RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2005

Monday Mo(u)rning – ale jestem.

19 gru

Nadaje sie na urlop. Zdecydowanie. Powinnam zostac wyslana w trybie natychmiastowym.
Pobilam chyba sama siebie, wysylajac naszym potencjalnym kooperantom i partnerom byznesowym zyczenia – radosnych Swiat Bozego Narodzenia.

Wszystko dlatego, ze sie boje latac! W dodatku! :P

I jeszcze:
zgubulili mi druczek od poprzedniego pracodawcy i nie wiedza, jak wyglada kwestia mojego podatku – kolejna randka z Tax Officem (czynne 9.30-16.00 wylacznie w dni robocze; czy nie maja jakichs wolnych miejsc, bo jak tak, to moge sie w dwa dni podatkow nauczyc)
przeliczylam sie w moich rachunkach o 400 EUR (bo jak sie umawia na stawke godzinowa, to sie powinno liczyc ile godzin, a nie tygodni, prawda? i dzis mnie oswiecilo, dobrze, ze zanim oprotestowalam czek, ktory jutro mam dostac; jaki maja problem z przelewaniem na konto??!!)
the cheese scone jest paskudna; ale nic innego juz nie bylo w coffee shopie
z ostatniej chwili – fajnie, placili mi za duzo. Bedzie zwrot podatku – znaczy JA mam zwrocic TAX OFFICE’owi. Przed Swietami zdaje sie. Cool.

Ale jestem.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeszcze w zielone gramy!

19 gru

No i dupa. Szacowna komisja odwalila nasz projekt na wschodniej scianie Europy. I znowu od zera. kurcze, mam dosc tego roku, a nastepny w zwiazku z powyzszym nie zapowiada sie duzo lepiej. Jestem w tym wieku, kiedy powinno sie gniazdo raczej umacniac niz budowac przy silnym wietrze. Jestem zmeczona obecnoscia innych ludzi, nieustanna obecnoscia osob trzecich, obcych i kontrolowaniem slow, gestow i uczuc, zeby nie powyzynac calkiem zasadniczo nieznacznej czastki ludzkosci. Mam dwa tygodnie urlopu juz naszpikowanego spotkaniami i wyjazdami. Jeszcze nie pekam, a trzeszczeniem sie nie przejmujmy… Moze Sylwek we dwoje nie jest takim zlym pomyslem… Moze to, moze smo… Czy Wojciech Mlynarski przypadkiem nie zmarl jakis czas temu?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Literatura

15 gru

No więc… khem, khem… Najpierw muszę wysmażyć ode pochwalną – nie do końca jednak wiem, na czyją cześć.
Otóż wieczorem Połówek czytał książkę. Nie była to byle jaka książka, lecz „Harry Potter and Half-Blood Prince”. Połówek przeszedł z trudem przez rozdział „Sectusempra”, bo czyta głównie wieczorami po pracy, ostrzeżony przeze mnie, że wkrótce nie będzie miał czasu z racji prezentów od Aniołka (czyli że niby ode mnie??!!). Połówek doszedł do rozdziału o jaskini – zrobiłam rozdziałowi porządną recenzję, osłoniłam zalotnym wachlarzem tajemnicy. Wieczorem siedzimy sobie w tzw. Salonie, bo na górze zimno jak nie wiem co, bo psiarnia na pewno cieplejsza, Połówek czyta ten rozdział… prawie nie zwraca uwagi na Troję, na szumny pojedynek Hektora i Brada Pitta. Połówek skończył rozdział, chłopaki się utłukły; i co ja widzę? Połówek czyta dalej! Nic go nie obchodziło, że Troja padła w proch, zignorował Greków wyżynających Trojan w pień. Połówek przejął się akcją książki. Przejął się ostatnimi dramatycznymi wydarzeniami, jakie opisała JKR. No, ci, którzy czytali, zapytają, a kto by się nie przejął! Znam takich, ale nie w tym rzecz.
Jak Połówek zakrzyknął … no zakrzyknął, co się wydarzyło na końcu rozdziału o wieży, w którą siekła błyskawica, to mi się znowu zachciało być matką jego dzieci!
No i niech mi ktoś powie, że kobieta nie zasługuje na Nobla! ;]

A skoro o książkach mowa, to ja chciałam serdecznie podziękować za dwie cudowne książki – Gretkowskiej i Pietuchy (Piotra zresztą; okładka jest… rozmiękczająca!…) i Cień Wiatru, po którym sobie wiele obiecuję! Traszka jest jak zawsze niesamowita. Połówek odreagowuje za moimi plecami słowotokiem i utrudnia koncentrację, wiec nie mam pewności, kiedy da mi jakąkolwiek szanse ich przeczytania, ale nie zamierzam się poddawać. Zwłaszcza, jak już mi się uda zrealizować ‘pod-plan’ i dojeżdżać pociągiem… Marzenia czasem wybierają dziwne ścieżki… Gretkowska też nie przypuszczała, że zamieszka w dworku polskim. Ja mam dużo mniejsze wymagania! I też narzekała, że nie ma czasu, bo musi prowadzić dom. Ja narzekam, że praca mi nie pozwala prowadzić domu (patrz początek bloga), a jak już się robi wolne i mogę prowadzić dom, to robię to z takim samozaparciem, że na życie nie starcza czasu. Ale wszystko przez godzinna przerwę na lunch i dojazdy, podczas których można by zamówić i skonsumować bez pośpiechu danie a la carte. Dwa dania – jedno rano, drugie wieczorem. ALBO przeczytać książkę, jak ktoś może czytać w autobusie. Ja nie mogę – nawet SMSa i to jest dramat; czasem melo-dramat (przynajmniej discmana mogę słuchać! Tylko jak na złość wtedy oczywiście mi się nie chce!).

A skoro o książkach, to jeszcze słówko o… Gombrowiczu. Gąb-rowiczu. Pamiętacie tego, co chciał się bratać? Odkryłam w sobie popędy poniekąd podobne – jeździ tym samym autobusem sporo ciemnoskórych. Murzynów. Długo nie byłam rasistką, naprawdę nie byłam. Stałam się w pewnym stopniu na chwilę, po czym zaczęło mi przechodzić. Co więcej, czułam przypływ uczuć, które należałoby nazwać chyba braterskimi albo siostrzanymi. Zazwyczaj zapewne czuje się coś takiego na bani albo na chaju (haju??? Słownik ma dziwne pomysły odnośnie tego określenia…). A ja w autobusie, na trzeźwo. Gombrowiczówna, psiakość. Ale mi przeszło dziś popołudniu, kiedy jedna z takich ciemnoskórych kobiet walnęła się na siedzenie obok mnie i wcisnęła w ścianę autobusu, popijając Colę marki Tesco. Osobiście przeciwko marce nie mam nic, przeciwko Coli – mnóstwo, bo to straszne paskudztwo, lepiej może od razu sobie w łeb palnąć, niż to pić. Murzynka rozepchała się i wcale nie skończyła. Jej zachłanność przestrzenna, choć dyskretna, była wyraźna i konsekwentna, a cholera jedna jechała dalej niż ja. Kiedy już niezdrowe pomysły z brataniem się mi przeszły (czemu niezdrowe, mogę na życzenie poopowiadać w przypływie następnego ataku komputera), pomyślałam sobie o tym Gombrowiczu, ze facet miał rację, bratać się nie należy za bardzo. Ci, z którymi niektórzy się chcą bratać, ani do bratania się nie nadają z tych czy innych przyczyn, ani chyba tego za bardzo sami nie chcą. A jak chcą, to radzę najpierw określić cel bratania się. Konkluzja: w społeczeństwie klasowym, jakim niewątpliwie jest Irlandia bratanie się może być obarczone dodatkowym ryzykiem oberwania w ucho albo w mordę – dosłownie lub w sensie alegorycznym – w kontekście prawnym; można dostać z rykoszetu strachem przed zademonstrowaniem antyrasizmu czyli anty-antydyskryminacją, o której wspominała kiedyś nasza koleżanka z Ameryki (czyli uprzywilejowaną pozycją innych ras niż biała). A ja się zastanawiałam, jak mogłabym potencjalnie znokautować Murzynkę i oskarżyłabym ją o dyskryminację na tle narodowościowym – wszak nie jestem Irlandką. Może by chwyciło! ;)

A skoro na razie zostałam znokautowana przez gwałtownie opadającą temperaturę w pokoju, bo jest poniżej zera, a Irlandzkie budownictwo nie bierze takich anomalii pogodowych pod uwagę w fazie planowania ani realizacji.
Pozdrawiam ciepło i życzę słodkich snów.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Za opoznienia wynikle z przyczyn administracyjnych przepraszamy!

13 gru

A jak juz wroce, to moze nadrobie zaleglosci, uzbieralo sie! ;) Poniewaz wyszlam za maz – zaraz wracam.
Otoz pol roku pozniej… idziemy sie pobrac. Jeszcze raz, a co! Juz bez tej pompy, za to licze na pajnte po podpisaniu cyrografu cywilnego. Dzis o 16:00 czasu Dublin. Beda 4 osoby – my i swiadkowie; nikt nie mial dzis wolnej chwili*), w koncu Swieta ida… Secret marriage…
I w ten sposob zalatwilam swoje drobne marzenia – jeden slub w pieknej sukieneczce, drugi cichy i tajemniczy (wprawdzie w register office, ale zawsze).

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pytanie szwagra

12 gru

„Co to sa imieniny?” :| No probowalam wytlumaczyc. Po raz trzeci chyba. Juz nie moge. Brak mi sil.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zawód – morderca

08 gru

Tyle miałam myśli ciekawych w autobusie I co? I nic. Zasnął mi umysł – nic dziwnego, wstaje o 6:40 (no pewnie, teraz mu dobrze, poprzednio wstawał dużo wcześniej! Muszę przyznać, że jak wstaję o tej 6:40 to jestem zła. Potem się dobudzam powoli pod prysznicem i około 7 staję się zawodowym mordercą. Czasme mi przechodzi po pierwszej kawie. A czasem dopieor w sobotę około 10, może 11… Rano pół biedy – wszyscy śpią, ale popoudniu, jak mi nie przejdzie, a końcem tygodnia nie bardzo chce przejść nawet po kilku kawach i cynamonowych bułeczkach – to przede mną szwagier ucieka do swojego pokoju… Ale wstyd. ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biznesowe surfowanie

07 gru

W poszukiwaniu pomyslu natrafilam na takie klocki po linii sluzbowej: Racing grannies!
Ale konkretnie chodzilo mi o projekt z rozowym jeleniem po prawej
A znalazlam kursor na stronie polskiej ambasady!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mikolajki – akcenty irlandzkie

07 gru

No dobra, wiedzialam, ze mnie Miki nie znajdzie w tym Lucan, w koncu komu by do glowy przyszlo, ze sie tm przeniose tak nagle. Ale to nie powod, zeby w ogole nie bylo podarkow. Okazalo sie, ze byly pod poduszkami chlopakow – no w koncu Mikolajki sa dla dzieci, prawda? ;) Robi sie wreszcie kladzie, chrupnelo pod poduszka – nic, niewzruszony dalej poklepuje, juz sie zaniepokoilam, ze nie obroci poduchy po swojemu, jak to ma w zwyczaju, wreszcie jednakowoz podnosi – znieruchomial – oglada, w koncu niesmialo pyta, co to jest i co ma z tym zrobic i czy moze otworzyc. No moze; przypomnialam mu, ze to taki zwyczaj w Polsce jest itd.
Podsumowanie – dzieci chyba sa przyzwyczajone do podarkow i zaczynaj nawet miec postawe roszczeniowo-skomercjalizowana i nastawienie bardzo ekonomiczne. Ale gdybyscie mogli zobaczyc twarz doroslego faceta (naprawde zreszta sympatycznego – zdaniem znajomych i mysle, ze mnie w konia nie robili, bo by mnie nei swatali az tak – chyba… chyba ze mnei mieli dosc!), twarz doroslego faceta, ktory pierwszy raz dostal paczuszke ze slodyczami, w tym jego ulubionych M&M’s-orzeszkow! To byla czysta, niczym nie skazona, spontaniczna i nieoczekiwana 100% radosc.

Ja tez mam nastawienie skomercjalizowane – czy mnie na ten koniec roku jakas istotka – Mikolaj, Aniolek, Gwiazda, Komisja UE – nie moglaby przyniesc srodkow na jakis program, ktory bym mogla w ramach mojej kariery zawodowej bardziej lub mniej spokojnie realizowac? Albo cos w tym rodzaju…?

A najbardziej wkurzajace jest to, ze ja chcialam byc administratorem – przyjeli juz dwoch. Mnie powiedza zegnaj w koncu kwietnia, a tamci zostana. No jego mac.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mikolajki

06 gru

Mikolajki. A tu nic. Pod poduszka znalazlam tylko zuzyte chusteczki higieniczne (juz w koszu). Musi niegrzeczna bylam czy co. Pewnie to za tego Szwagra mojego. Nawet rozgi… Albo po prostu to takie zadupie, ze nawet Miki nie zaglada! :)
No chyba ze to w tych chusteczkach cos bylo, moze lepiej sprawdze po powrocie?
To teraz latwiej Wam bedzie dzis trzymac diete :)

A to skad sie tu wzielo???
< prezencik >

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czyzby grudzien?

01 gru

Śniegu dawno nie ma, zrobilo sie wrednie I wilgotno z porannymi typowo wyspiarskimi opadami deszczu. I chyba się przeziębiłam. Mam kolejny napad szopocholizmu, szczęśliwie tym razem z przewagą księgarnianego (dwie książki – The Shade of the Wind czyli Cień wiatru – poczytaam opis po polsku, książkę kupiłam po angielsku, autor chyba Hiszpan, czy ja to przeczytam, lista rośnie, druga pozycja to encyklopedia of Witchcraft; mam problem z polskim tłumaczeniem; fajne obrazki) i potrzeba doubierania i doopatulania mojego Połówka.
Chcę do Empiku. I żeby mi ktoś te książki potem do Irlandii zabrał. Cwaniactwo kwitnie, nie? ;)
I jeszcze oczekuję pomysłów – co zrobić z Połówkiem, który po Polsku ni huhu, kiedy ja chcę się spotkać z moimi koleżankami. No, zero kreatywności.

Jeszcze raz wszystkim Andrzejom najserdeczniejsze, a Temu Jednemu najlepszemu jeszcze lepsze ;) To teraz Barbórki do życzeń wystąp!

I zeby w poniedzialek w Polsce bylo moooookrooooo! Wszyscy zaciskamy kciuki

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS