wiadomosc, ze moje zapytanie przekierowano do wlasciwych ludzi – sprawdzam adres e-mail, na jaki to poslali – no tak, ktos sie sypnal i wpisal jakies ceu-info zamiast info-ceu; detal, czeski blad.
Po dwoch tygodniach mniej wiecej przychodzi odpowiedz, ze oni mieli LAUNCH:
„Dear Sir, Dear Madam,
Thank you very much for your email.
Due to the official launch of the Executive Agency for Education, Audiovisual & Culture the answer to your request is delayed. We are sorry for the inconvenience.

Your request had been forwarded to the unit in charge of.

Your Team of EACEA-INFO

Education, Audiovisual & Culture – Executive Agency
135, rue Colonel Bourg
1140 Bruxelles
Tel: +32 (0) 2 299 1111
e-mail: eacea-info@cec.eu.int”

Thank you k….kindly.

Moj szef sie zawczasu rozmyslil – albo ma farta, albo ja mam farta, albo on wie, co robi, bo ja nie wiem, co ja robie i nie wiem, co ze soba zrobic. No chyba sie urzne w trupa, bo zdaje sie, ze cala reszta swiata jest juz urznieta, tylko ja nie zauwazylam, azgapilam sie czy co?

W moim srodowisku (absolutnie nie naturalnym) zawodowym osaczaja mnie jakies niezyczliwe debile – jakas nagonka??!! Moze to Los chce mnie naprowadzic na wlasciwy trop, sciezke mojego zycia, oej ZEN. Bo jak nie, bo jak i Los jest taki jak Unia…
To ja ide poklac off-line.

A moja instytucja przyjmuje dwie kolejne osoby do koordynowania projektow szkoleniowych. A mnie wywala na zbita morde, bo nie maja dla mnie projektu.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeszcze jeden kanal dzisiaj, tralalaaalalala

27 sty

Wlasnie sie okazalo, ze w wyniku regularnego defraudowania kasy przez Mlodszego zadluzenie za dom, w ktorym wcale nie chce mieszkac wynosi bagatelne 2.000 euro. Dwa tysiace. Nie robi roznicy, bo jak w koncu policzylam i tak nas na nic nie stac. Mnie teraz nie stac na kanapki z tunczykiem.
Kurwa. No KURWA. KURWA!!!!!!!!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I just don’t want to miss you tonight…

26 sty

Wiadomo, że są w życiu człowieka momenty przewartościowania całego życia. I niewątpliwie jednym z takich momentów jest ciąża.
Ale czasem wcale nie trzeba zajść, żeby się nagle wszystko poprzestawiało.
Nie, nie zaszłam.
Zbudziłam się w poranek środowy wściekła, bo Połówek co pół godziny sprawdzał, czy się do pracy nie spóźni. Potem wdał się w dialog, a było jeszcze jakieś dobre 40 minut smacznej drzemki, na temat niesprawiedliwości konieczności zarabiania na życie w procesie pracy. Słowo daję, ten kapitalistyczny naród za grosz nie ma szlachetnego poczucia budowania wspólnej przyszłości charakterystycznej dla ludów o jasno-czerwonej socjalistycznej przeszłości. Opierniczyłam, oczywiście, że skoro chce się oddać słodkiemu nieróbstwu, to ma zapomnieć o wymarzonym DVD-rekorderze połączonym z magnetowidem (a marzy o przegraniu swoich ukochanych starych programów – i nie od rzeczy taki wynalazek, bo ja tez mam parę takich skarbów), o nabywaniu nowych DVD , a tym bardziej o zakupie działki pod drewniany domek, którego cena zaczyna się (tak, wiem, że nie napisano, gdzie się kończy) od niecałych 13 tysięcy.
I ja smolę apartamenty z widokiem na morze, smolę domki do wynajęcia z grillem na tylnej ścianie i Merlin wie, czym jeszcze – drewniany domek, drewniana CHATA! O Merlinie. Przyślij stado leprikonów!
Tymczasem jednak opierniczyłam, bo jestem najwredniejsza wczesnym rankiem, kiedy odmawia mi się naturalnego prawa długiego spania, wylegiwania się, wypicia porannej kawy w ciepłym wyrze, podziwiając czarowną północną stronę irlandzkiego nieba w samo południe. Już nie wspomnę o wschodniej stronie polskiego podgórskiego nieba… ech, wspomnienia. Wracając do naszych Ajriszów.
Opierniczyłam zatem, złożyłam głowę na poduszce, by pożegnać ją czule (poduszkę, nie głowę), wsłuchując się w okropny atak Połówkowego kaszlu, opierniczając lekarza, u którego Połówek był uprzejmy niedawno zasięgnąć opinii w sprawie kaszlu, który męczy go już lat pięć. Tak, pięć. A na pewno intensywniej od wyjazdu do Polski przed Świętami (ktoś jeszcze pamięta, kiedy to było?) I lekarz uznał, że kaszel jest naturalnym elementem życia. TAKI kaszel – ni to mokry, ni to suchy, serdeczny, z głębi mojej ulubionej rozbudowanej męskiej klatki Połówka. Słyszę hałas, podnoszę głowę – Połówka nie ma. A powinien być dopiero w drodze do drzwi.
Połówek leżał na podłodze.
A Połówek ma serce z przeszloscią. Bujną. Smiertelnie powazną.
Krótko, bo znowu się denerwuję, przeżywając to na nowo: Połówek miał ostry ból w klatce, nie mógł oddychać raz z powodu bólu, dwa z powodu kaszlu, nie mógł wstać i zmienił się na twarzy. No to akurat może nic dziwnego – kaszle, dusi się, naubierany już do wyjścia w cztery warstwy, spętany ciasno paskiem od spodni w talii. Decyzja była szybka – pytam Połówka, co robić. No tak – teraz jasno do mnie dociera komizm sytuacji. Połówek by wiedział. Jasne. Za telefon, bo Połówek mówi, żeby dzwonić 999. Myślę – no tak – i dalej nic nie myślę, na wszelki wypadek koncentrując się na akcji bieżącej i starannie blokując wszystkie inne myśli. To 999 fajny numer, zwłaszcza z komórki. Ze 112 przekierowano mnie na emergency, na które czekaliśmy ładnych parę minut, a ja tworzyłam odpowiedzi – chyba z powietrza. I to trafne. Zagrałabym w totka, ale co to za życie potem, nie wiadomo, co z takim fantem zrobić. Gadam z Ołówkiem i każę mu oddychać, bo kaszel jest bolesny do tego stopnia, że Połówek stara się wstrzymać oddech. Nawijam i konwersuję, żeby nie odpłynął. Dzwonię jeszcze raz – opierniczyć może?… no dobrze, nie, tylko im powiem, że mi ten połówek zaczyna tracić przytomność i za ile będą. Przyjechali. I, kurna – Połówek sam wstał, żeby z nimi przejść do tego ambulansu. Myślałam, że zabiję sama, ale patrzę – chłopaki nie bagatelizują, wszystkie badania robią, a Połówek relacjonuje, że się ból był uprzejmy przesunąć. W ambulansie sprawdzają mu serce, pytają o wrzody i inne takie. Połówek się trzęsie siedząc na fotelu. Jest zimno, ale nie tak. Spokojnie, Koticzko, chłopaki są mądrzejsze, Ty nie przeszkadzaj.
Połówek marzł – przyznał, że mu fiksancko zimno. Ból miał dla niego siłę postrzału (faceci… Prawda, Merle?) ;) Okryłam go dodatkowo płaszczem, bo ten kocyk chłopaki podszyty wiatrem i przymrozkiem mieli. Dalej się trzęsie, teraz dociera do mnie, że to pewnie z bólu, a raczej po bólu. A może z nerwów. Nieistotne teraz.
W szpitalu posprawdzali krew, popatrzyli na serce, obsłuchali, prześwietlili moja ulubioną rozbudowaną klatkę Połówka i… wreszcie pan lekarz z Egiptu (bo Irlandia własnych nie posiada, chyba praca za ciężka… I myśleć trzeba.). Z wysiłkiem pan lekarz znalazł infekcję w klatce (nie w płuckach, oskrzela chyba) i stwierdził lekką astmę na podstawie osłuchania i zeznań. Astma może być, u Połówkowej rodziny są niestety dwa – a z Połówkiem byłyby trzy przypadki. Połówek ma kolejny tydzień wolnego za frajer. U nas chyba by do ZUSu prosto posłali profilaktycznie i kazali się nie denerwować.
Faktem jest, że Połówek jest przepracowany, nastolatkiem chyba jest już – khem – trochę starszym. I fakt, że nie lubi tej pracy, że się denerwuje nią i sytuacją (a ja mu nie ułatwiam, tylko Połówek nie jest uodporniony na moje stresy, a powinien być – łatwiej byłoby mu żyć). W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Chapters – po „Kuchnię wegetariańską”, ale jak znam moje umiejętności, to ona może być jeszcze cięższa niż moja dotychczasowa mięsna.
Teraz jestem skłonna zgodzić się na prawie każdy układ. I od samego początku nie mam nic przeciwko temu, żeby zarabiać tyle, by Połówek nie musiał. Pod warunkiem, ze nie będę musiała podporządkować wszystkiego pracy, tu naturalnie materia stawia opór, ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Ale jak tylko nabędę te dwie książki z msmoney.com – poprzez Amazon.com chyba, bo w sklepie patrzyli na mnie jak na idiotkę – no ale sami powiedzcie, taki tytuł, to nawet kobietę może rozbawić: „I Don’t Know What It Is But I Know That’s Not This”. A drugi – „Zen – And The Art Of Making Living”.

Połówek ma astmę. A ja jestem przekonana, że – choć nie mam na to żadnego papieru, dzierżę większościowy udział akcji.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Spieszmy sie kochac ludzi – tak predko odchodza

23 sty

Wlasnie sie dowiedzialam, ze zmarl Ks. Twardowski – i co tu gadac.

Zostanie we mnie wierszem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co mamy z Unii

23 sty

Non-EU citizens will from Monday (23 January) have better access to work in western Europe than people from new EU member states, as a 2003 EU directive on third country nationals enters into force.
Chcecie wiecej? http://www.eucenter.org/index.php?action=news&process=detail&checksum=72155313

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Styczen

23 sty

Poprosilam wczoraj Polowka o kwiatki do ogrodka, bo sie za szybko nie wyprowadzimy jednak, najwyrazniej. Czerwone pierwiosnki i moze szafirki. Musze zerknac, czy my tez mamy ‚zloty deszcz’, bo u sasiadow na poludniowej ekspozycji pieknie juz kwitnie.
I mam znow te rabana kichajaca alergie – chyba na nowa szafe w sypialni.
Moze jednak krokusy i zonkile. Albo wszystkie naraz!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zima

20 sty

Styczen. Dzis jakies +15 C bedzie, ale rano przymrozek jak nic byl. jakeis minus dwa conajmniej, bo ajrisze w czapkach i rekawiczkach welnianych chodzili.
Zapowiadano wszak nawet w TV, ze zima ciezka bedzie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pokoj ludziom dobrej woli

20 sty

Mialam pokoj chyba wiekszy od tego, gdzie teraz siedze z trzema innymi osobami (i jedno biurko puste) – tylko dla siebie. Czesto myslalam, ze jest za wielki, czulam sie w nim nieswojo, mala i niepozorna.
Teraz marze o wlasnej ‚zagrodce’, boxiku i odrobinie – nie, o wiekszej dawce intymnosci. Zeby nie bylo tyle gadania wokol, dzwonienia telefonow, zebym mogla sie skupic. I tak malo kto ze mna gada.
A moja kolezanka z sasiedniego biurka chyba jest w ciazy – miewa czeste czkawki, nie pije alkoholu, wcina non stop ryzowe ciasteczka i jakos tak mysle… no chyba ze ma przecietna irlandzka szczupla figure ;P I tak ja lubie, na ile mozna lubic osobe, z ktora sie rozmawia mniej niz z przygodnym towarzyszem podrozy, jadac autobusem do pracy. Jezu kolczasty, jacy Irlandczycy sa gadatliwi – ugh! A ja nie lubie.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS