Chcialam powiedziec, ze ten snieg to ja zamawialam, a niekoniecznie Bulgarzy, Grecy czy Rumuni.
I ze wedlug wszelakich newsow, wszyscy w Eire sa na snieg gotowi.
I jeszcze ze gdyby spadl wreszcie, to man od drewna by sobie odbil chude miesiace, a my palilibysmy w kominku, bo tak to Polowicowi troche za cieplo i mu sie nie chce. mnie sie chce i wcale mi nie za cieplo, ale Polowic jakos tak, ze nie i juz, no i co mu zrobisz.
Wiec ja poprosze stamtad przepakowac szybko i pod nasz dom :) Za to moga sobie zabrac te 7 do 15 stopni w skali Celsjusza. I te 2,2 w skali Richtera z okolic Limerick, o ile pamietam. tez, gratis.
Tagi: pogoda
Faktycznie, Eire ma wiele wspólnego z Rzplita - m. in. to kraj paradoksów: wieksza jest tu szansa na zorze polarna niz na snieg.
Poki co, od tygodni nie widzialam ani jednego, ani drugiego.
Humor tez do dupy, ale szansa na odmiane, bo za oknem ladnieje odrobinke.
Taka piosenka sobie byla, a piosenkarka cieszyla sie luksusem mozliwosci zamkniecia drzw i zalila, ze telefon nie dzowni.
Roznica jest taka, ze luksusu nie posiadam, a zreszta, gdybym nawet posiadala, to spedzanie 3/4 zycia na Wyspie w zamknieciu nie napawa optymizmem. Nawet jesli pod oknami przez caly cholerny rok kwitna zolte pierwiosnki. No ja tez sie ciesze, ale nie mialabym nic przeciwko krotkiej, okresowej przerwie na bialy rowny dywan.
I dlaczego zolte, sadzilismy wszystkie kolory z zolcia w zdecydowanej mniejszosci!
Khem! Kiedys wreszcie jakies wakacyjne zdjecia wypadaloby wrzucic....
...ale po PrincePolo / Princessie / Grzesku itd. kit kat smakuje jak nawoz naturalny. Taki od przezuwaczy. O Cadbury's nie warto nawet wspominac. Dobrze, ze zachomikowalam (nomen-omen) XLL ksiecia czyli Prince Polo :)
Off-topic - HalnkoBoska, bardzo ciesze sie, ze nie jestem osamotniona.
KAMI! STOKROTNE DZIĘKI! Mało się nie popłakałam z radości! :******
Tagi: sutiejew
Skopana wielekroć, w tym przez moich rozmaitych przyjaciół, a głównie przez z natury pesymistycznie nastawionego do życia Połowica, trzyma się nieźle. Kuśtyka ulicami i ogląda zabiedzone gołębie, rozcierając obolałe potłuczone kości, oglądając coraz to nowe siniaki, rany, stare i nowe mniej lub bardziej wyraźne blizny. Czasem przysypia sobie na ławce i dręczy ją lekki głód grzanego, mocnego wina (pamięta jedno wytrawne w ulubionym pubie, który już dawno nie istnieje w owej przytulnej, swojskiej i przyjaznej formie). Otula się łachmanami, wiedząc, że wygląda modnie i elegancko, chociaż bardzo dziwacznie na lokalnym tle wszechobecnego głupawo-szczęśliwego rozmemłania. Wprawdzie i tej elegancji nikt nie rozumie, podobnie jak tego, że ją szczypie całe ciało i dusza. Tuła się tak bez sensu i ciągle szuka miejsca i celu, przeganiana od drzwi do drzwi, ciągnąc nadal odrapaną walizkę. Ale ma się dobrze. Silna jest bestia. Zacięta. Nie da się Wam.
Nadieżda Koticzkowna*).
*) Licentia poetica. Sensu stricte to powinna być Jozefowna.
Nie podobają mi się newsy w telewizji.
W imię zasad?
Najpierw przyszli czerwoni, potem czarni i zaminili...
Jeszcze tutaj wrócimy. Z Olem.
I pojechał na Hawaje, bo świat na trzeźwo jest nie do zniesienia.
Ja chcę spać.
A w ogóle to ja zła kobieta jestem ;P
(ale nie dla Połowica. I szacunek dla Pana Generała, na przekór krótkowzrocznym i sklerotykom i urodzonym później, może ZA późno)
Tagi: polityka, psy
Niech się spełnią dobre marzenia! I dużo, dużo zdrowia!
W każdym razie kożuszek, ma padać śnieg! :D :D :D
A pojutrze ma go nie być.
Nie czuję, że wyjeżdżałam, że mnie nie było. Twarze takie same, podobne troski, podobne radości, podobny podkradziony papieros (trzeci w tym roku i ostatni). Nie czuję, że wyjeżdzam, czas stoi.
Jutro będzie kożuch, pojutrze fryzjer.
I tak: tomorrow never comes, jak się dobrze zastanowić.
Umysł rozkazuje ciału ciało jest posłuszne (hm...). Umysł nakazuje samemu sobie i natrafia na opór.
Herbert musiał być młodym facetem, kiedy to pisał ;P
... i to nie wszystkich. A co było poza kamerą... ech!
Tu nie parkować poza pierwszym dostępnym poziomem:

"... in Excelsis De-e-o!"
"...tuuuuuuu-tut!"
Szusy w nieznane:
"Zima, zima, zima..."
"padał, padał śnieg!"
"Idę sobie w świat nogami, zęby dzwonią z zi-i-mna mi, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń!"
Spotkanie w atmosferze Steampunk (jak ja to zrobiłam, że nie zrobiłam zdjęcia NAM?!)
Chcielibymśmy więcej, ale już widzę po kalendarzu, że i z tego, co zostało, nie wszystko odhaczymy... (w tym zdaniu nie ma literówek.)
Bardzo lubię pić kawę w CZYSTYM miejscu, przy CZYSTYM stoliku i nie obawiać się, że siedze na czyimś cappucino (miejmy nadzieję, że tylko...), serwowanym przez miłą i grzeczną panią kelnerkę, która poświęca mi swoją uwagę, bo w końcu, kurcze, takie moje latte to w końcu składa się na jej zarobek też...
Masz to w Irlandii? Masz to w Irlandii?
Kurdesz, nie masz.
A chociaż trafiło mi się śmierdzące latte w Oszołomie. Ale i tak było tam czysto :P
Dziś znaleźliśmy śnieg w przyzwoitych ilościach. Zdjęcia w trakcie transportu między urządzeniami.
Wesołego po Świętach.